Gdzie jest generał?
Jerzy Marek Nowakowski 29.04.2019

Zaginął jeden z kluczowych dowódców Irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej generał Ali Nasiri. Dowodził on odpowiednikiem naszej Służby Ochrony Państwa. Inaczej mówiąc ochraniał większość kluczowych osób i strategicznych obiektów w Iranie. Wiedza takiego dowódcy dla zagranicznych wywiadów jest absolutnie bezcenna. A wedle źródeł izraelskich Nasiri w kwietniu poprosił o azyl w ambasadzie Stanów Zjednoczonych, w – jak czytamy – „jednym z krajów Zatoki Perskiej”.

 

Powtarzając za Izraelczykami – generał miał dostarczyć Amerykanom dane dotyczące instalacji atomowych Iranu i działalności tamtejszych specsłużb prowadzonej pod dyplomatycznym przykryciem.

Oczywiście, jak w każdej opowieści szpiegowskiej, nie wiemy ile jest w tym wszystkim prawdy ile bluffu. Nie wiemy, kiedy dokładnie generał uciekł, czy w ogóle uciekł itd. Wydaje się jednak, że – jak się mawia – coś jest na rzeczy. Uznanie Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną, dotychczas niepraktykowane w świecie dyplomacji, bo przecież formalnie Korpus ten jest częścią irańskiej armii, może mieć związek z ucieczką generała Nasiriego.

Ważniejsze, że generał był skłócony z „najwyższym przywódcą” Alim Chamenei, co ponoć było bezpośrednim powodem jego ucieczki z kraju.

Iran był wymęczony wieloletnim reżimem sankcyjnym. Porozumienie podpisane w Wiedniu w 2015 r., które miało odblokować handel z Iranem zostało powitane w Teheranie z entuzjazmem. Irańczycy, których dość często spotykałem w Erywaniu, snuli plany na przyszłość. Wydawało się, że liberalizacja polityki wewnętrznej jest tylko kwestią czasu. Ormianie z kolei po cichu mówili, że nie wykorzystali okazji, jaką były sankcje do tego, by zbudować sobie specjalne relacje z południowym sąsiadem i pobierać rentę wynikająca ze znajomości tamtejszego rynku. Polacy zgodnie z operowym modelem naszej polityki, odśpiewali arię o tym że Iran jest priorytetowym kierunkiem, wysłali kilkanaście delegacji i tyle. A sam Iran stał się miejscem pielgrzymek wielkich koncernów. Brakowało tam wszystkiego od bankomatów i systemów elektronicznych obsługujących banki, karty kredytowe etc., po samochody i samoloty. Nie brakowało tylko ropy, gazu i gotówki, za którą Irańczycy zamierzali kupić owe niezbędne dobra.

Zanim wszystko się zaczęło to już się skończyło. Najpierw groźne pomruki a potem działania prezydenta USA doprowadziły do tego, że potencjalni sprzedawcy i inwestorzy najpierw ochłodzili mocno swój entuzjazm, a potem z podwiniętymi ogonami z Iranu uciekli. Trudno się dziwić, bo rynek amerykański i amerykańscy kooperanci są dla ogromnej większości firm produkujących nowoczesne dobra dużo ważniejszymi partnerami niż najlepiej nawet płacący ajatollahowie.

Przyznam, że po ludzku jest mi żal. Bardzo cenię irańskich ekspertów i naukowców. Wbrew mitologii przedstawiającej Iran jako dziki kraj, jest to państwo bezpieczne, uporządkowane i przyjazne turystom oraz cudzoziemcom. O ile ci ostentacyjnie nie łamią miejscowych reguł. Turystka w szortach i z odkrytą głową albo nie daj Boże paląca publicznie papierosa spotka się z uprzejmie – stanowczą interwencją, a w razie uporczywego trzymania się swojego stylu może narazić się na sankcje lub deportację. Podobnie publicznym tabu jest alkohol. Ale to i tyle. W końcu my także nie chcielibyśmy, aby ktoś naruszał nasze reguły zachowania. W pozostałych wypadkach spotkamy się z bezinteresowną pomocą, dosyć często przyzwoitym angielskim oraz ciekawą rozmową, bez oznak strachu u rozmówcy, jeśli ten (co bardzo częste) krytykuje władze.

