Ja i sprawa Banasia
Cezary Kaźmierczak 29.10.2019

W 1951 roku we Wróblowicach pod Krakowem, ktoś zgwałcił i zamordował kilkunastoletnią Irenę Hyszko. Podejrzanym był Piotr Hyszko, wówczas 17 latek, ale niczego mu nie udowodniono. Potem Hyszko bawił w więzieniach na krótkie okresy za drobne kradzieże, aż do 1958 roku, kiedy to parze staruszków, poderżnął brzytwą gardła i został skazany na 25 lat więzienia.

 

Wyszedł w 1979 roku i otrzymał od PRL mieszkanie kwaterunkowe, w słynnej dzisiaj na całą Polskę, kamienicy przy ul. Krasickiego 24 w Krakowie. W tejże kamienicy mieszkała Helena Wieszczek, siostra Henryka Stachowskiego, który po latach przepisze kamienicę w zamian za tzw. dożywocie Marianowi Banasiowi. Hyszko uzyskał na Helenę wielki wpływ i zaczął z nią żyć.

9 listopada 1981 roku zaginęła w Krakowie 11-letnia Urszula Seweryn. Wkrótce w Krakowie zaczęto znajdować fragmenty jej ciała (m.in. głowę). Głównym podejrzanym był Hyszko – m.in. odpowiadał rysopisowi, pies tropiący po powąchaniu chusty zamordowanej, bez trudu wskazywał jej majtki znalezione w domu Hyszki. Miał jednak alibi – dawała mu je Helena Wieszczek, która twierdziła, że wieczór i noc spędzili razem.

Wybuchł stan wojenny i władza ludowa chciała pokazać, że nie tylko zamyka wichrzycieli politycznych ale również tzw. element. W związku z czym internowano z Krakowa kilkunastu cinkciarzy. Śledczy – pewni winy Hyszki, ale nie mogący mu za wiele udowodnić – poprosili SB, żeby Hyszkę, chociaż internować, razem z tymi cinkciarzami.

I tak poznałem Piotra Hyszkę, w więzieniu w Załężu w 1982 roku. Oczywiście nikt z nas politycznych, nie podejrzewał nawet, że to morderca i bandyta. Dla nas – on był cinkciarzem. Miły, grzeczny, sympatyczny, pędził bimber w więzieniu, co w naturalny sposób zjednywało mu sympatię.

Najlepiej pamiętam go z trzech akcji.

Pierwsza – kiedy w sierpniu 1982 de facto demolowaliśmy więzienie w Załężu – rozbijaliśmy ściany pomiędzy celami. Nasza cela – pamiętam Zenka Lisa, Marka Michałowskiego i chyba Staszka Kaleciaka – miała kłopot. Jedna ściana to był nośny mur na końcu korytarza, nie do ruszenia. A z drugiej strony to byli właśnie ci cinkciarze (i Hyszko), którzy właściwie błagali nas na kolanach, żeby nie wybijać do nich ściany “bo nas tu zabiją”. W związku z powyższym wyrwaliśmy taką wielką metalową ramę osłaniającą kibel, wybiliśmy z niej luksfery i bijąc tą ramą w grubą ścianę na korytarz, doprowadziliśmy, że zaczęła się sypać. W końcu zrobiliśmy już dziurę tej wielkości, że ja jako najmniejszy miałem wychodzić pierwszy z podrobionym kluczem i zadaniem, żeby jak najszybciej dobiec do jakiejkolwiek celi i ją otworzyć, skąd wybiegnie kolejnych kilku facetów z dorobionymi kluczami itd. itd. Już miałem wychodzić, kiedy jakiś klawisz na korytarzu krzyknął: “Stasiek, otwieraj kurwa, bo nas tu zabiją!” – no i Stasiek zaczął otwierać po kolei cele.

Za karę wywieziono nas do więzień w Kielcach i Łupkowie w Bieszczadach. Cinkciarze i Hyszko pojechali z nami w Bieszczady.

