Irlandia w obliczu Brexitu
Damian Kossakowski 26.03.2019

W prawniczym fachu istnieje utrwalony zwyczaj załatwiania spraw w ostatniej możliwej chwili. Kiedy mamy wyznaczony 14-dniowy termin, 13. dnia trzeba zakasać rękawy i zabrać się do ciężkiej pracy (często ze względu na to, że wcześniej gonią inne terminy), a dnia czternastego biegiem udać się na pocztę. Podobnie sytuacja ma się w skali międzynarodowej – pomimo, że od dawna los związku Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej był znany, a prace w wielkim festiwalu prawodawstwa trwały powoli i mozolnie, tuż przed terminem ostatecznym konserwatyści przypomnieli sobie o irlandzkim impasie. Ze względu na burzliwą więź z Wielką Brytanią, Irlandia generuje szczególnie istotne dla losów Brexitu zagadnienia i problemy. 

 

Brytyjski kolonializm wielu z nas kojarzy z np. wojnami w Afryce. Należy sobie jednak zdać sprawę, że pierwszą polityczną ofiarą agresywnej polityki Anglii była właśnie Irlandia. Po podporządkowaniu Irlandii przez Anglię, Celtowie stali się obywatelami drugiej kategorii na własnej ziemi. Konflikty i napięcia społeczne podsycane były różnicami religijnymi – Irlandia od czasów działalności misyjnej Św. Patryka była krajem katolickim, Anglia z kolei w czasach przesilenia konfliktu była krajem protestanckim. Irlandczycy stoczyli z Wielką Brytanią wojnę o swoją niepodległość i w 1922 r. ich ojczyzna wyłamała się spod brytyjskiej władzy tworząc własną konstytucję z zapisanymi roszczeniami wobec hrabstwa Ulster, czyli dzisiejszej Irlandii Północnej. Do dziś w Irlandii funkcjonuje socjalno-republikańska partia Sinn Fein, która jest politycznym orędownikiem zjednoczenia wyspy, a w latach 1968-1998 była zapleczem politycznym i finansowym IRA – organizacji terrorystycznej, która między innymi w reakcji na masakrę Irlandczyków przez żołnierzy brytyjskich w Londonderry dokonała kilkudziesięciu zamachów terrorystycznych. Konflikt zakończył się dopiero w 1998 r. – oba kraje zdecydowały, że pomimo, iż Irlandia Północna pozostaje pod berłem Windsorów, to w przyszłości w pełni legalne będzie zorganizowanie referendum przynależnościowe. W 2005 roku pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną zniknęły jakiekolwiek punkty graniczne. Dzisiaj w zasadzie nie odczuwa się różnicy pomiędzy krajem św. Patryka a częścią Zjednoczonego Królestwa. Wiele osób swobodnie wwozi swoje produkty z Irlandii i handluje w Wielkiej Brytanii i na odwrót. Granica rozdzielająca Irlandię zatarła się w rzeczywistości i w świadomości mieszkańców funkcjonujących w dwóch różnych państwach. 

Nad Zieloną Wyspą wisi obecnie widmo powrotu dwóch wielkich straszaków, które powoli zanikały w wyniku wyrzeczeń lokalnych społeczności i przemian polityczno-ustrojowych – nacjonalizmu i protekcjonizmu. Genezę pierwszego ze straszaków poznaliśmy w akapicie wyżej. Niedobitki IRA i radykałowie po obu stronach tylko czekają, by ugrać kapitał polityczny na Brexicie i wykorzystać powrót kontroli granicznych do podsycania nastrojów antybrytyjskich czy antyirlandzkich. Faktycznie twardy Brexit, w którym w żaden sposób nie zostanie uregulowana kwestia granicy Irlandii i Irlandii Północnej może doprowadzić do politycznego impasu. Lichy pokój z 1998 r. to nie jedyne zmartwienie Wielkiej Brytanii – liczna i silna diaspora irlandzka w USA zapowiada: USA nie podpisze żadnych umów handlowych z Wielką Brytanią dopóki nie będzie gwarancji swobodnego przepływu ludzi, usług i towarów między Ulsterem a pozostałą częścią Irlandii. Izolacja krewnych i przyjaciół po obu stronach zatartej granicy spowoduje paraliż lokalnych gospodarek i wzrost niezadowolenia. Każdy incydent typu przesadzonej kontroli Irlandczyka przez brytyjskiego celnika, kłótni czy wyzwisk w dobie mediów społecznościowych będzie podgrzewał atmosferę na i tak rozżarzonej ziemi – 67% mieszkańców Irlandii Północnej chce specjalnej umowy z Irlandią w celu zapewnienia swobodnego przejazdu na południe. 75% jest niezadowolonych z premier Theresy May. Natomiast w Irlandii 50% mieszkańców domaga się referendum przynależnościowego, w którym za zjednoczeniem wyspy zagłosowałoby 62%.  

