Jezus Ch. na czele zorganizowanej grupy przestępczej
Robert Gwiazdowski 24.02.2019

Przypomniałem niedawno na Twitterze, że przez klika lat pisywałem felietony dla Gościa Niedzielnego. I jak to na Twitterze rozpętała się burza: a dlaczego już nie piszę, szkoda że już nie piszę, dobrze że już nie pisze, a co to w ogóle za tygodnik. Przypomnę tu jeden z moich ulubionych felietonów dla Gościa. Napisałem go w kwietniu 2013 roku. Nadal aktualny.

 

Tuż po Świętach Wielkiej Nocy posłowie Palikota wystąpili z interpelacją do ministra edukacji narodowej w sprawie nauczania w szkołach na lekcjach religii o cudach Pana Jezusa. Sam uważam, że szkoła nie jest najlepszym miejscem do nauczania czegokolwiek, a już w szczególności religii, bo o wiele lepszym do tego miejscem jest kościół, ale frapująca była argumentacja użyta przez panów posłów i to bynajmniej nie dla żartu z okazji prima aprilis, który w tym roku przypadał w lany poniedziałek, ale całkiem na poważnie. Postanowili oni pominąć „aspekt, czy tego typu cuda były możliwe, bo ich nie doświadczyli”. To trochę dziwne, bo sami przecież obiecują, że podobnych cudów dokonają i jak tylko zdobędą władzę nie tylko wina, chleba i ryb będziemy mieć dostatek, ale i wszystkich innych dóbr doczesnych. W swojej interpelacji skoncentrowali się jednak na aspekcie prawnym i podatkowym dokonanych przez Jezusa cudów. Ich zdaniem dar w postaci chleba i ryb to nieopodatkowany przychód, a przemiana wody w wino to „nielegalne” wytwarzanie alkoholu. Z dzisiejszej perspektywy to prawda. Ale w Palestynie za czasów Jezusa nie było progresywnego podatku dochodowego i podatku od towarów i usług (VAT), a naturalny proces fermentacji, dany ludziom przez Tatę Pana Jezusa, nie podlegał koncesjonowaniu. Żydowskim „celnikom”, czyli poborcom podatkowym, o których ewangeliści nie mieli najlepszego zdania, nawet nie przyszło do głowy jak kiedyś przepisy podatkowe będą mogły być wykorzystane w państwie, w którym prawo współtworzyć będą posłowie Palikota. Dziś antyterroryści w kominiarkach wpadliby po prostu do Wieczernika podczas Ostatniej Wieczerzy, a jakiś prokurator by ogłosił, że Jezus Ch. został zatrzymany pod zarzutem „kierowania zorganizowaną grupą przestępczą”, która „prała brudne pieniądze”, wprowadzała do obrotu chleb i ryby nie odprowadzając podatku VAT oraz wyroby alkoholowe bez znaków akcyzy, doprowadzając w ten sposób do znaczących „uszczupleń podatkowych” i powstania „szkody wielkiej wartości” w mieniu Skarbu Państwa. Mógłby nawet dodać, że „ten pan nigdy już nie narazi skarbu państwa na uszczuplenia”. Wspólne z dawnymi czasy byłoby to, że przesłuchania odbyły by się w nocy, bo jak zauważyli niektórzy współcześni prokuratorzy, są one „skuteczniejsze”. Jednak dziś Jezus nie zostałby publicznie ukrzyżowany, tylko w celi, w której akurat popsułaby się kamera monitoringu, popełniłby samobójstwo. „Intensywne” śledztwo podjęte w poniedziałek (w sobotę jak wiadomo z kliku znanych spraw, prokuratura nie pracuje) wykazałoby „ponad wszelką wątpliwość”, że Jezus przybił się do krzyża sam, „bez udziału osób trzecich”. Zaś Judasz miałby powody do dumy ze swojej „obywatelskiej” postawy i zrobiłby karierę w Centralnym Biurze Śledczym albo Antykorupcyjnym.