Jak Sylwia Spurek wykończy Unię Europejską
Dariusz Matuszak 20.09.2019

Od jakiegoś czasu wieszczę, iż Unia Europejska się rozpadnie. Teraz nabrałem przekonania, że proces rozpadu uległ gwałtownemu przyspieszeniu. A to za sprawą oficjalnej wizyty europoseł w siedzibie stołówki Parlamentu Europejskiego. Sylwia Spurek chciała się najeść.

 

Nasza polityk, czy też polityczka, albo jakoś tak (nie wiem dlaczego zawsze kojarzy mi się to z potyliczką – takie niby zdrobnienie od słowa potylica) jest weganką, a nawet ambasador weganizmu. Po ciężkich znojach pracy w Parlamencie Europejskim zgłodniała, więc poszła ci ona na stołówkę Jak się jednak okazało w bufecie nie ma żywności uwzględniającej jej orientację kulinarną. Sylwia Spurek postanowiła więc zareagować na tę jawną dyskryminację.

Myślicie Państwo że udała się (posłowie, politycy, urzędnicy raczej nie chodzą, tylko właśnie udają się) do Wysokiego Komisarza Unii ds. Bufetu i zapytała: – A kompot gdzie? Albo: czemu nie ma przepysznych kotlecików ze śruty rzepakowej? Wysoki Komisarz podniósłby wtedy słuchawkę telefonu, wykręcił numer i powiedział: Bufetowa Jadźka? Weźta wy tam nagotujta brukselki i brokułów, bo tu mi taka jedna drze się, że nie ma co jeść. Wydójcie też jaką soję, żeby mleko było. Sprawa byłaby załatwiona.

Ale to jest Unia, tu nie ma to tamto, że wystarczy rach ciach kapusty naszatkować, ogórka zakisić. Tu są procedury, procesy, dokumenty, petycje, zapytania,, kancelarie i pism stemplowanie. Tu się los narodów europejskich waży. Dlatego też nasza dzielna europoseł Sylwia Spurek postanowiła interweniować w sprawie jawnej dyskryminacji osób o nienormatywnej orientacji kulinarnej. W związku z tym wystosowała do Jego Wysokości Klausa Welle, Sekretarza Generalnego Parlamentu Europejskiego sążniste, liczące 5 stron pismo.

Leci to tak:

„Motto Unii Europejskiej to „Zjednoczona w różnorodności”. To sformułowanie odnosi się do najważniejszych europejskich wartości, w tym szacunku dla praw wszystkich jednostek, włączając w to prawa konsumentów, zasady niedyskryminacji oraz dbałości o środowisko naturalne. Polityka konsumencka zajmuje bardzo ważne miejsce na europejskiej agendzie – promowanie praw konsumentów jest dla UE priorytetem. Prawodawstwo w tym obszarze dotyczy takich kwestii jak ustalanie cen, oznaczanie, etykietowanie, marketing, zakupy konsumenckie, warunki umów i tym podobne. Wszystkie te środki mają na celu zagwarantowanie praw konsumentów i wzmocnienie ich bezpieczeństwa w odniesieniu do rożnych kategorii dóbr i usług. Motyw nr 3 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1169/2011 z dnia 25 października 2011 r. (dalej również: Rozporządzenie) stanowi, iż aby uzyskać wysoki poziom ochrony zdrowia konsumentów i zagwarantować im prawo do informacji, należy zapewnić odpowiednie informowanie konsumentów na temat spożywanej przez nich żywności”.

Tu przerwijmy na chwilę dla odsapnięcia. Tego jest 5 stron. Dla szerszej perspektywy przytoczę kilka cytatów. Ja wiem, że można nie dać rady tego czytać, ale warto rzucić okiem.

