Euro w Polsce – wojna na leady i memy
Cezary Kaźmierczak 22.05.2014

Uważałem i nadal uważam, że jedynym istotnym argumentem w dyskusji o Euro w Polsce jest na ile pobyt w tej strefie zwiększa nasze bezpieczeństwo militarne.

To, że w jakiś sposób zwiększa – nie ulega raczej dyskusji. Pytanie czy na tyle istotnie, żeby warto było ponieść te koszty. Ekonomicznie bowiem Euro dla Polski nie ma żadnego sensu i nie ma żadnego istotnego argumentu, żeby do tej strefy przystępować. A niektóre typu „Polacy nie będą musieli wymieniać pieniędzy, jak wyjadą zagranicę” są wręcz groteskowe.

Rzecz warta analizy. Właściwie należałoby zbadać zagadnienie „Wpływ na gospodarkę niemiecką ewentualnego ataku militarnego na Polskę, będącą w strefie Euro”.

Ale takiej analizy nie ma. Są memy i leady.  Łudzę się, że rząd to jakoś bada i powstaną na ten temat.

W dającej się ogarnąć perspektywie wprowadzenie Polski do strefy Euro jest niemożliwe bez dwóch głównych partii, bo wymaga zmiany Konstytucji.  Obie partie są temu przeciwne – mimo oficjalnych brukselskich deklaracji Platformy, nie zrobiła ona absolutnie nic, żeby podążać w tym kierunku, co wskazuje, że jest to wyłącznie polityczna propaganda, dla brukselskiej biurokracji i części swoich wyborców.

Pytanie: czy udałoby się sprawę strefy Euro wyjąć spod sporu politycznego i poważnie się nad nią zastanowić. I odpowiedz: prawdopodobnie nie.

Platforma pewnie dalej będzie robić to co robi, PIS to samo. Będziemy zajmować się tym, co kto gdzie powiedział, jak komu ripostował – a poważnej analizy nie będzie, tylko wojna na leady i memy.

Ech, marzy mi się poważne państwo, w którym kilka spraw jest wyjętych spod sporu politycznego i główne siły polityczne wypracowują wspólne stanowisko kierując się wyłącznie polską racją stanu. Niestety, nie zanosi się.

Natomiast wszystkim, którym wydaje się, że liczą się wyłącznie interesy ekonomiczne z tym związane, życzę pomyślnych interesów, gdyby Putin uzyskał w Polsce jakieś realne wpływy. Byłby tak samo udane, jak pod zaborami lub w PRL – w zależności oczywiście od tego, pod którą “kryszę” by się trafiło. Zainteresowanym mogę podpowiedzieć, że podobno bandyci są mniej drapieżni niż FSB.