Film o Wołyniu – Z dziejów głupoty w Polsce
Cezary Kaźmierczak 28.10.2014

Reżyser Wojciech Smarzowski postanowił nakręcić firm o Wołyniu. Film o ludobójstwie wołyńskim powinien oczywiście powstać, jak najszybciej. Tyle tylko, że nie powinni go nakręcić Polacy.

Powtarzam to już od lat – gdybyśmy mieli jakąś bardziej przemyślaną politykę historyczną, to w Kijowie od lat powinna działać, nie rzucając się zbytnio w oczy, jakaś niewielka fundacja finansowana przez polski MSZ, która wzorem przodujących narodów niemieckiego czy izraelskiego, fundowałaby przeróżne granty dla filmowców, dziennikarzy, naukowców, liderów opinii ukraińskiej. Tak jako to robią inne narody, na czele z wyżej wymienionymi.

Gdybyśmy mieli odrobinę oleju w głowie ten film zamiast Smarzowskiego, kręciłby jakiś najlepszy – powiedzmy – reżyser ukraiński, za ciche polskie pieniądze. Inny reżyser kręciłby film o generale Bułaku-Bałachowiczu, a jeszcze inny o atamanie Petro Sahajdacznym, żeby chłopcy w Kijowie i Mińsku, przestali się wreszcie bawić na podwórku w Armię Czerwoną.

To bardziej interes nasz niż ukraiński. To nam bardziej zależy na tym, żeby wojska Federacji Rosyjskiej były o 1000 kilometrów dalej o naszej granicy. Jest to absolutnie priorytetowy i fundamentalny polski interes narodowy. W najgorszym scenariuszu na przeciw 45 rosyjskim brygadom stanęłoby 15 polskich. Opanowanie Ukrainy przez Rosję to możliwość ataku na Polskę również z południa – czyli z 3 stron. Wówczas to chyba należałoby skorzystać z rady, którą Marszałek Piłsudski miał udzielić Beckowi na łożu śmierci: wojsko się poddaje, a 100 oficerów z szablami staje pod Belwederem i broni go dla honoru do końca…

Na powstającym filmie skorzysta wyłącznie jedna strona – niezależnie od nawet najszlachetniejszych intencji jego twórców – Moskwa. Bowiem wszelkie waśnie polsko-ukraińskie są wyłącznie na rękę Rosji.

Choć gwoli sprawiedliwości przyznam, że po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej myślałem, że będzie dużo gorzej – sądziłem, że w Przemyślu będą wybuchały „ukraińskie” bomby, a we Lwowie „polskie” – wiadomo przez kogo odpalane.

Ukraińcy to naród bez wielkich tradycji państwowych, naród młodej państwowości i młodej niepodległości, z bardzo słabą świadomością historyczną. Nie jest gotowy do przyjęcia odpowiedzialności za ludobójstwo wołyńskie z polskich ust. Poza tym na Ukrainie mało kto wie cokolwiek o ludobójstwie wołyńskim – około 40% Ukraińców nie wie nawet o „Wielkim Głodzie”!!! więc nie wiem na co my liczymy! Jako „starsi bracia” powinniśmy to rozumieć i umieć to tak rozegrać, żeby osiągnąć swoje cele: uznanie przez nich odpowiedzialności za ludobójstwo i jednocześnie utrzymanie dobrych stosunków. Postępując w sposób jaki postępujemy – nie tylko działamy na rzecz naszych wrogów, ale w dodatku nie osiągniemy celu o który przecież nam chodzi. Kolejna, bezsensowna polska manifestacja, na której wszyscy – poza Rosją – tracą.

A cel łatwo osiągnąć – po kilka milionów dolarów rocznie przez kilka lat. Wzorem przodujących Niemców, którzy w zasadzie już sobie załatwili, że 2WŚ wywołali nie oni, tylko jacyś „naziści” a wszelkie zbrodnie popełniali jacyś „hitlerowcy”.

Gdyby podobna historia miała miejsce w USA, to założę się o każde pieniądze, że ktoś z Departamentu Stanu zadzwoniłby do producenta i wytłumaczyłby mu, że z uwagi na „ważny interes amerykański” ten film nie powinien powstać i został by zapewne wysłuchany. Problem w tym, że polski polityk może zadzwonić do jakiejś firmy, ale raczej w sprawie „upgrate do biznes klasy” a nie w sprawie polskiej racji stanu.