Europa nie pomoże KOD
Tomasz Wróblewski 07.03.2016

Ani Wenecka, ani Europejska Komisja nie spełnią nadziei opozycji. Nie zawrócą biegu wydarzeń w Polsce. Nie żeby nasz rząd był wyjątkowo odporny na presję zewnętrzną, bo nie jest, ale dlatego że europejskie rządy są zbyt rozkojarzone własnymi egzystencjalnymi dylematami.

Struktura zadłużenia, udział inwestorów zagranicznych w rynku naszych obligacji i niemal chemiczne uzależnienie od unijnych pieniędzy powinny wymuszać na rządzie bardziej ugodowe zachowania. Przed czerwcowym szczytem NATO w Warszawie granie na nosie lewicowym euroelitom może wydawać się nieroztropne. Na to też liczy opozycja, organizująca marsze i bombardująca zachodnie media dowodami swojego uciemiężenia. Dlaczego tak mierne przynosi to efekty, a rząd ani myśli zmieniać kurs? Ano dlatego że Europa nie jest już w stanie wykrzesać z siebie ducha walki o projekt, który sprowadził na nią tyle problemów.

Unia, która stworzyła gwarancje powojennego porządku i ramy państwa dobrobytu, rozpręża się na naszych oczach. Użyłem takiego terminu, bo nie znalazłem lepszego przeciwieństwa „ever closer union”, konceptu stałego zacieśniania Unii. Mógłbym pewnie napisać – rozjeżdża się, pęka, dekomponuje. Ale rzecz jest w odwrotności dociskania do ziemi sprężyny narodowej tożsamości. Entuzjaści politycznego eksperymentu polegającego na zduszeniu lokalnego patriotyzmu mieli nadzieję, że sprężyna pęknie. Ludy zamieszkujące Europę połączy kontynentalna tożsamość, wyprą z siebie religię, a historyczne uprzedzenia zastąpi myślenie o przyszłym dobrobycie. Jak każda dociskana sprężyna, jeżeli nie pęknie, to odbije się w dwójnasób, przywracając kształty i dynamikę sprzed lat.

Europa, z krótkimi przerwami w XIX w. i teraz na przełomie XX i XXI w., spędziła ostatnie dwa tysiące lat na nieustannych wojnach. Kiedy mężowie i ojcowie nie byli zajęci zabijaniem, a kobiety opatrywaniem ran, to rodziny przekazywały sobie z pokolenia na pokolenie historie męstwa, ale nade wszystko cierpień, jakich doznały od innych narodów. Imperia powstawały, padały i znów się odradzały, ale za każdym razem zostawiały po sobie społeczeństwa mocniej związane jedną historią, językiem i tradycją przepełnioną uprzedzeniami do obcych. Bywały lepsze i bardzo dobre okresy, ale żadna z pokojowych czy siłowych prób budowy europejskiego monolitu się nie powiodła. Ba, te doświadczenia – od Napoleona po Hitlera i Stalina – najmocniej zaciążyły na narodowej tożsamości.

Koncept otwartych granic i wolnego handlu pozwalał narodom budować dobrobyt i doskonalić swoją kulturę – nie wbrew komukolwiek, ale w symbiozie wzajemnych korzyści. To był jeden z lepszych projektów w naszych dziejach, ale forsowanie unii politycznej i zduszania narodowych tożsamości od początku wpisywało się w najgorsze zakamarki pamięci historycznej narodów. Te same mądre głowy, które dziś pokładają wielkie nadzieje w Komisji Europejskiej, wierzą, że rozwiąże za nas nasze wewnętrzne różnice, oburzą się na mój historyczny determinizm. Ostatnie wydarzenia zdają się jednak potwierdzać to, co wiemy i czujemy od setek lat.

Spójność unijnego projektu pękała, zanim jeszcze uchodźcy stali się problemem. Sprężyna odbijała z każdą kolejną odsłoną kryzysu po 2008 r. Kryzys bankowy, dług narodowy, Cypr, Malta, Islandia i Grecja. Każdy pociągał za sobą przetasowania na wewnętrznej scenie politycznej, stopniowo wzmacniając tendencje antyeuropejskie i narodowe. Nawet jeżeli były to lewicowa Syriza w Grecji czy hiszpańskie Podemos, to narodowe sentymenty były równie silne co w przypadku skrajnego francuskiego Frontu Narodowego, umiarkowanych brytyjskich konserwatystów czy PiS. Tak jak 70 i 300 lat temu kryzys powoduje, że narody zamykają się w sobie. Wracają do korzeni, religii, historycznej pamięci i tego, co daje im poczucie bezpieczeństwa. Nazwijcie to, jak chcecie – nacjonalizmem, populizmem – ale zasieki na granicach, wyrzucanie obcych, oddziały samoobrony – to wszystko przerabialiśmy setki razy. I tym dziś zajęte są narody Europy, a nie ratowaniem unijnej ideologii, która zaprzecza ich instynktowi przetrwania.

***
Felieton ukazał się we WPROST

Fot. Printscreen Twitter