Jedna inspekcja „rolnika do stołu”
Artur Kiełbasiński 19.07.2016

Czeka nas rewolucja w nadzorze nad żywnością? Na razie jest projekt ustawy w Sejmie, ale trudno uwierzyć w sukces tej inicjatywy posłów Kukiz’15.

W Polsce nadzór nad bezpieczeństwem żywności sprawuje pięć różnych inspekcji tj. Inspekcja Weterynaryjna, Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Państwowa Inspekcja Sanitarna oraz Inspekcja Handlowa.

Taki galimatias urzędów rodził w przeszłości absurdalne spory. Inny organ kontrolował w sklepie żywe ryby, a inny ryby martwe. W sprzedaży mleka było równie „wesoło” – automaty do sprzedaży podlegały innym obostrzeniom niż „normalna” sprzedaż mleka. Kompetencje nakładały się, wykluczały, krzyżowały i utrudniały działalność handlowców.

Od 4 lat próbowano stworzyć jednolitą inspekcję ds. żywności. Eksperci mówili o „jednej kontroli od producenta do stołu”. Niestety, „nie dawało się”. Brakowało przekonania i determinacji w łączeniu administracji. Brakowało zdecydowania, wizji, przekonania, że to potrzebne.

Teraz do Sejmu wpłynął projekt w tej sprawie, zakładający powołanie jednolitej Inspekcji Żywności. To realizacja unijnych wytycznych, ale przede wszystkim kwestia „wyczyszczenia” biurokracji.

Czy się uda? Być może, ale wątpię, aby udało się to zrobić szybko. Ta ważna dla przedsiębiorców kwestia raczej nie będzie pierwszoplanowym zadaniem dla polityków, a szkoda. Ujednolicenie działań administracji byłoby ważnym ruchem na rzecz przedsiębiorców. Ale rzecz nie jest atrakcyjna medialnie. Kogo dziś, w politycznym ogniu, może zainteresować Inspekcja Żywności.

Szkoda, bo zmiana jest ważna dla polskiego biznesu. Bo to polski kupiec ma więcej mordęgi z kontrolami, niż bogate sieci handlowe. Ci pierwsi mają mniej ludzi i kapitału, sieci mają wyspecjalizowane własne służby. Więc czekam na Inspekcję Żywności, czyli realne ułatwienie. Ciekawe ile czasu będę musiał czekać. Sądzę, że sporo…


Fot. Krystal Bell/ na lic. Creative Commons/ flickr.com