Granice proceduralnego szaleństwa, czyli wyrok ws. Amber Gold
Artur Kiełbasiński 20.05.2019

Katarzyna P. i Marcin P. winni. Tyle powiedział gdański sąd po kilku latach procesu. Ale wymiar kary poznamy za… kilka miesięcy. Bo sąd będzie zajmował się odczytywaniem listy osób pokrzywdzonych.

 

Sędzia Lidia Jedynak, zaczęła odczytywać sentencję wyroku. I po słowach, że uznaje winnymi „tego, że” i w ramach opisu czynu zaczęła odczytywać nazwisk osób pokrzywdzonych w tej sprawie.

Po dwóch godzinach sędzia Lidia Jedynak zapowiedziała, że informacja o wysokości kary dla Marcina i Katarzyny P. znajduje się w 60. tomie. Wymiaru kary zatem szybko nie poznamy, ale poznamy 19 tysięcy nazwisk pokrzywdzonych. Wyrok będzie więc sędzina odczytywała w poniedziałki, wtorki, czwartki i piątki przez kilka godzin, najprawdopodobniej – jak oszacował reporter Radia Gdańsk – przez 3 do 4 miesięcy.

Sprawa jest klasycznym prawniczym absurdem. Sędzina czyta – bo uznała, że musi.

Tymczasem spróbujmy wyjść poza ramy procedury karnej i spojrzeć na sprawę wyłącznie przez pryzmat efektywności działania sądu. I tu dochodzimy do prostego wniosku – nie ma żadnego racjonalnego powodu, by wymieniać publicznie w ramach ogłaszania wyroku kilkanaście tysięcy nazwisk. Nie wnosi to do sprawy absolutnie nic. To oczywiste marnowanie czasu wykształconej sędziny i marnowanie środków podatników. Bo bezsensowne odczytywanie nazwisk wiąże się z organizacją normalnych rozpraw. W tym czasie, gdy będzie odczytywany wyrok, można by było przeprowadzić szereg innych posiedzeń sądu.

Teoretycy prawa próbują bronić procedury argumentując, że spis pokrzywdzonych jest ważnym elementem wyroku, gdyż może służyć jako podstawa roszczeń cywilnych. To fakt, ale ten argument nie zmienia okoliczności, że z punktu widzenia logiki i poczucia sprawiedliwości pokrzywdzony nie musi być wymieniany z imienia i nazwiska w czasie ogłaszania wyroku. Teoretycznie nazwiska wszystkich pokrzywdzonych mogłyby stanowić załącznik do wyroku, dostępny dla zainteresowanych stron procesu.

Logiczne? Logiczne i użyteczne.

Ale w obecnym stanie prawnym sąd uznał, że każdy pokrzywdzony musi być wymieniany w czasie ogłaszania wyroku. Z powodu absurdalnych, archaicznych zapisów w procedurze karnej oczekiwanie na ważny wyrok okazuje się absurdalnym widowiskiem, pozbawionym znaczenia merytorycznego, a rozciągającym się w nieskończoność.

Dla porównania – mój ulubiony przykład ze świata. 11 grudnia 2008 FBI zatrzymało za nadużycia finansowe Bernarda Madoffa, „inwestycyjną legendę USA”. Pięć dni później usłyszał on zarzuty wyłudzeń i oszustw na kwotę ok. 50 mld USD. Niespełna pół roku później – w czerwcu 2009 Madoff został skazany na 150 lat pozbawienia wolności.

Wszystko trwało niewiele dłużej niż samo odczytywanie wyroku w Polsce… I nic lepiej nie obrazuje absurdu tego, co się dzieje w gdańskim sądzie.