Faraonów też brak
Jerzy Marek Nowakowski 20.12.2019

Paweł Jasienica w swoich „Rozważaniach o wojnie domowej” napisał, że jednym z najważniejszych powodów buntu Wandei przeciwko rewolucyjnym władzom z Paryża było wprowadzenie poboru do wojska. Wandejczycy nie byli w stanie znieść takiego ograniczenia wolności.

 

Oczywiście z perspektywy historii XIX i XX wieku wydaje się to dziwne a wręcz nieracjonalne. Ale trudno ukryć, że w miarę rozwoju cywilizacji rezygnujemy po kawałeczku z osobistej wolności.

Mój ulubiony eseista, Jerzy Stempowski, w znakomitym „Dzienniku z podróży do Austrii i Niemiec” zżymał się, że Amerykanie wprowadzili powszechny system kontroli paszportów i wiz, niewyobrażalny dla Europejczyka z epoki międzywojennej.

Kiedy wygłaszamy dzisiaj peany pochwalne na cześć zniesienia wiz do USA nie zdajemy sobie za bardzo sprawy z tego, że zachowujemy się niczym bohater dowcipu któremu z domu wyprowadzono kozę.

Ale do napisania tego tekstu skłoniły mnie kolejne pomysły na uszczęśliwienie Polaków wygłaszanie przez Pana Premiera i Prezydenta Warszawy, oraz paru pomniejszych uszczęśliwiaczy narodowych.

Pan Premier oto ogłosił, że w walce o bezpieczeństwo obywateli zniesie podwyższony limit prędkości w nocy. Oczywiście wcześniej jego kanceliści z uwagą poczytali wyniki badań opinii publicznej. Większość ankietowanych twierdzi, że należy obniżać limity dozwolonej prędkości. Skąd się ta większość bierze to dla mnie zagadka. Kilka razy przeprowadziłem eksperyment ustawiając tempomat w samochodzie na maksymalną dozwoloną prędkość na Wisłostradzie i Trasie Łazienkowskiej. Co rzadkie w naszych realiach ograniczenia są tam ustawione dość rozsądnie na 70-80 km/h. Tymczasem czułem się jak posiadacz zabytkowego traktora „Ursus”. Wyprzedzali mnie literalnie wszyscy z policją i strażą miejską na czele. Skoro większość Polaków ma samochody i niemal wszyscy przekraczają dozwoloną prędkość to kto u diabła odpowiada na te ankiety? Przeprowadzają je w domach spokojnej starości czy na szpitalnych oddziałach ratunkowych wśród ofiar wypadków?

No ale żarty na bok. Ograniczenie prędkości w nocy (ma wtedy miejsce nieco ponad 5% kolizji i wypadków) niczego nie zmieni. Kolejny przepis zapowiedziany przez Premiera, czyli bezwzględne pierwszeństwo dla pieszych zbliżających się do pasów to z kolei gwarancja zwiększenia liczby ofiar. I liczby kolizji. Ofiary to oczywiste ubrany w burą kurtkę pieszy pewien swojego pierwszeństwa, który wkracza na nieoświetlone przejście w deszczu i wieczorem. O ile do pasów nie zbliża się kierowca w Ferrari poruszającym się 30 na godzinę to szansa na skuteczne hamowanie jest raczej znikoma. A jeśli jest to przypadek rzeczonego Ferrari (dysponującego hamulcami jak brzytwa) to mamy uroczą kolizję bo z tyłu walnie go kolejny uczestnik ruchu. Przesada. Być może. Ale na razie nie mieszkamy w Belgii gdzie każde przejście jest oświetlone niczym stadion piłkarski.