Europoseł w swym piśmie powołała się na motyw 3 (tak to się tam u nich nazywa) i 17 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1169/2011 z dnia 25 października 2011. A także na artykuł 9, ustęp 1 i aneks 3 owego Rozporządzenia i artykuł 21 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. To ostanie ze względu na to, iż „wszelka dyskryminacja w szczególności ze względu na płeć, rasę, kolor skóry, pochodzenie etniczne lub społeczne, cechy genetyczne, język, religię lub przekonania, poglądy polityczne lub wszelkie inne poglądy, przynależność do mniejszości narodowej, majątek, urodzenie, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną jest zakazana. Z tego wynika, że zapewnienie konsumentom właściwego wyboru, odpowiadającego ich potrzebom, jest również kwestią równego traktowania i niedyskryminacji w odniesieniu do, między innymi, przekonań i opinii”.

Ale jak słusznie zauważa Sylwia Spurek (no nie, to jest akurat też niezłe, warto przeczytać):

Tymczasem, w odniesieniu do praw i włączenia osób prowadzących wegański styl życia, nie mamy z taką sytuacją do czynienia. Zakłady żywienia zbiorowego w budynkach Parlamentu Europejskiego nie oferują prawie żadnych opcji żywieniowych wolnych od składników pochodzenia zwierzęcego. W rzadkich sytuacjach, kiedy ma to miejsce, oferta ogranicza się do przystawek, niestanowiących pełnowartościowych posiłków. W efekcie, weganki i weganie pracujący w Parlamencie Europejskim, lub go odwiedzający, nie mogą najczęściej spożyć odżywczego posiłku podczas pracy czy wizyty, co trzeba uznać za naruszenie ich praw konsumenta. Zapewnianie w budynkach Parlamentu Europejskiego oferty żywieniowej opartej w przeważającej mierze na produktach pochodzenia zwierzęcego musi być również zakwestionowane w związku z troską o klimat”.

Już w następnym akapicie Spurek powołuje się na badania Agencji do spraw Wyżywienia i Rolnictwa Organizacji Narodów Zjednoczonych na temat czegoś tam.

Spurek odkryła też, że bufetowa nic wie (no nie, to też jest dobre): „Brak informacji na temat żywności oraz jej oznaczania sprawia, że niemożliwe jest ustalenie, czy dany artykuł żywnościowy jest wegański, nawet jeśli w pierwszej chwili wydaje się, że tak. Co więcej, ów brak sprawia, ze niemożliwe jest stwierdzenie z pewnością, że dana jednostka żywności nie zawiera substancji lub produktów powodujących alergie i nietolerancje, co może skutkować problemami zdrowotnymi konsumentów cierpiących na takie alergie lub nietolerancje. Z przykrością muszę dodać, że personel zakładów żywienia zbiorowego, pytany o składniki posiłków, zazwyczaj nie jest w stanie udzielić wyczerpującej informacji.

Tu nadchodzi zatrważająca konstatacja: „W związku z przytoczonymi powyżej faktami, należy uznać, że Parlament Europejski nie realizuje najważniejszych wartości przytaczanych w motcie Unii Europejskiej – szacunku dla praw każdej jednostki, włączając w to prawa konsumentów, niedyskryminacji oraz troski o środowisko naturalne”. Można zapytać dramatycznie: gdzie w bufecie jest motto „Zjednoczona w Różnorodności”.

Spurek zaś pyta Sekretarza Generalnego: „Pamiętając o konieczności ochrony praw konsumentów, zapewnienia otoczenia wolnego od dyskryminacji, jak również konieczności przedsięwzięcia wszystkich możliwych środków na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi, czy istnieją odpowiednie dokumenty określające obecną politykę Parlamentu Europejskiego w obszarze gastronomii?”

I dalej: „Czy umowy zawierane przez administrację Parlamentu Europejskiego z zakładami żywienia zbiorowego zawierają postanowienia, których celem jest zapewnienie odpowiedniej informacji na temat żywności i oznaczania tak, by zapewnić właściwe wdrożenie 5 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1169/2011 z dnia 25 października 2011 r. w odniesieniu do danych szczegółowych określonych w art. 9 ust. 1 Rozporządzenia?

