Islamska krucjata, czyli czym grozi kryzys zachodniego chrześcijaństwa
Tomasz Wróblewski 29.03.2016

Fala migracyjna uwydatniła wszystkie słabości współczesnej cywilizacji Zachodu. Ta bezgraniczna otwartość i wiara w człowieka wolnego od wierzeń spowodowały, że po raz pierwszy od II wojny nie jesteśmy pewni, czy Europa, w jakiej przyszliśmy na świat, będzie Europą, w jakiej umrzemy.

Przykuci do strzępów medialnych doniesień z greckich obozów uchodźczych, niemieckich czy szwedzkich opowieści o nękanych kobietach i porzuconych dzieciach, tracimy z oczu pełny obraz kryzysu. Największej katastrofy humanitarnej i cywilizacyjnej Europy od końca II wojny światowej. Dramatyczne wypadki ostatniego roku przesłaniają nam istotę kryzysu, która nie tyle zasadza się na losie konkretnych uchodźców czy ofiar ich bezhołowia, ile na upadku wartości, które stanowiły o potędze Europy. Imigranci są zaledwie katalizatorem upadku, którego początku należy szukać w kryzysie zachodniego chrześcijaństwa. (…)Po raz pierwszy od II wojny niepewni, czy Europa, w jakiej przyszliśmy na świat, będzie Europą, w jakiej umrzemy.

Zamiana fikcji w rzeczywistość

Blisko 15 lat temu francuski pisarz Jean Raspail opublikował głośną dziś książkę „Obóz świętych”. Apokaliptyczna powieść o upadku europejskiej cywilizacji. Opowieść o Hindusach, którzy pewnego dnia wsiadają na okręty i płyną do Europy w nadziei na poprawę swojej doli. Milion biednych ludzi, którzy – podobnie jak współcześni imigranci – ani myślą przejmować zachodnie wartości i styl życia. Po prostu chcą zająć bogatsze ziemie. Tak jak to przez tysiąclecia robiły ludy najeżdżające Egipcjan, Greków, Rzymian. Jakby naturalna kolej rzeczy. Raspail stawia zasadnicze pytanie: czy Europa jest w stanie odeprzeć najeźdźców? Czy nasza wiara jest silniejsza niż determinacja tamtych ludów? To przecież to samo chrześcijaństwo, które odparło Tatarów, Arabów, Turków. Czy tak, jak zatrzymało ekspansję dzikich ludów Związku Radzieckiego, i tym razem ma w sobie dość woli walki, by oprzeć się nawałnicy? Nie zagłębiając się w treść powieści, wystarczy stwierdzić, że na koniec znajdujemy dziś tak dla nas oczywistą odpowiedź: nie, nie mamy w sobie dość wiary i woli, by się obronić. Przyczyna jest ta sama, co i dziś – na drodze staje polityczna poprawność ubezwłasnowolniająca wspaniałomyślność elit.

Europejskie korzenie

Europa nie może przyjąć milionów ludzi silnie zakorzenionych w wartościach sprzecznych z chrześcijańskimi i spodziewać się, że nic się nie zmieni. Nie ma w historii świata podobnego precedensu. O czym najlepiej zresztą wiedzą spadkobiercy krzyżowców, pogromców Majów, Hindusów, Indian czy afrykańskich królów. Historia Stanów Zjednoczonych, wbrew rozmaitym egalitarnym piewcom duchowej wspólnoty narodów, to historia szczególnie brutalnych pogromów oraz inwazji ludów wyznających ten sam system purytańskich wartości.

***
Tekst ukazał się we WPROST