Ekonomiczna teoria (nie)głosowania
Robert Gwiazdowski 23.10.2015

W „Rzepie” poszło chyba tylko w papierze, więc się tutaj podzielę z Interntami refleksją wyborczą.

Znów przy okazji wyborów słyszę zewsząd o obywatelkich obowiązkach, zmarnowanych głosach i o tym, że jak „mądrzy” nie głosują, to rządzą „głupi”.

W 1989 roku głosowałem i dostałem w zamian ustawę o szczególnym uregulowaniu stosunków kredytowych (która czyniła z banków święte krowy), sztywną cenę dolara i węgla, a afera podatkowa goniła aferę. W 1991 roku znów głosowałem i otrzymałem progresywny podatek dochodowy z fatalnie skonstruowaną skalą podatkową i ograniczenia w ustawie Wilczka o działalności gospodarczej. W 1997 roku zagłosowałem (ostatni raz) i wprowadzili OFE, powiaty i gimnazja. A w 2001 roku już nie głosowałem i pojawił się podatek od działalności gospodarczej 19%. Jak nie głosuję – jest lepiej.

Uzasadnia to zresztą nauka. Anthony Downs w napisanej w 1957 roku „Economic Theory of Democracy” przekonywał, że świadoma absencja wyborcza jest całkiem sensowną strategią zorientowaną na przyszłość. Oznacza ona, że istniejące na rynku „produkty” polityczne nie są warte zainteresowania. A to rodzi nadzieję, że w końcu, w którymś kolejnym głosowaniu, tym potencjalnym „klientom” zostanie zaoferowany lepszy „towar”.

Zgodnie z teorią Downsa głosować chodzimy wówczas, gdy użyteczność z głosowania jest wyższa niż użyteczność z absencji, albo wyższa od kosztów głosowania.

Racjonalnie zachowujące się jednostki głosują jeśli użyteczność płynąca z wygranej w wyborach oczekiwanej partii bądź z utworzenia przez nią korzystnej koalicji jest wyższa od wszelkich kosztów związanych z procedurą oddania głosu.

Użyteczność może płynąć nie tylko z różnych ekonomicznych apanaży związanych ze zdobyciem władzy przez oczekiwaną partię lub koalicję, w której ona uczestniczy, ale także z prostego, nie motywowanego ekonomicznie poczucia satysfakcji z sukcesu kogoś lubianego i porażki kogoś nielubianego.

Przy wysokiej frekwencji wyborczej nie opłaca się głosować. Jeśli jednak większość pomyśli w ten sposób, nasz głos mógłby okazać się decydujący, gdybyśmy zdecydowali się zagłosować. Jeśli jednak większość też pomyśli w ten drugi sposób, nasz głos też nie będzie miał znaczenia – zwłaszcza w systemie wyborów proporcjonalnych, bo z zasady jeden głos nie może w nich mieć znaczenia rozstrzygającego.

Decyzję o udziale w głosowaniu można zapisać jako:

B*p – c > 0

Gdzie:

B – dyferencjał partyjny

C – koszt wzięcia udziału w głosowaniu

p – prawdopodobieństwo, że oddany głos będzie miał decydujące znaczenie

Jako że p dąży do zera najbardziej racjonalna decyzja to absencja wyborcza.