Dzielnicowy na rynku pocztowym
Robert Gwiazdowski 06.05.2014

Pan Jacek Żakowski nabija się z nowego sposobu doręczania pism sądowych.

(www.wyborcza.pl/1,75968,15341415,Polecony__poniedzialek_2016_r_.html)

Miałem ambiwalentne uczucia dowiedziawszy się, że korespondencję sądową doręczać mi będzie nowy doręczyciel. Z jednej strony pewna satysfakcja, że państwowy monopolista dla ochrony którego państwo kilkakrotnie przesuwało terminy liberalizacji rynku pocztowego dostał nauczkę, a z drugiej strony, że prywatny przedsiębiorca porwał się z przysłowiową „motyką na słońce” i będzie katastrofa. Nie chodzi o to, że nie w ogóle nie powinien móc. Jak najbardziej powinien. Ale państwowa komisja konkursowa powinna dokładnie sprawdzić jakimi możliwościami oferent dysponuje.

Bo czyja to jest wina, że zawiadomienie o rozprawie odebrać mamy w sex shopie? Decyzję o tym podjęło państwo!!! To ono przecież przyjęło ustawę o zamówieniach publicznych, zorganizowało przetarg i wyłoniło jego zwycięzcę!!!

Podstawowa zasada wolnego rynku to dopasowywania popytu i podaży, albo na odwrót (podkreślam że „i” a nie „do”) przy uwzględnieniu stosunku ceny do jakości oferowanego towaru lub usługi

Ale państwo uznało, że „poprawi” prawa rynku i jakości uwzględniać w swoich zamówieniach nie będzie. Ani też samych potencjalnych możliwości oferentów! No i sex shopy wygrały konkurencję cenową z placówkami pocztowymi. Ale tak samo jak trudno spodziewać się, że pracownica poczty zajmie się klientem, jak pracownica sex shopu, tak i odwrotnie. Bo o sukcesie na wolnym rynku decyduje w dużym stopniu specjalizacja, o której gospodarczym znaczeniu pisał już Platon (słynny dialog Sokratesa z synami Aristona) i oczywiście Adam Smith.

Dlatego to nie cena powinna być jedynym kryterium wyboru oferenta. Mogę się oczywiście podjąć zaśpiewania arii operowej za stosownym wynagrodzeniem i nawet ją zaśpiewać. Pytanie tylko jak!

W przetargu zorganizowanym przez państwo na doręczanie pism sądowych o wolnym rynku nie było w ogóle mowy! Rynek był przez państwo WYREGULOWANY. Jak zwykle źle.

Ale jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Doręczyciel sądowy powinien być moim zdaniem pracownikiem wymiaru (nie)sprawiedliwości. Ma dostarczyć pismo a nie zostawić awizo. Paweł Dobrowolski (www.dobrowol.org) rzucił kiedyś pomysł, by w korespondencji z profesjonalistami pisma sądowe doręczać przez portal internetowy. Czemu nie. Każdy pełnomocnik (adwokat, radca prawny, doradca podatkowy – to przed sądami administracyjnymi) powinien mieć skrzynkę elektroniczną obsługiwaną przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Taki system kosztował by pewnie ze 3 miliony złotych (choć w polskich warunkach jeśli chodzi zwłaszcza o przetargi w obszarze IT po może ze 30 milionów) i byłoby po kłopocie. A co do całej reszty występującej w sądach bez pełnomocników pisma doręczać powinien, jak w USA (parę dobrych rzeczy Obamie jeszcze nie udało się zniszczyć), doręczyciel sądowy. Może to być policja. Kiedyś, za „komuny” mieliśmy Dzielnicowego. I to była bardzo dobra instytucja – w odróżnieniu od Poczty Polskiej, która już za „komuny” była zła.