Dżihadu nie zduszą kwiatami pod ambasadą. Wojnę wygrać można tylko siłą
Tomasz Wróblewski 29.03.2016

Po zamachach w Brukseli euroelity robią to, co potrafią najlepiej. Pouczają przerażonych i coraz bardziej bezradnych Belgów, żeby nie zamykali się w sobie.

Dziennik „Le Soir” twierdzi, że najgorsze, co może się stać, to poddanie się nienawiści, która „nas” podzieli i da satysfakcję terrorystom. Czy faktycznie to jest najgorsze, co może się stać? Kiedy ludobójczy dżihad zajęty jest pewnie wyszukiwaniem nowych celów i testowaniem naiwności zachodnich społeczeństw, celebryci wespół w zespół z politykami zajęli się memami i wymyślnymi emotikonami. Twitter, Instagram i Facebook wypełniły podobizny zwykłych ludzi okrytych kolorami Belgii. Co znaczniejsze budynki w Europie pięknie podświetlono kolorami flagi. Nawet bohater tabloidowych belgijskich komiksów Tintin pogrążył się w żalu. Zalany łzami surfuje po wszystkich możliwych zakątkach portali społecznościowych.

Mieszkańcy miast i dzielnic, którzy w swojej niezmierzonej wspaniałomyślności wpuszczali nielegalnych imigrantów i skutecznie blokowali wszelkie pomysły nadzoru nad granicami, teraz kolorową kredą wypisują na murach – „Miłości nie terroru”. Opuszczone flagi, wstążeczki na latarniach. Tylko czekać, aż na stragany z pamiątkami wjadą pamiątkowe kubki i magnesy z napisem „JeSuisBruxelles”. Pięknie zapakowane pierwsze strony belgijskich gazet sprzedają się jako pamiątka dla potomnych. Jeżeli przyszłym pokoleniom mają o czymś przypominać, to chyba tylko o tym, czego w tych gazetach nie ma. Ani słowa o tym, co też pchnęło tych ludzi do zbrodni. Jakiego byli wyznania i co chcieli osiągnąć.

Złe moce

Ile jeszcze tych pretensjonalnych gadżetów, podniosłych scen użalania się nad losem świata przyjdzie nam znosić, zanim powiemy głośno, że wojnę wygrać można tylko siłą. Ilu nadętych celebrytów musi jeszcze zorganizować swoje koncerty solidarności z publicznych pieniędzy, ile razy premierzy i prezydenci 28 państw UE będą łapać się za ręce, żeby razem wyrazić troskę o losy świata. Ile razy wyrażać będą swoją „determinację w walce ze złem”, zanim ktoś przejdzie do czynów. Odważy się nazwać „złe moce” wysadzające europejskie lotniska, autobusy i stacje metra.

A kiedy już się odważy, to ci sami piewcy wolności i miłości nie zagłuszą go i nie oskarżą o rasizm, nienawiść i islamofobię. Ile musieliśmy czekać, żeby po oświadczeniu premier Szydło i wycofaniu się Polski z wcześniejszych zobowiązań dotyczących uchodźców strażnicy poprawności politycznej uderzyli na alarm? Godzinę? Ile musieliśmy czekać na reakcję po zgłoszeniu projektu nowej ustawy antyterrorystycznej? Nawet nie tyle. Zawsze gotowi skoczyć do gardła w imię ducha empatii i tajników swoich księgarnio-kawiarni. Z kolei mędrcy telewizyjni, za wszelką cenę usiłujący szokować widzów, tak jakby im jeszcze było mało, zaczęli lansować te swoje intelektualne teorie, że najbiedniejsi w tym wszystkim są dobrzy muzułmanie. Pouczali nas o tym, jak bardzo musimy wystrzegać się stereotypów i nie ulegać islamofobii.

***
Tekst ukazał się we WPROST

Fot. Valentina Calà/ na lic. Creative Commons/ flickr.com