Je suis libre!
Robert Gwiazdowski 08.01.2015

„Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie byś miał prawo to mówić”. Nie zgadzam się z wieloma poglądami Woltera, ale to zdanie, którym scharakteryzowała je autorka jego biografii warte jest cytowania – nawet jeśli sam Wolter w rzeczywistości nigdy go nie wypowiedział w tej formie. „Se non  e vero, e ben trovato” – jak mówią z kolei Włosi – nawet jeśli to nieprawda to dobrze powiedziana.

Nie podoba mi się satyra Charlie Hebdo. Ich niektóre rysunki są nie tylko nieśmieszne, ale wręcz niesmaczne, a nawet żenujące. Ale… „oddam życie byście mieli prawo to rysować”! W  Paryżu życie oddali ci, którzy sami rysowali. I dlatego napiszę „Je suis Charlie”. Ale korzystając z wolności słowa, napiszę też parę innych rzeczy! I przypomnę, co do znudzenia powtarzam od lat: „Je suis libre!” I chcę by ta wolność nie tylko dawała prawo do rysowania antyreligijnych karykatur.

Isaac Berlin scharakteryzował dwie najistotniejsze teorie dotyczące wolności jako braku przymusu ze strony państwa lub społeczeństwa w stosunku do jednostki, bądź jako tytułu do otrzymywania dóbr, czy sprawowania władzy. Te dwa rodzaje wolności bywają nazywane odpowiednio: „wolnością od” i „wolnością do”, albo wolnością „negatywną” i „pozytywną”, „formalną” i „materialną”.

Wolność jako brak przymusu polega na tym, że państwo i społeczeństwo nie stawiają przeszkód aktywności jednostki. Skoro jednak aspiracje poszczególnych ludzi często wchodzą ze sobą w konflikt, to ich wolność musi się wzajemnie ograniczać. Granicą wolności jednego człowieka może być tylko wolność kogoś innego. Jak powiada amerykańskie przysłowie: „twoja wolność wymachiwania rękami kończy się przed moim nosem”. Najważniejsze jest tu pytanie: „jak daleko sięga obszar, w którego granicach podmiot – osoba bądź grupa osób – ma, lub powinien mieć, całkowitą swobodę bycia i działania wedle swej własnej woli, bez wtrącania się innych osób?” Głównym celem staje się w tym przypadku zdobycie jak największego obszaru swobody, bez rozstrzygania kwestii, w jakim celu i w jaki sposób owa swoboda zostanie wykorzystana. W takim ujęciu człowieka wolnego nie interesują żadne uwarunkowania strukturalne, a jedynie brak zewnętrznych ograniczeń. Pojęcie przymusu nie obejmuje wszystkich form ograniczenia możliwości działania. Przymus oznacza jedynie rozmyślne wtrącanie się innych ludzi w sferę czyjegoś działania. Sama niemożność osiągnięcia jakiegoś celu nie świadczy zatem o braku wolności. „Uważam się za ofiarę przymusu lub niewoli – pisał Berlin – dopiero wówczas, kiedy wierzę, iż niemożność uzyskania przez mnie jakiejś rzeczy wynika z faktu, że jacyś ludzie tak ułożyli sprawy, abym ja, w przeciwieństwie do innych, nie mógł mieć dość pieniędzy na jej nabycie”.

Ta właśnie koncepcja, będąca fundamentem klasycznej myśli liberalnej, legła u podstaw rozwoju ruchów rewolucyjnych w osiemnastym wieku i znalazła formalny wyraz w wielu dokumentach tej epoki. Francuska Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z roku 1789 stwierdzała: „wolność polega na czynieniu wszystkiego, co nie szkodzi innym. Granicą wykonywania praw naturalnych jest zabezpieczenie wykonywania tych praw przez innych ludzi”. Tak rozumianej wolności rychło zaczęto przeciwstawiać wolność pozytywną, rozumianą jako „władzę czynienia czegoś lub korzystania z czegoś, co warte jest uczynienia, lub, z czego warto korzystać”. W tym sposobie myślenia, wolność wiązała się z odpowiedzią na pytanie: „co, lub, kto, jest źródłem władzy albo ingerencji, która może przesądzić, że ktoś ma zrobić raczej to niż tamto, być taki, a nie inny?” Katalog przyczyn determinujących jednostkę jest w tym przypadku bardzo obszerny, gdyż obejmuje wszelkie uwarunkowania strukturalne, a nie tylko nacisk polityczny, czy jakikolwiek inny przymus zewnętrzny. Aby więc człowiek mógł stać się własnym panem, podmiotem, a nie przedmiotem działania, muszą zostać usunięte wszystkie przeszkody uniemożliwiające pełną realizację jego osobowości –  ze zmianą warunków ustrojowych włącznie. W teorii tej ci, którzy mają te warunki zmieniać, muszą mieć jednak prawo stosowana… przymusu. Ograniczenie wolności niektórych ma służyć zwiększeniu wolności pozostałych. W  praktyce jednak nie zwiększa, tylko ogranicza.