W Łupkowie Antoni Macierewicz, chyba z Alkiem Rusieckim, konstruowali jakąś rakietę, która z doczepioną flagą Solidarności, miała polecieć nad drogę, którędy miała przechodzić jakaś pielgrzymka. Plan się o tyle nie udał, że rakieta zamiast nad drogę – uderzyła w jakąś hałdę ziemi obok wieży strażnika i zostało to zakwalifikowane, jako próba ataku rakietowego na kogutkowego. W ramach represji spacerniak podzielono siatką, wpuszczono tam dwa groźne wilczury, odcinając nam w zasadzie 3/4 terenu.

[Na marginesie Alek Rusiecki był zupełnie niesamowitym modelem – cały czas konstruował jakieś wynalazki (po wyjściu wielokrotnie zaopatrywałem się u niego w tajnopisy, atramenty sympatyczne, chemię do wywabiania i fałszowania dokumentów, kwas masłowy i jakieś inne straszliwie śmierdzące i właściwie nie do usunięcia mieszanki kwasów do zasmradzania samochodów i mieszkań ubekom itd.). Jednak ideą jego życia było prowadzenie skomplikowanych wyliczeń ekonometrycznych, jaką ilość fałszywych rubli należy wydrukować i wpuścić do obiegu, żeby załamać państwo – ZSRR. Poświęcał na to bardzo dużo czasu – słusznie argumentując, że w tej sprawie nie można się pomylić!]

W sprawie siatki do akcji wkroczył Hyszko. Opodatkował cele na amerykańską golonkę w puszkach i karmił nią psy. Po około tygodniu dał znać, że psy są kupione. W samo południe wyszliśmy na spacerniak i zwyczajnie rozpletliśmy tę siatkę, a psy ukryliśmy po celach. Klawisze z obłędem w oczach ich szukali, a jak je złapali, to psy za nic nie chciały do nich. Niejaki Ramzes na twardo zapierał się czterema łapami, rozpaczliwie odwracał głowę w naszym kierunku, tak go przerażała wizja powrotu na ubecki wikt. Hyszko został bohaterem więzienia.

Potem późną jesienią 1982 milicja chyba zdobyła jakieś nowe dowody przeciw Hyszce i przyjechali po niego do naszego więzienia. Stanęliśmy za nim murem – nie oddamy go! Klawisze prosili, żeby jakaś nasza delegacja, poszła porozmawiać z milicjantami. Pewnie chcieli nam powiedzieć, co to za ptaszek. Ale my twardo – z ubekami nie rozmawiamy! Więźniowie nie negocjują! Precz z komuną! Wypierdalać!

Było oczywiste, że następnego dnia do więzienia wejdzie atanda (takie więzienne ZOMO) i wezmą go siłą. Ale Hyszko w nocy uciekł (a atanda i tak weszła).

Mimo wszystko – Hyszce zabójstwa Urszuli Seweryn nie udowodniono. Prokuratorem w jego sprawie był Zbigniew Wasserman. Po tym Hyszko rozpanoszył się w kamienicy na Krasickiego 24 na całego. Helenę Wieszczek całkowicie odizolował od świata, a pewnego dnia zniknęła. Jak potem ustalono nikt nie jej widział 2 lata. Ciała nigdy nie znaleziono. Poszlakowa wiedza operacyjna była taka, że wiosną 1995 roku Hyszko ją zamordował w jej mieszkaniu, poćwiartował zwłoki i spalił je w piecu znajdującym się w piwnicy kamienicy. Sąsiedzi zeznawali, że w tym czasie z komina wydobywał się czarny tłusty, duszący dym. W 1998 roku Prokuratura wysłała do Sądu, oparty całkowicie na poszlakach, akt oskarżenia przeciw Hyszce. Do procesu jednak nie doszło – Hyszko zmarł nim się rozpoczął śmiercią naturalną.

Taka to historia kryminalna.

.***

Wiedza o kryminalnej działalności Hyszki pochodzi z TVN24, a w ustalaniu faktów z więzień pomogli koledzy współwięźniowie- Tadeusz Kensy, Bogusław Sonik, Marek Michałowski, Maciej Kublikowski i Zenon Lis.