Euro, wybory, emocje i… cisza?
Artur Kiełbasiński 10.05.2019

„Kampania wyborcza to najgorszy możliwy czas by dyskutować o Euro w Polsce” – przekonuje Janusz Lewandowski, europoseł, były Komisarz UE. I tu pojawia się pytanie czy takie podejście, to nie jest lekceważenie wyborców.

 

Słowa Lewandowskiego padły w Gdańsku, podczas debaty kandydatów do Europarlamentu, zorganizowanej przez lokalnych pracodawców. Były komisarz precyzyjnie uzasadnił swoją niechęć do tej dyskusji. Przekonywał, że „kampania wyborcza to czas emocji, a Euro to temat na spokojne czasy”.

Zgoda tylko w jednym – każda kampania to czas emocji, czas wielkich emocji. Czasami retoryka i reakcje polityków i ich zwolenników przekraczają granice rozsądku i dobrego smaku. Ale to nie powoduje, że nie warto rozmawiać o poważnych sprawach. Czasami dyskusja o ważnej sprawie może wręcz przenieść kampanię na poziom poważnej dyskusji, a nie banalnych, uproszczonych porównań i zestawień.

Czy sprawa Euro jest ważna dla milionów Polaków? W relacjach z Unią Europejską to kwestia jedna z najważniejszych. Niewiele innych spraw budzi takie wątpliwości, ale i nadzieje, jak kwestia wspólnej waluty. I nie chodzi tu o banalne pytanie w stylu czy polskiego turystę stać będzie na kawę w centrum Rzymu. Wprowadzenie Euro to kwestia fundamentalna, mająca zasadniczy wpływ na funkcjonowanie całej gospodarki i całego społeczeństwa. Waluta Euro przesądza o konkurencyjności (lub jej braku) całych dziedzin gospodarki.

Pojawia się więc kwestia fundamentalna – skoro wspólna waluta ma takie znaczenie – czemu o niej nie rozmawiać? Tu i teraz. Kampania wyborcza wydaje się wręcz idealnym momentem do takiej dyskusji. Wielkie emocje i strach przed Euro? Być może. Ale kiedy dyskutować o tym strachu i emocjach, jak nie w trakcie kampanii wyborczej? Dziś można na Euro skupić uwagę – w pozytywnym słowa znaczeniu. Debatować nie tylko o walucie, ale i konkurencyjności naszej gospodarki, protekcjonizmie w Europie, wyzwaniach gospodarczych.

Janusz Lewandowski, kandydat Koalicji Europejskiej” do PE, takiej dyskusji chce w kampanii uniknąć. To błąd, który wygląda jak brak zaufania dla wyborców, wręcz lekceważenie powszechnych obaw. To niestety argument, za naciąganą tezą że „elity nie traktują poważnie całej reszty społeczeństwa”.

Dlatego warto o Euro dyskutować. Nie twórzmy tematów tabu, gdy jest czas na prawdziwą dyskusję. Bo te tematy wrócą w najmniej spodziewanym momencie. I dopiero wtedy będzie kłopot.