Miałem nadzieję, że z jednej strony Teheran porzuci agresywną politykę w regionie i – dużo bardziej agresywną – antyzachodnią retorykę, zaś współpracując z Zachodem złagodzi też wizerunek kraju religijnych fundamentalistów. Niestety stało się inaczej. Powrót sankcji USA i wyraźne zaostrzenie polityki Waszyngtonu ucieszyły w sumie irańskich twardogłowych. Elitarny Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej to nie tylko część armii. To nie tylko korpus bezpieczeństwa wewnętrznego. To przede wszystkim gigantyczny organizm gospodarczy. Doskonale czujący się w warunkach gospodarki zamkniętej i reglamentowanej, gdzie kluczowe dobra trzeba pozyskiwać droga nielegalną. No i można na nich zarabiać bez niepotrzebnych rachunków i faktur, o ile podzieli się zyskiem z właściwymi ludźmi.

Ucieczka generała Nasiri jest sygnałem, że tarcia w ścisłym kierownictwie Korpusu stały się niemożliwe do ukrycia. Może być także dowodem na skuteczność działania amerykańskiego wywiadu, bo można sadzić, że pomiędzy zniknięciem generała a publicznym ujawnieniem tego faktu trochę czasu minęło.

Dla zwykłych Irańczyków, którzy po przekroczeniu granic swojego kraju z zachwytem sięgają po zakazany alkohol i zrzucają czarczafy, utwardzenie się konserwatywnego skrzydła władzy jest złą wiadomością. Dla obserwatorów zewnętrznych oznacza jednak perspektywę zmiany. Irańczycy są religijni i konserwatywni. Ale mają dość przesady w tej dziedzinie. Wykształcone Iranki (a kobiety stanowią tam ponad połowę studentów) nie mają ochoty by dalej być obywatelkami II kategorii. Wprawdzie szyici są niepomiernie bardziej liberalni od sunnickich konserwatystów z Arabii Saudyjskiej, ale bez przesady. W końcu kobieta – nawet w optyce szyickiej – to jednak coś stojącego w społecznej hierarchii znacznie niżej od konia.

Tymczasem mamy w Iranie od pewnego czasu nieśmiałe, ale powtarzające się wystąpienia kobiet w obronie swoich praw. Mamy cichy bunt młodego pokolenia ludzi wykształconych, które chciałoby mieć wybór stylu życia. A w wyniku sankcji możemy – i na to zdają się liczyć Amerykanie – zderzyć się z buntem bazaru. Bazaru, który w „szachinszachu” Kapuścińskiego był portretowany jako emanacja klasy średniej. A jest po prostu tą częścią gospodarki, której nie podporządkowali sobie Strażnicy Rewolucji. To bazar najbardziej entuzjastycznie przyjął porozumienie z Wiednia.

Pytanie, czy ucieczka generała jest indywidualnym aktem – taką regionalną wersją pułkownika Kuklińskiego – czy oznacza realny spór wewnątrz najściślejszej elity władzy? O ile to drugie, to może się okazać, że Trump i Netanyahu mieli rację, naciskając na wprowadzenie twardej polityki sankcji. Na razie jednak ta polityka zaowocowała największym od lat wzrostem cen ropy naftowej, co jest najlepszym możliwym prezentem dla Władimira Putina. Iran zagroził blokadą Cieśniny Ormuz przez którą przepływa 40% światowego eksportu ropy. A że jednocześnie pogłębia się kryzys w Wenezueli, to kraje importerzy ropy (czyli przede wszystkim Chiny i Europa) są co najmniej zaniepokojone.

Iran z kolei sprzedaje swoją ropę każdemu kto jest w stanie zapłacić niezbyt wygórowaną cenę. I jednym z takich odbiorców jest Turcja. Co rzecz jasna wpływa negatywnie na i tak złe relacje tego kraju z USA. W konsekwencji prowadzi to do osłabienia wewnętrznej spójności NATO, dla którego Turcja jest jednym z filarów.