Bo wolność oznacza pom  prostu prawo człowieka do tego, by mógł myśleć i postępować jak chce, tak długo, jak długo nie godzi tym w prawa innych ludzi. Tak rozumiana wolność nie oznacza wszelkiego dobra i nieobecności jakiegokolwiek zła, a jedynie wolność od przymusu. „Nie zapewnia nam ona – pisał Friedrich Hayek – żadnych szczególnych możliwości, lecz pozwala zadecydować, jaki użytek zrobimy z okoliczności, w których się znajdujemy”. Wolność nie jest bowiem równoznaczna z faktycznymi możliwościami urzeczywistnienia naszej woli, a jedynie z istnieniem pewnej sfery prywatności wolnej od zewnętrznych ograniczeń.

Poza wolnością  osobistą, której elementem jest wolność słowa, mamy jeszcze wolność polityczną i ekonomiczną. Tej pierwszej dziś bronimy, stając po stronie satyryków, choć oni zapominają o dwóch pozostałych rodzajach wolności.

Wolność polityczna została de facto sprowadzona do wolności oddania głosu w cyklicznych wyborach, w wielomandatowych okręgach wyborczych, w których startują partie finansowane z budżetu państwa, a procedura układania list wyborczych przypomina do złudzenia zasady „centralizmu demokratycznego” obowiązujące w partiach komunistycznych i satelickich w krajach realnego socjalizmu. Mamy więc kadencyjną, limitowaną dyktaturę.

Ale jeszcze bardziej zaniedbujemy wolność ekonomiczną. A to ona jest spośród naszych wolności najważniejsza, stanowiąc warunek i gwarancję dla dwu pozostałych. „Wolność ekonomiczna jest najważniejszą z ziemskich wolności. Bez wolności ekonomicznej wolność polityczna i inne zostaną nam z pewnością odebrane” – stwierdził współcześnie William Buckley. Zdaniem Miltona Friedmana, absolutna wolność w sferze politycznej jest nawet niemożliwa, podczas gdy wolność ekonomiczna może być osiągnięta w pełni. Jest ona wolnością absolutną, nie wymagającą żadnych ustępstw i kompromisów. Likwiduje konflikt między mniejszością i większością, nie znając w ogóle takich pojęć. Dzieje się tak dlatego, że opiera się ona na wolności mechanizmów rynkowych, a wolny rynek toleruje wszelką różnorodność. „Mówiąc kategoriami politycznymi jest on systemem proporcjonalnego przedstawicielstwa. Każdy może głosować na, powiedzmy, kolor ulubionego krawata i otrzyma go. Nie musi sprawdzać jakiego koloru pragnie większość, a gdy jest w mniejszości podporządkowywać się”. Wolność ekonomiczna pozwala nam zdobywać własność i chronić się za jej murami – przed innymi ludźmi i państwem. Dlatego nawet niektórzy socjaliści, jak Saint-Simon, czy anarchiści, jak Proudhon, uważali, że dopóki istnieje państwo potrzebna jest także własność prywatna, której zdobywanie umożliwia nam wolność ekonomiczna – najważniejsza z wolności.

Tak pojętej wolności jakoś jednak nie bronimy. Wystarczy nam prawo publikacji antyreligijnych karykatur? Rysujcie, jakie chcecie. Ale pamiętajcie, że „Free speech does not live many hours after free industry and free commerce die”– jak pisał już Herbert Hoover.