Gratulacje, pani Spurek!
Łukasz Warzecha 28.02.2019

Serdeczne gratulacje dla pani Sylwii Spurek!

 

Dla tych, którzy nie wiedzą: Sylwia Spurek jest zastępcą (ona pewnie powiedziałaby: „zastępczynią”) rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara. Dopiero co ogłosiła, że rezygnuje z funkcji, ponieważ zamierza dołączyć do „Wiosny” Roberta Biedronia.

Nie jest to specjalne zaskoczenie, bo o tym transferze z biura RPO do Biedronia mówiło się od dawna. Ale też można spytać: dlaczego dopiero teraz? Przecież pani Spurek już dawno wykroczyła poza ramy urzędu RPO i funkcjonowała jako jedna z najagresywniejszych promotorek lewackiej ideologii w jej wszelakich przejawach. Decyzja zatem słuszna, ale też mocno spóźniona.

Pani Spurek twierdziła między innymi, że polskie prawo całkowicie i bez wyjątków zakazuje kar cielesnych, nawet w postaci klapsa – co jest sprzeczne z doktryną i orzecznictwem polskich sądów (na szczęście). Ujmowała się, rzecz jasna, za cierpiącymi uciemiężenie i niedolę mniejszościami seksualnymi. W niedawnym wywiadzie, który przeprowadziła z nią Magdalena Rigamonti, epatowała swoimi prywatnymi sprawami i wyjaśniała, że nie bierze ślubu ze swoim partnerem, ponieważ statystyki pokazują, że w małżeństwie ma znacznie większe szanse paść ofiarą przemocy niż poza nim. (Brzmi to i wariacko, i nieco plotkarsko, ale sama pani Spurek o tym wątku mówiła, więc czuję się upoważniony, aby go przywołać.) Jednym słowem – gdyby chcieć sobie wyobrazić najbardziej modelowego lewaka, to nie byłby to ani Sławomir Sierakowski, ani Adrian Zandberg, ani nawet Robert Biedroń, ale właśnie Sylwia Spurek.

Jako się rzekło, dobrze się stało, że swoją działalność polityczną pani Spurek postanowiła wreszcie sformalizować. Można jednak postawić pytanie, jak to było możliwe, że osoba, która nawet nie próbowała tworzyć pozorów obiektywnego podejścia do sprawowanej funkcji, przez tak długi czas trwała na stanowisku zastępcy RPO? Ile ideologicznych ofensyw udało się pani Spurek przeprowadzić dzięki temu, że nie występowała jako feministyczna działaczka Spurek, lecz jako zastępca rzecznika?

Przypadek pani Spurek ilustruje oczywiście szerszy problem ludzi, którzy instalują się w państwie na stanowiskach, wymagających apolitycznego podejścia, po czym działają jak politycy, nierzadko mając w perspektywie wejście do polityki, do konkretnego ugrupowania. To samo można zresztą odnieść do mediów, choć w przypadku prywatnych firm to sprawa ich właścicieli i odbiorców. Owszem, w sam urząd rzecznika praw obywatelskich wpisana jest częściowo lewicowa ideologia, bo koncept praw człowieka rozumiany tak, jak się go zwykle dziś rozumie, jest lewicowy (to iunctim wywodzi się od czasów rewolucji francuskiej). W historii urzędu był tylko jeden rzecznik, który tej prawidłowości zaprzeczył: ś.p. Janusz Kochanowski, najwybitniejszy moim zdaniem RPO. Ale to wyjątek.

Nie zmienia to faktu, że pani Spurek wykorzystała urząd to nabicia sobie popularności i zdobycia pozycji – bez tego pozostałaby jedną z wielu twarzy oszalałej lewicy – a teraz z tej trampoliny chce przeskoczyć zapewne do Parlamentu Europejskiego.

Sformułowałbym zatem wniosek ogólny, żeby nie być posądzonym, że uwziąłem się akurat na panią Spurek: być może dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie do polskiego prawa zasady, zgodnie z którą pomiędzy piastowaniem niepolitycznych stanowisk (a więc nie dotyczyłoby to członków rządu, ale już na przykład RPO, szefa NIK, członków KRRiT itd.) a kandydowaniem w wyborach (wszystkich czy z wyłączeniem na przykład samorządowych – do rozważenia) musiałyby minąć, powiedzmy dwa lata.

Pani Spurek zaś szczerze i z całego serca życzę, aby w starciu z elektoratem poległa i na stałe pozostała na marginesie życia publicznego. Nie jestem hipokrytą.