No ale oczywiście będą winni. Kierowcy. To samo dotyczy pomysłu odbierania praw jazdy za przekroczenie prędkości o 50+ gdziekolwiek a nie tylko w terenie zabudowanym. Już ten – obowiązujący – przepis budzi spore wątpliwości. Bo w realiach współczesnej Polski odebranie prawa jazdy bywa skazaniem ukaranego na bezrobocie a bywa, że i na poważne konsekwencje zdrowotne. Jeśli ktoś mieszka poza dużymi miastami to zazwyczaj jedynym sposobem dotarcia do pracy lub szpitala jest własny samochód. Jeżeli, w odróżnieniu od licznych pomysłodawców ograniczeń, nie posiada limuzyny z kierowcą lub nie mieszka w ścisłym centrum wielkiego miasta, to pozbawiony prawa jazdy jest skazany na siedzenie w domu.

Pisał o tym niedawno Łukasz Warzecha. Warto jednak spojrzeć na ulubioną rozrywkę naszych lewicowców, populistów samorządowców etc., czyli polowanie na kierowcę w nieco szerszej perspektywie. Oto prezydent Warszawy (żeby nie było, iż czepiam się tylko rządu)  pokazał piękne wizualizacje zmian w centrum Warszawy. Najkrócej mówiąc polegać one mają na posadzeniu drzewek, wytyczeniu ścieżek dla rowerów, tudzież zwężeniu części drogowej Alei Jerozolimskich i paru innych ulic do rozmiarów ścieżki w lesie. Ekolodzy zawyli radośnie i aprobatywnie. Otóż kilka dni temu jechałem samochodem z Pałacu Kultury na Uniwersytet. Moi studenci oczywiście uciekli z zajęć, bo przejazd przez Świętokrzyską zajął mi równie 40 minut. Sam sobie byłem winien – mogłem w końcu iść pieszo albo pojechać rowerem. Ale szacowni cykliści i ekologowie proszę sobie policzyć, ile CO2 wypuściłem do atmosfery. Zaś nietrudno się domyślić, że takich delikwentów były (i codziennie jest) tysiące. Fantastyczne w teorii drzewka (w betonowych donicach) będą schły na potęgę w oparach spalin. Puste chodniki, szerokości moskiewskich ulic, puste ścieżki rowerowe i „kwitnąca” komunikacja publiczna, stojąca w tych samych korkach co więcej – jak wynika z mojego doświadczenia – nader skutecznie je powiększająca. (Proponuję prezydentowi Trzaskowskiemu by przejechał samochodem ulicę Emilii Plater w godzinach szczytu próbując włączyć się do ruchu w okolicach Dworca Centralnego. Nie limuzyną z kierowcą, tylko siadając samemu za kółko.)

Mówiąc najkrócej: wygodna kreacja wroga publicznego w postaci palacza (szczególnie elektronicznych) papierosów i kierowcy nie ma nic wspólnego z realiami. Zarządzenia premiera nie poprawią bezpieczeństwa a eko pomysły władz Warszawy zatrują życie mieszkańcom i przyjezdnym. Ale znakomicie się sprzedadzą w wywiadach udzielanych przeróżnym mediom.

Trzeba tymczasem przypomnieć, że wszystkie te pomysły są częścią szerszego zjawiska w postaci produkcji poddanego w miejsce obywatela. I to może jest najgorsze. Istotą wolnego społeczeństwa jest połączenie dwóch czynników: wolności i odpowiedzialności. Mnożenie kolejnych przepisów i ograniczeń, które mają „uszczęśliwić” obywateli oznacza przerabianie ich w bezrozumny tłum krzyczący „chleba i igrzysk”. Na drodze powinien obowiązywać jeden jedyny przepis: „jedź bezpiecznie”. Przepisy drogowe – rzecz jasna z wyjątkami – powinny mieć charakter wskazówek. Wskazówka – jedź w mieście 50 km na godzinę. Jeżeli będziesz jechał szybciej i połamiesz felgi twój problem. Spowodujesz kolizję czy wypadek – ubezpieczenie ci tego nie zrekompensuje i tak dalej. Ale jeżeli chcesz na własne ryzyko jechać szybciej to przynajmniej uważaj na drodze a nie rozglądaj się nerwowo za policją.

