Emerytalne rewolucje
Andrzej Krajewski 16.11.2019

Państwowe systemy emerytalne były i są tworem stricte politycznym, ponieważ przy władzy pozostają te rządy, które gwarantują obywatelom dochody na starość w najbardziej dla siebie użyteczny sposób.

 

„Możliwe, że nasza polityka upadnie po mojej śmierci, ale socjalizm państwowym się przebije” – prorokował kanclerz Otto von Bismarck, w rozmowie na temat wprowadzanego przez siebie w Niemczech systemu emerytalnego, prowadzonej z pisarzem Juliusem Moritzem Buschem. Nie ukrywał przy tym, że nic nie obchodzą go kwestie humanitarne, czy też krzewienie społecznego solidaryzmu. „Każdy, kto ma zapewnione zabezpieczenie na starość jest bardziej zadowolony i łatwiej go utrzymać w ryzach, niż tego – kto nie ma żadnych” – wyjaśniał słuchaczowi Żelazny Kanclerz.

Determinacja PiS, by za sprawą poselskiego projektu szybko przeforsować w Sejmie zniesienie limitu 30-krotności składek ZUS idealnie wpisuje się w tę strategię. Większy deficyt w kasie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oznacza konieczność wyższych dotacji z budżetu państwa. Inaczej się nie da, bo emeryci masowo głosują w wyborach. Zawirowania z wypłatami świadczeń emerytalnych to dziś dla każdego rządu w Polsce (niezależnie z jakiej opcji) wyrok śmierci. Zatem obiecane emerytury będą płacone bez względu na koszty uboczne. Zaś likwidacja 30-krotności składek na pewno nie zirytuje obecnych emerytów, bo dotyka wąskiej grupy pracodawców oraz ludzi najlepiej zarabiających. Poza tym daje szansę na pierwszy zrównoważony budżet w historii III RP.

Wprawdzie przedwyborcze obietnice PiS brzmiały inaczej, no ale jest już po wyborach i na krótką metę ważniejsze jest dla rządzących takie ustabilizowanie finansów państwa, by suchą stopą przejść przez coraz bardziej nieuchronny okres gospodarczego spowolniania. Konieczność wypłacania horrendalnych emerytur za dwadzieścia lat będzie problemem już kolejnego pokolenia przywódców. No chyba, że przejdzie, rodzący się w Partii Razem, pomysł, żeby ustanowić pułap „emerytury maksymalnej”. Wówczas problem rozwiąże się od razu. Taki bieg wydarzeń byłby zgodny z filozofią Bismarcka, bo jest skrojony na miarę potrzeb obozu władzy.

Poza tym emerytury to jeden z kluczowych elementów sztuki rządzenia nowoczesnym państwem. Gdy w połowie XIX w. stało się jasne, że europejskie miasta będą nadal się rozrastać, a zaludniający je robotnicy nie zarabiają dość, by zapewnić sobie bezpieczną starość, ówczesne rządy oraz elity władzy zaczęły bać się przyszłości. Starcy, jeśli nie chcieli się nimi opiekować krewni, zajmowali się żebractwem i dosłownie umierali na ulicach. W najlepszym wypadku mogli liczyć na miejsce w przeludnionych przytułkach, prowadzonych przez gminy lub organizacje filantropijne. Kolejne pokolenie robotników widziało codziennie, jaka czeka je przyszłość. Nic więc dziwnego, że obiecujący radykalną odmianę ich losu socjaliści i komuniści zyskiwali na popularności. Na to, że państwowa emerytura może okazać się skuteczną tamą, blokująca lewicy drogę do władzy, pierwszy wpadł wcale nie Bismarck, lecz jego najgroźniejszy przeciwnik cesarz Napoleon III. Jednak przywódca Francji, podobnie jak na wielu innych polach, okazał się politykiem o wiele mniej przebiegły od Żelaznego Kanclerza. Przyjęta przez francuski parlament w czerwcu 1853 r. ustawa gwarantowała państwowe emerytury kończącym 60 lat: urzędnikom, oficerom, weteranom wojennym oraz profesorom uniwersyteckim. Tak cesarz kupował sobie lojalność osób mających być filarami reżymu. Nie przewidział jedynie, że wzbudzi tym falę robotniczych protestów w wielkich miastach. Chcąc je opanować musiano zagwarantować emerytury również pracownikom manufaktur należących do państwa oraz kolejarzom. Z zatrudnionymi w prywatnych fabrykach poradziła sobie policja, przy wsparciu wojska.

Bismarck potrafił docenić dobre pomysły oraz eliminować psujące je błędy. Dzięki tej zdolności nie tylko udało mu się rozgromić Francję i zjednoczyć Niemcy, ale też zostać ojcem powszechnego systemu emerytalnego, opartego na solidarności pokoleń. Jego budowę w Niemczech w latach 1878-1889 prowadził – jak sam pisał – „metodami bicza i cukru”. Na wszelkie sposoby, włącznie z aresztowaniami, „batożył” socjaldemokratów z opozycyjnej SPD, jednocześnie podbierając im najlepsze pomysły socjalne, a nawet retorykę. „Niezbędne jest znalezienie recepty na poważną poprawę sytuacji klas pracujących” – mówił Żelazny Kanclerze, podczas wystąpienia w Reichstagu na początku 1881 r. Tym, co brał z programu SPD „osładzał” życia zwykłym Niemcom. Jednocześnie wystrzegając się wszystkich błędów Napoleona.

