Efekt Szyszki
Tomasz Wróblewski 26.02.2017

Cały weekend wsłuchiwałem się w ryk pił w okolicy.  Jak w  symfonię – „Zwycięstwo” Beethovena,  tyle, że nie Wellingtona, tylko właścicieli ziemi nad urzędnikami. Za  kilkanaście miesięcy na puste place wróci życie. Nie jakichś samosiejek, tylko rodzinnych domów, mieszkań, całych osiedli. A za dwadzieścia lat historycy będą mówili o budowlanym Efekcie Szyszki.

Kolejne tygodnie mogą być trudne dla ministra Szyszki. Zanim umilkną piły, zanim znowelizują ustawę, z lewej i z prawej sporo jeszcze zwali się mu się na głowę fotek zrąbanych drzew.  Ale za rok, góra dwa, kiedy puste place wypełnią budynki, ktoś zwróci uwagę, że miasto znowu się dynamicznie rozwija. Ceny mieszkań się stabilizują. Cud.

Ustawa dokonała kilku cudów. Po pierwsze, doprowadziła do koalicji socjalistycznych ekologów z etatystycznymi konserwatystami i wszystkich, którym bliska jest idea kontrolowania indywidualnych decyzji Polaków. Instytucjonalizowania i certyfikowania każdej czynności, na każdym etapie życia. O szerszym, wolnościowym kontekście ustawy i prawa do rozporządzania prywatną własnością, na tej stronie pisał już Robert Gwiazdowski, ale pisali i inni, w tym  Łukasz Warzecha. Polecam. W tym względzie wiele już nie dodam. Może tyle tylko, że „masakry”, czy „rzezi” jak o wycince na wyścigi rozpisują się lewicowe i skrajnie prawicowe tytuły, nigdy by nie było, gdyby wcześniej nie odbyła się rzeź urzędników na własności prywatnej, na planach zagospodarowania, na dostępie do infrastruktury. Właściciele działek ruszyli dziarsko po piły nie dlatego, że nienawidzą drzew, czy z gruntu są źli i chcą niszczyć wszystko wokół, bo świerzbiła ich ręka. Ruszyli, bo nie wierzyli, że urzędnicy pozwolą im długo cieszyć się tą wolnością. Mieli rację. Solidarne, połączone siły etatystycznej prawicy i lewicy przekonane, że człowiekowi nie można zaufać nawet z jego własnym drzewem, za chwilę coś znowelizują. I wtedy piły ucichną. Pewnie i tak by ucichły, bo ludziom nie o drzewa chodziło tylko prawo do zabudowy.

Od lat w Polsce toczy się przedziwna wojna. Urzędnicy kontra prawowici właściciele. Jeżeli nie jesteś złodziejem, który odzyskał cudzą działkę sowitymi łapówkami i przekrętami, to urząd zrobi wszystko, żebyś domu nigdy nie zbudował. Latami odkładane i zawieszane plany zagospodarowania, działki w centrach miast zablokowane krzakami, klonami czy akcjami, które na żyznej glebie urzędniczej złośliwości, zdążyły już wyrosnąć wyżej niż domy, które miałyby tam powstać. A jak już postawisz dom, czy osiedle, to miasto zmieni plany  budowy dróg tak, żeby mieszkańcy latami brnęli przez wyrwy i błoto. A, nie daj Boże, zaparkują w tym błocie samochód, to zaraz dostaną mandat za niszczenie terenów zielonych.

Nawet jeżeli ustawa Szyszki długo nie pożyje, tych kilka miesięcy zostanie nam w pamięci. Wiara, że czasem udaje się wywalczyć od urzędników skrawek wolności, a najlepszym tego świadectwem będzie kawał miasta, który nam po niej zostanie.