Wiele osób uważa, że dla Wielkiej Brytanii wyjście z Unii Europejskiej to uwolnienie się z macek unijnej biurokracji i powrót do wolnorynkowej, anglosaskiej tradycji. Niestety nie jest to w całości prawdą. Dorobek prawny starych struktur Wspólnoty Europejskiej jasno sprzeciwiał się cłom i transgranicznej biurokracji. Co oznacza Brexit? Na przykład: konieczność dokonywania zgłoszeń celnych, udzielanie gwarancji na poczet przyszłych lub istniejących długów, cła na towary wprowadzane do UE ze Zjednoczonego Królestwa, pozwolenia na przywóz i wywóz towarów z/do UE. Rząd w Londynie zapowiedział, że większość ceł zostanie zlikwidowana na dzień przed wyjściem Królestwa z Unii. Zapowiedź ta nie dotyczy jednak wszystkich towarów, gdyż Londyn chce objąć protekcją krajowych producentów rolnych. To z kolei rażąco uderza w irlandzkich producentów, ponieważ aż 35% produkowanej w Irlandii żywności trafiało na rynek brytyjski, w tym 50% produkcji wołowiny i serów.
Przedstawiciele Irish Farmers’ Association wprost mówią o widmie załamania produkcji – jedyne wyjście, by utrzymać branżę to podwyżka cen. Jeśli jednak nie będzie granicy między Irlandią a Irlandią Północną, zapowiedź kontroli ilościowych importu wydaje się nierealna. Rolnikom nie pozostaje nic innego jak wwieźć towar do Irlandii Północnej i stamtąd skorzystać z w pełni legalnych, krajowych środków dystrybucji. Z jednej strony, mechanizm tzw. backstopu czyli pozostania Wielkiej Brytanii w unii celnej budzi sprzeciw zwolenników Brexitu, którzy obawiają się trwałego złączenia UK z polityką celną Unii. Z drugiej strony jest to niekorzystne rozwiązanie dla Unii Europejskiej. Poprzez granicę irlandzką na wspólny rynek dostawałyby się produkty brytyjskie omijając np. regulacje jakościowe. Orzecznictwo TSUE z kolei ugruntowało jeszcze w latach ’80 pogląd, iż produkty, które już znajdują się w obiegu wspólnego rynku należy traktować jednakowo jak towary wyprodukowane w krajach członkowskich. Taki obrót spraw oznacza, iż uczciwi producenci nie chcąc działać na granicy prawa oberwą protekcjonistyczną pięścią, natomiast szmuglerzy znajdą sposób na zarobek z ominięciem ceł i dodatkowych restrykcji. 

Stare ludowa mądrość głosi, że najlepiej uczyć się na błędach innych. Uważnie obserwujmy i wyciągajmy wnioski – opuszczanie Unii Europejskiej, pomimo nośnych „polexitowych” haseł o wolności od brukselskiej biurokracji to również opuszczenie ogromnego rynku z gwarancją swobody przepływu kapitału, towarów, ludzi i usług. Unia Europejska również zapewniła zażegnanie wielu konfliktów spajając interesy ekonomiczne zwaśnionych krajów takich jak Irlandia i Wielka Brytania. Liczne problemy, przed którymi stają mieszkańcy Irlandii i Irlandii Północnej to jedynie początkowe niepożądane skutki powrotu nacjonalizmu, odgrzebywania sporów i powracania do groźnej polityki protekcjonistycznej, która w warunkach europejskich rozwiniętych gospodarek może przepoczwarzyć się w handlowe wojenki.