Czy administracja Parlamentu Europejskiego monitoruje realizację umów z zakładami żywienia zbiorowego w odniesieniu do właściwego wdrożenia przepisów Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1169/2011 z dnia 25 października 2011 r., dotyczących informacji na temat żywności i oznaczania, szczególnie w odniesieniu do danych szczegółowych określonych w art. 9 ust. 1 Rozporządzenia?

Takich pytań zadaje 8. I tu Spurek tego Sekretarza Generalnego ma. Coś zwęszyła więc temu Sekretarzu pisze, że ona już tam sprawdzi, kto i na jakich zasadach wygrał przetarg na bufet. Wiadomo, Bruksela więc coś na rzeczy może być (właśnie trwa śledztwo dotyczące belgijskiego ministra sprawa zagranicznych i jednocześnie obrony Didiera Reyndersa w prawie przekrętów przy budowie ambasady w Kinszasie i głównej kwatery policji belgijskiej. Pan jest teraz kandydatem na unijnego komisarza sprawiedliwości. Kto wie, może i na stołówce maczał palce. O tym jednak szerzej, gdy zrobimy sobie przegląd unijnych kadr.)

Ktoś spędził nie wiadomo ile godzin pisząc ów list. Przekopano się przez kontenery aktów prawnych. Potem pismo przetłumaczono. Nadano mu bieg – poszło do kancelarii itd. Teraz podwładni Sekretarza Generalnego będą sami ryli w dokumentach, by odpowiedzieć na 8 pytań Spurek. Przygotują też dokumentację określającą „obecną politykę Parlamentu Europejskiego w obszarze gastronomii” i dotycząca przetargu na stołówkę. Co się dalej będzie działo tego nawet bułgarska jasnowidz Baba Wanga nie przewidziała. Wszystko w sprawie bufetowego jadłospisu.

Ustalmy: europoseł Spurek traktuję jako symbol, choć niewątpliwie mimo weganizmu, ma też substancję cielesną. Nie sądzę, iż postępuje w sposób rażąco odbiegający od unijnych standardów. Pewnie robi to co tysiące zaludniające Brukselę i jej rozsiane po całej Europie agencje. Mam nieodparte, a wiedzą poparte przeświadczenie, że wszystko tam tak działa. Może tak jak MOAB jest amerykańską „matką wszystkich bomb”, tak Sylwia Spurek jest matką wszystkich rozrządzeń, dyrektyw, protokołów, zarządzeń, rozporządzeń, motywów, aneksów zapytań, interwencji, zaleceń, kontroli, audytów, opinii, kancelaryjnych i zwykłych pism obiegów, dróg urzędowych, milionów spinaczy i kartek, setek tysięcy segregatorów, tysięcy drukarek i dziurkaczy. A może jest tylko zwyczajną Sylwią Spurek jedną z dziesiątków tysięcy podobnych osób zaludniających Brukselę i jej odnogi.

Bez różnicy. Jeśli jest matką MOAB, to spuszczona na Brukselę wymiecie wszystko. Jeśli jest tylko jedną z tysięcy treblinek półcalówek w tej monstrualnej maszynerii, to zbiorowy efekt pracy i tak będzie taki sam – rozpad i zniszczenie. Siedzą i piszą w sprawie dozowników do mydła, szybkości kręcenia się drzwi obrotowych, wielkości siedzeń w traktorze, poziomu syku gazu przy otwieraniu kapslowanych butelek, czy stopnia lepkości pasty do posadzek.

Ja obstawiam, że cztery dni w tygodniu – tam robota kończy się w czwartek, tysiące takich Sylwii Spurek z mrówczą gorliwością pracuje nad rozmontowaniem wszystkiego. Albo raczej pobudowaniem takich systemów w tym brukselskim kopcu, że jak raz coś do niego trafi, to już nigdy światła dziennego nie ujrzy. Wszystko dookoła zaś przestanie istnieć, zupełnie jak po inwazji zmutowanych mrówek paraponera clavata.