Kilka razy w różnych miejscach na świecie usuwano wszystkie znaki drogowe. Za każdym razem skutek był taki, że ilość wypadków spadała. Właśnie dlatego, że kierowcy nagle byli stawiani wobec wymogu odpowiedzialności.

To samo dotyczy palenia papierosów elektronicznych, które owszem podśmierdują ale nie cuchną jak tradycyjne pety. Tymczasem we wszystkich możliwych mediach i instytucjach mamy do czynienia ze zmasowaną kampanią na temat ich szkodliwości. Oczywiście, że szkodzą, ale znacznie mniej niż tradycyjne. Nie oczekuję, że dopuścimy do ich palenia w przedszkolach. Ale może warto skłonić osoby palące do tego, by miały realną alternatywę. O tym z kolei pisał niedawno Jurek Wysocki.

Człowiek odpowiedzialny nie będzie palił w towarzystwie dzieci. Nie będzie pędził 200 na godzinę w mieście i tak dalej. Ale musimy mu dać szansę. Zmusić do tego, by był odpowiedzialny. W wywiadach z rodzicami jednej z licznych ofiar polskiego systemu sprawiedliwości słyszymy, że najbardziej przerażające było dla nich to, iż syn po latach niesłusznego więzienia w domu nieustannie pytał się czy może: wyjść, wejść, usiąść, zapalić etc. Albo czekał na polecenie zrobienia czegoś.

Dramatycznym przejawem wejścia przez normalnych ludzi w postawę więźnia była masakra na szczycie Giewontu w ostatnie wakacje. Setki ludzi porażonych piorunami. Proszę wybaczyć, ale moja pierwsza reakcja była bardzo prosta – powinniśmy zgłosić ich do zbiorowej nagrody Darwina. W końcu każdy normalny turysta wie, że przy pierwszej zapowiedzi burzy ucieka się ze szczytów gdzie pieprz rośnie. A w przypadku możliwości takiego zjawiska atmosferycznego nie planuje się wycieczek na Giewont. Wie o tym każde dziecko. A dokładniej wiedziało. Bo kolejne zakazy, nakazy, stawianie wszędzie barierek, strażników, policjantów prowadzi do rezygnacji z myślenia i odpowiedzialności. Skoro nie ma barierki to można iść nawet gdy się robi krok w przepaść. Skoro wolno wejść na drogę to się wchodzi nie patrząc, czy ktoś będzie w stanie się zatrzymać i tak dalej.

Mnożenie zakazów i nakazów, narzucanie kolejnych regulacji, opiekowanie się obywatelem, żeby przypadkiem się nie skaleczył albo nie potknął na chodniku skutkuje wychowaniem ludzi o mentalności niewolników. Dlaczego w aptece musimy mieć recepty na wszystko. W połowie świata kupuje się leki bez żadnych recept i jest ok. Ale nowoczesne państwo opiekuńcze uważa nas za idiotów, którzy natychmiast się otrują, jeżeli nie będzie nas pilnować. Efekt? Niekontrolowana lekomania i trucie się różnymi suplementami i środkami przeciwbólowymi. No bo skoro są bez recepty to na pewno nieszkodliwe. Znieczulica społeczna. Niewyobrażalne jeszcze niedawno było napastowanie kobiety w miejscu publicznym, teraz słyszymy „a gdzie była policja?”.

Niemądre i obliczone na efekt propagandowy pomysły władz różnego szczebla są częścią procesu, który może zdemolować życie społeczne w całym świecie Zachodu. Niewolnicy nie będą bronili demokracji, nie będą kreatywni gospodarczo, będą czekali na polecenie niczym fellachowie na budowie piramidy. Ale w naszych realiach dość szybko może zabraknąć nawet faraonów.