Jak PiS walczy z etatyzmem
Łukasz Warzecha 18.09.2019

Czy państwo wiedzą, że PiS nie jest partią etatystyczną? Ani trochę! Wręcz się od etatyzmu stanowczo odcina. Serio!

 

Żeby się o tym upewnić, wystarczy zajrzeć do opublikowanego niedawno programu PiS, a konkretnie na stronę 17, do podrozdziału „Sprawne państwo”, gdzie można przeczytać zdanie następujące: „Właśnie dlatego zdecydowanie odrzucając etatyzm, tj. dążenie do upaństwowienia szerokiej sfery życia społecznego, odrzucamy niezdolność państwa do podejmowania działań koniecznych dla obrony interesów wspólnoty, dobra obywateli, wreszcie dla obrony samego siebie”.

A teraz przenieśmy się na stronę 123. Tam znajdziemy jeden z wielu fragmentów programu, pokazujących, jak w sposób praktyczny wygląda odrzucenie przez PiS etatyzmu (podkreślenia moje):

Rząd planuje oddziaływanie na rozwój sektorów kreatywnych, m.in. poprzez wprowadzenie ulg podatkowych na produkcję kulturowych gier wideo (analogicznie do wprowadzonego w roku 2019 systemu zachęt dla produkcji audiowizualnej, który powinien przynieść dynamiczny rozwój rynku filmowego w Polsce w najbliższych latach). Celem tego mechanizmu jest zwiększenie konkurencyjności polskiego sektora gier wideo na arenie międzynarodowej oraz przyciąganie inwestycji zagranicznych w sektorze. Planujemy także utworzenie Polskiego Centrum Gospodarki Kreatywnej, którego zadaniem będzie budowanie długofalowej i kompleksowej polityki wsparcia branż kreatywnych. Zamierzamy kontynuować program „Rozwój sektorów kreatywnych”, którego celem jest rozwój polskich branż kreatywnych oraz wzmacnianie ich konkurencyjności na arenie międzynarodowej poprzez współfinansowanie wartościowych i innowacyjnych projektów. Kolejnym planowanym działaniem będzie utworzenie Centrum Gier Wideo, które przyczyni się do umacniania pozytywnego wizerunku polskiej branży gier wideo jako prężnie rozwijającej się gałęzi gospodarki i kultury.

Zanim zajmę się analizą tego passusu, zachęcam państwa do samodzielnej lektury nieco wprawdzie opasłego programu partii rządzącej, jest on bowiem obszernym źródłem tego, co w gwarze mediów społecznościowych nazywa się „lol contentem” – w rodzaju wyżej przytoczonego fragmentu.

Co z niego wynika? Że odrzucenie etatyzmu według PiS polega na tym, żeby państwo z buciorami wlazło w każdą możliwą dziedzinę życia i każdą możliwą sferę gospodarki – nawet taką, która znakomicie się rozwija bez jego pomocy. Lub może właśnie dlatego, że nikt jej nie próbował dotychczas pomagać. Jak mówił stary dowcip z czasów Peerelu, gdyby socjalizm wprowadzono na Saharze, szybko zabrakłoby tam piasku.

Co zatem rząd w swej niezmierzonej dobroci i mądrości zapowiada? Najpierw zatem planuje ulgę podatkową na coś, co program określa jako „kulturowe gry wideo”. Dalibóg, nie mam pojęcia, co to jest „kulturowa gra wideo” i jestem absolutnie pewien, że nie da się tego precyzyjnie zdefiniować. A przecież nie mówimy tu o prawie do umieszczenia na opakowaniu znaczka „dobre, bo polskie”, co nie ma większego finansowego znaczenia, tylko o konkretnej kasie.