Emerytury wiekowych pracowników, nie obciążały budżetu państwa, bo składali się na nie pracodawcy i pracobiorcy ze swoich pensji. A co najważniejsze emerytem zostawało się dopiero po siedemdziesiątych urodzinach. Dzięki temu państwo mogło liczyć na rychły zgon beneficjenta świadczeń. Jednocześnie gwarantując przytłaczającej większości mieszkańców miast nadzieję na bezpiecznej starości. Tak skutecznie odciągając ich od rewolucyjnych idei. Genialna koncepcja Bismarcka zyskała licznych naśladowców wśród rządów najpierw w Europie, a potem na całym świecie. W końcu zatriumfowała nawet w Stanach Zjednoczonych, mimo wielkiej wrogości tamtejszych elit władzy, ludzi biznesu oraz zwykłych obywateli do, gwarantującego wyższe podatki, „socjalizmu państwowego”. Opór pękł za sprawą Wielkiego Kryzysu, kiedy po 1929 r. Amerykanie gremialnie tracili, wraz z upadkami banków wszystkie oszczędności, a akcje i obligacje okazały się nic nie wartymi świstkami papieru. Krach zmiótł też kasy emerytalne, utworzone dla pracowników przez prywatne firmy. Już pierwszy rok kryzysu zepchnął ponad 50 proc. starszych wiekiem ludzi do wegetowania w skrajnej nędzy. Jedyne co im zostało, to prawa wyborcze.

Wówczas nastąpił w USA prawdziwy wysyp polityków, obiecujących stworzenia powszechnego systemu emerytalnego. Na początku swej kadencji prezydent Franklin D. Roosevelt dystansował się od takich pomysłów, więc na groźnego konkurenta zaczął mu wyrastać gubernator Luizjany Huey Long. Tworząc obywatelski ruch o nazwie „Every Man A King” obiecywał, że po zdobyciu prezydentury ustanowi w USA maksymalny próg bogactwa w wysokości 50 mln dolarów. Osoby posiadające większy majątek będą musiały oddać państwu wszystko powyżej kwoty progu. Zdobyte tak sumy winny zagwarantować emerytury wszystkim Amerykanom, którzy ukończyli 60. rok życia. Wkrótce powstało ok. 27 tys. klubów ruchu „Every Man A King”, skupiając 7,7 mln członków. Zaś pod petycją do Roosvelta, apelującą o państwowy system emerytalny, podpisało się 20 mln obywateli.

Prezydent nie czekał dalej co się wydarzy, lecz przejął program opozycji i 8 czerwca 1934 r., podczas przemówienia w Kongresie, obiecał Amerykanom bezpieczną starość. Co ciekawe, podobnie jak Bismarck postanowił upiec kilka pieczeni przy jednym ogniu. Dlatego powszechny system emerytalny w USA w niczym nie przypominał niemieckiego. Na mocy „Social Security Act – passage and development” z sierpnia 1935 r. każdy obywatel otrzymał indywidualny numer ubezpieczeniowy i oddzielne konto. Gromadzone na nim składki były namacalne, czym uciszono protestujących przeciwko wszystkiemu co socjalistyczne liberałów. Przy okazji rząd musiał stworzyć, gromadzącą dane wszystkich osób objętych ubezpieczeniem emerytalnym, Social Security Administration (SSN). Każdy dorosły obywatele otrzymał kartę ubezpieczeniową z Social Security Number (SSN), gwarantujący dostęp do świadczeń socjalnych. Dzięki temu administracji Roosvelta udało się stworzyć pierwszy system ewidencji oraz kontroli ludności, bez żadnego oporu ze strony wyborców. W normalnych okolicznościach Amerykanie, stale podejrzewający rząd federalny o chęć odebrania im wolności, mogli chwycić za broń. Jednak zaoferowanie nadziei na godziwą emeryturę po 65. roku życia, stłumiło obawy.

Współcześnie strach przed załamaniem się systemu ubezpieczeń społecznych przez lata skutecznie tłumił na Zachodzie obawy przed otwarciem na napływ emigrantów oraz opór przed podnoszeniem wysokości składek i wieku emerytalnego. Wykorzystywanie ludzkiej potrzeby poczucia bezpieczeństwa (a takowe oferuje gwarancja emerytury), daje rządzącym narzędzie, pozwalające narzucić wyborcom wiele wyrzeczeń. A jednocześnie zapobiega ono otwartym buntom. Gwarancja spokojnej starości po prostu wystarcza, nawet jeśli trzeba jej najpierw dożyć.