Jak buduje się monopol na rynku aptecznym
Marcin Nowacki 15.04.2019

Żaden sąd w Polsce nie wypowiedział się za likwidacją aptek. Nie mógłby nawet tego zrobić, ponieważ rolą sądu jest dokonywanie wykładni przepisów prawa, a nie sterowanie gospodarką. Nie przeszkadza to jednak grupce potencjalnych beneficjentów wyrzucenia z rynku konkurentów we wprowadzaniu w błąd opinii publicznej. Postulowana przez nich likwidacja 4 tysięcy aptek w Polsce zniszczyłaby polski system dystrybucji leków.  

 

W artykule „Nawet sąd sprzyja likwidacji aptek”, który ukazał się w Rzeczpospolitej 22 marca 2019 roku, kilkukrotnie powoływany jest niedawny wyrok NSA. Artykuł sugeruje, że potwierdza on konieczność postulowanej przez Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek (ZAPPA) likwidacji 4 tys. aptek w Polsce. Problem w tym, że wyrok dotyczy obsady personalnej w aptece i słuszności postępowania Inspektoratu Farmaceutycznego, a nie kwestii likwidacji placówek lub organizacji rynku aptecznego. Na pewno też nie potwierdza postulatów grupy interesów, która w procesie nie brała udziału, a która próbuje z orzeczenia zrobić młot na konkurencję. Warto podkreślić, że sąd nie wydał jeszcze pisemnego uzasadnienia wyroku (przekraczając, notabene, trzydziestodniowy termin wynikający z prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi). 

W artykule brak jest analizy skutków postulowanego zamknięcia 4 tys. aptek w Polsce. Odliczając punkty apteczne, to ok. 1/3 placówek. Polski system dystrybucji leków, z uwagi na niskie marże, już teraz nie należy do łatwych. Utrata 1/3 odbiorców i konieczność zrealizowania ogromnej straty, wynikającej z zamknięcia 4 tys. aptek, doprowadziłaby polskie hurtownie do bankructwa. Razem z nimi ucierpieliby polscy producenci, których leki to w ujęciu ilościowym ok. 70% magazynu aptecznego. W ten sposób uzyskalibyśmy efekt domina, skutkujący załamaniem się całego systemu dystrybucji i produkcji leków w Polsce. Efekt? Brak leków dla polskiego pacjenta.  

Aptekarze z ZAPPA, de facto fasadowego związku skupiającego 40 farmaceutów posiadających 140 aptek (ok. 0,09% wszystkich placówek w Polsce), sprawiają wrażenie jakby się tym zagrożeniem kompletnie nie przejmowali. Może dlatego, że sugerowana przez nich likwidacja aptek ma dotyczyć ich konkurencji (właścicieli aptek, nie będących farmaceutami). Ich samych (właścicieli – farmaceutów) prawo ma chronić. Wypchnięcie z rynku 1/3 konkurencji nabije im kieszenie, bo liczba pacjentów pozostaje ta sama.  

Nie pierwszy już zresztą raz zabierają oni głos w sprawie organizacji rynku aptecznego w Polsce. Cel narracji jest zawsze ten sam – korporacja aptekarska lub jej akolici, pod pozorem troski o dobro pacjenta, walczy o swoje partykularne interesy i wprowadza prawo, które wyłącza mechanizmy konkurencji na rynku aptecznym. Na przestrzeni lat aptekarze wylobbowali już będące ewenementem w skali światowej zapisy anty-konkurencyjne o tzw. 1%, całkowity zakaz reklamy aptek, zasadę apteki dla aptekarza, czy też limity demograficzno – geograficzne dla otwierania aptek. W efekcie mamy w Polsce najbardziej przeregulowany rynek apteczny w Europie.  

To jednak nie wystarcza tej potężnej politycznie – bo przecież nie liczebnie ani merytorycznie – grupie interesu. Teraz w konkluzjach pojawia się kolejny wniosek i postulat korporacji aptekarskiej – z rynku należy wyrzucić wszystkich, poza nimi samymi. W artykule opublikowanym także w Rzeczpospolitej 29 listopada 2018 roku „Upadek rynku aptekarskiego”, jako remedium na wszystkie bolączki zostało przedstawione wprowadzenie modelu polegającego na de facto wywłaszczeniu polskich przedsiębiorców, niebędących farmaceutami i przejęcie ich majątku za bezcen przez przedstawicieli korporacji aptekarskiej. Czyli przez Panów z ZAPPA i ich kolegów. W artykule tym ZAPPA atakuje także inspekcje farmaceutyczną, zarzucając jej brak działań, służących niszczeniu polskich przedsiębiorców. W donosach do organów administracji, chcąc wywrzeć na nią nacisk, adwokat ZAPPA wręcz straszy urzędników odpowiedzialnością karną w razie niepodjęcia przez nią działań, których żąda związek. Powyższe pokazuje, jak agresywni i zdeterminowani są przedstawiciele tego środowiska. Dlaczego tak jest? 

Polski rynek apteczny w 2/3 składa się z aptek należących do farmaceutów, w 1/3 do przedsiębiorców nie będących farmaceutami. Jest to ok. 400 przedsiębiorstw, głównie małych i średnich. Zaledwie 5 
z nich ma zagranicznych właścicieli, do których łącznie należy ok. 5 % ogólnej liczby aptek 
w Polsce. I tych właśnie przedsiębiorców – nie farmaceutów, przedsiębiorcy – aptekarze chcą wyrzucić z rynku, przejmując ich majątek. Dlaczego? Przedsiębiorcy – nie farmaceuci całkiem dobrze radzą sobie na rynku, mając średnio dwa razy więcej pacjentów, niższe ceny, szerszy asortyment i wyższą jakość usług. Konkurencja uwiera korporację aptekarską. 

Chcąc osiągnąć swój cel, ZAPPA szczuje decydentów i organy administracji na przedsiębiorców niebędących farmaceutami. Główne zarzuty? Zagraniczne pochodzenie (5% aptek), monopolizacja rynku (400 przedsiębiorstw), działanie niezgodnie z prawem, naruszanie konkurencji w sprawach tzw. 1% , działanie na niekorzyść pacjentów, wywóz leków, niepłacenie podatków etc.  

Jak do rzeczywistości mają się oskarżenia o naruszanie prawa? W sprawie dotyczącej reguły 1%, w precedensowym wyroku Naczelny Sąd Administracyjny przyznał rację przedsiębiorcom, a nie korporacji aptekarskiej. To w przypadku korporacji aptekarskiej, a nie sieci aptecznych, UOKIK niejednokrotnie stwierdzał naruszenie prawa antymonopolowego. W wywóz leków okazują się być zaangażowane drobne podmioty apteczne, o czym wprost stwierdził GIF, wskazując, że na przestrzeni 2012-2014, prowadzonych było około 200 postępowań w sprawie odwróconego łańcucha dostaw, z czego tylko jedno wobec sieci aptecznej. Ministerstwo Finansów wskazywało w odpowiedziach na interpelację, że nie ma żadnych danych wskazujących na zjawisko unikania podatków po stronie sieci aptecznych.  

Rozpowszechniane przez korporację aptekarską zarzuty  nieprawdziwe. Obrzucanie błotem, dezinformacja i hejt mają być więc sposobem na usunięcie z rynku niewygodnej konkurencji, skoro nie można z nią wygrać jakością usług, ceną czy dostosowaniem oferty do potrzeb pacjentów. 

Tekst ukazał się także w dzienniku „Rzeczpospolita”.