Jestem zatem pewien, że, po pierwsze, mętność tego określenia sprawi, że rząd powoła sobie komisję, która będzie oceniać, co jest wystarczająco kulturowe, a co nie. Tak, żeby ulgi dostawali ci, którzy będą produkować gry ładnie się wpisujące w socjalpatriotyczną poetykę obecnej władzy. Mam nawet kandydata na przewodniczącego takiej komisji – moim zdaniem powinien nim zostać Maciej Świrski, były wiceprezes Polskiej Fundacji Narodowej, który swego czasu bezbłędnie wychwycił i potępił należycie sprzedaż w ramach serii pism dla modelarzy modelu bodaj Junkersa Ju 187. Co gorsza, pisemko wydawał niemiecki wydawca. Taka właśnie rewolucyjna czujność byłaby niezbędna przy ocenianiu poziomu „kulturowości” gier.

Po drugie – producenci będą na siłę doklejali do swoich produktów odpowiednie elementy, żeby się na ulgę załapać. Na przykład główny bohater „Shadow Warrior” nagle zatrzymuje się w pół ciosu i zaczyna recytować „Treny” Kochanowskiego. Albo Wiedźmin toczy z Yennefer piętnastominutowy dialog o pożytkach z Powstania Warszawskiego. I nie da się tego przewinąć.

Bardzo też możliwe, a nawet stuprocentowo pewne, że „kulturowe gry wideo” od początku projektowane jako takie to nie będą akurat te, które ludzie najchętniej kupują. Ale to one właśnie będą dostawały ulgi. Czyli – jak rozumiem, właśnie w imię walki z etatyzmem – państwo będzie wykoślawiało rynek, na siłę promując coś, czego ludzie nie chcą kupować. Albo, gdybym nawet się mylił co do popytu – dodatkowo dając fory produktom, które i tak się sprzedają.

Według programu ma to zwiększyć konkurencyjność polskiego sektora gier wideo (ale chyba tylko gier „kulturowych”, bo przecież inne nie będą dostawać ulg). Założyłbym się, że autor tego genialnego fragmentu w ogóle nie zainteresował się, jaka jest ta konkurencyjność obecnie. I że nie bardzo jest tutaj co zwiększać.

Dalej jest mowa o współfinansowaniu „wartościowych i innowacyjnych projektów”. Tu znów powraca kwestia tego, co jest projektem wartościowym i innowacyjnym. No, ale przecież będzie już komisja Świrskiego, więc niech się zajmie i tym.

Najbardziej jednak podoba mi się pomysł powołania Centrum Gier Wideo, a już zwłaszcza to, że ma ono odpowiadać za „umacnianie pozytywnego wizerunku” branży. Zwróćcie państwo uwagę: za umacnianie. Czyli dobry rząd wie, że ten wizerunek jest już dobry, ale musi go jeszcze umocnić.

Proszę teraz usiąść wygodnie w fotelu i pomyśleć, jakie to otwiera perspektywy. Można na przykład nałożyć na wszystkie polskie firmy, zajmujące się produkcją gier wideo obowiązkową składkę, niedużą – powiedzmy pięć procent obrotu – na utrzymanie CGW, coby się budżet do niego aż tak bardzo nie dokładał. A za to mamy miejsce dla prezesa (typowałbym Adama Andruszkiewicza), trzech wiceprezesów (w tym Świrski, może przecież mieć dwie funkcje naraz), do tego wyspecjalizowane komórki od różnego rodzaju gier, specjaliści, eksperci, ekspertyzy, zlecenia – żyć nie umierać! Mało tego, można tak skonstruować podstawę prawną takiego centrum, żeby po ewentualnej zmianie władzy mogli w nim znaleźć miejsce różni ludzie, którzy dziś walczą o polską wersję państwa dobrobytu, a gdy już walczyć nie będą mogli, bo dostaną od wyborców kopa, nagle odkryją w sobie wielkie zamiłowanie do gier wideo i zapragną zajmować się wizerunkiem produkujących je firm.

Idę o zakład, że w Techlandzie czy Cenedze po lekturze tego fragmentu programu partii rządzącej zakupiono i odkorkowano szampana, a wszyscy pracownicy i szefowie wraz z rodzinami z wdzięczności 13 października z samego rana ustawią się w kolejkach przed lokalami wyborczymi, aby jak najwcześniej podziękować Prawu i Sprawiedliwości za zainteresowanie i poparcie. Tak będzie!