Kino w czasach zarazy
Dariusz Matuszak 18.03.2020

Nie, to nie będzie tekst o koronawirusie.

Nie możemy iść dzisiaj do kina. Na szczęście jednak wziąłem i obejrzałem już film „Parasite”, który zdobył te wszystkie Oscary. Zrobiłem to nawet zanim ogłoszono go najlepszym filmem na świecie. I to jest akurat istotna dla mej wypowiedzi pisemnej informacja, gdyż na szczęście nie znałem żadnych recenzji. Wiedziałem tylko tyle, że zdobył Złotą Palmę w Cannes. I gdybym nie daj Boże zapoznał się wcześniej z recenzjami i miał dopiero potem obejrzeć, to nie obejrzałbym go wcale. A to bardzo dobry film. W największym skrócie: to historia dwóch rodzin – biednej i bogatej. Biedacy podstępem wkradają się w łaski bogatych i zaczynają u nich pracować.

Z opiniami krytyków zapoznałem się, gdy już film obejrzałem i byłem zadowolony, że to zrobiłem, bo akurat mi się podobał. Czegóż ja się dowiedziałem z owych recenzji i dlaczego odrzuciłoby mnie od filmu znienacka. Zacytuję fragmenty recenzji z pewnego wielce zasłużonego dla budowy socjalizmu tygodnika. Ona jest archetypiczna, mogłaby być platońskim wzorcem wszystkich innych recenzji na temat „Parasite” (nawet nie wiadomo dlaczego polski dystrybutor nie przetłumaczył tytułu na „Pasożyt”, tylko posłużył się angielskim? Delikatny jakiś?)

„Film ujawnia jak oparta na wyzysku i olbrzymich nierównościach społecznych rzeczywistość zamienia się w piekło. Jak żyć w świecie, w którym 1% najbogatszych mieszkańców Ziemi zgromadził niemal tyle bogactwa co 99% ludzkości”. Skąd on wziął te dane o 1%? Jak zwykle w takich przypadkach – z dupy.

I dalej, że, film jest ”…bajką…opisującą aspiracje najuboższych i lęki klasy posiadaczy…Parasite nie rezygnuje z ambicji ukazania kapitalistycznej współczesności w jej najbardziej drapieżnym wcieleniu. … Film ujawnia jak rzeczywistość opartą na wyzysku i olbrzymich nierównościach społecznych zamienia się w piekło” – pisze facet, który zasiada w jury kilku poważnych festiwali filmowych. Teraz już wiem skąd te nagrody dla rożnych gniotów.

W innych recenzjach pisano jeszcze o „schyłkowym kapitalizmie”, „walce klasowej” o takich tam. Marks cieszył się jak czytał.

Dobrze, że nie chodzę już do szkoły. Zapytany o to co „artysta miał na myśli” odpowiedziałbym tak: Ja wiem, że reżyser Joon-ho Bonga potwierdzał w wywiadach, że to film o ważnych problemach społecznych. Ale na szczęście niestety przydarzyło mu się to co mojej córci. Gdy miała 3 lata pewnego dnia byliśmy w lesie na spacerze. I mówi do mnie kruszyna kochana: Tatusiu, tatusiu kochany narysuję ci domek. I na piaskowej ścieżce zaczęła coś tam, jak to dziecię bazgrać, bez sensu i nieskładnie. Jakieś krzywe, przecinające się krechy, pokraczne figury geometryczne – co tam tą rączką i patykiem mogła nagryzmolić. – Piękny domek córciu – powiadam. A ona na to: tatusiu, tatusiu, to nie domek. Zamiast domku wyszła mi krowa.

Taaa. No więc Koreańczykowi wyszła krowa i na szczęście nie nakręcił filmu o problemie nierówności społecznych, tylko o zwykłych lumpach, patologicznej rodzince śmierdzących leni, która nawet nie potrafiła porządnie kartonów do pizzy poskładać jak zamówiono. To film o ludziach pozbawionych ambicji i honoru, którzy jak się nadarzy okazja to dopuszczą się każdej podłości – kłamstw, oszustw, oszczerstw, fałszerstw – katalog przewin jest tak długi, że polski Kodeks Karny to niemal za mało. Nie drgnie im ręka, gdy ktoś miałby zginąć. To film o ojcu debilu i matce debilce, którzy zamiast pobudzać swe wybitnie bystre dzieci, chowają je na takie same menelstwo jakimi sami są. Jak tylko udaje im się zostać w domu bogaczy pod ich nieobecność, to co robią? Żrą jak świnie, opróżniają cały barek i wkoło robią chlew. Jeśli w filmie poruszony jest jakiś problem społeczny to tylko taki, że mamy sprane mózgi i system, który każe nam się litować nad bandą darmozjadów i bredzić coś o nierównościach klasowych. Krytyk „Krytyki Politycznej” napisał w pierwszym zdaniu parafrazując Marksa: „Nie od dziś wiadomo, że byt kształtuje (nie)świadomość”. Nie, krytyku z „Krytyki”. Jest dokładnie odwrotnie. Dziś, przynajmniej w Polsce i Korei, to świadomość kształtuje byt. Zabawna jest jedna z point filmu całkowicie zaprzeczająca temu co światli krytycy o filmie piszą. Zdradzę ją, bo to i tak nie zepsuje oglądania. Bystry chłopak z rodziny Kiepskich postanawia, że będzie się uczył i pracował, by kupić dom bogaczy. Wam baranom krytykom wytłumaczę: tak się to robi, a nie łżąc, kradnąc i oszukując.

Przeklętej pamięci towarzysz Lenin mówił, że film jest najważniejszą ze sztuk. I to do serca biorą sobie dziś twórcy owładnięci patologią politycznej poprawności. Jej zaraza opanował dziś Hollywood i cały świat filmowy, który jest teraz awangardą postępu. Już nie można obejrzeć filmu, by nie próbowano wcisnąć jakichś współczesnych obsesji równościowych. Feminizm, parytety płciowe, rasowe, jakieś od orientacji seksualnych, weganizm, ekologia, a do tego ruja i poróbstwo. Tego się nie da oglądać – tych wszystkich bohaterek w kostiumach z lateksu, które wywijają świecącymi mieczykami i jednym kopniakiem wywalają bandę facetów przez okno. Taaa – kobiety są równie silne jak mężczyźni, a nawet bardziej równie mocarne. Pal diabli jakieś filmiki o komiksowych postaciach, Wikinżkach – czy jakoś tak, Amazonkach i komandoskach. Nie ma obszaru, tematu w filmach, którego zaraza politpoprawności nie pożerałaby, do którego nie wciskano by jakiejś postępowej ideologii. Właśnie kręcona jest nowa wersja baśni braci Grimm „Kopciuszek”. Postać Wróżki i matki chrzestnej Kopciuszka zagra murzyn. W zamyśle twórców matka chrzestna ma być bezpłciowa. Nie wiem co oni z tym aktorem matką chrzestną zrobią żeby był bezpłciowy/bezpłciowa, ale taki mają koncept.

W Londynie wystawiana jest sztuka Petera Schaffera „Amadeusz”. To na jej podstawie nakręcił swój genialny film Milosz Forman. Kluczową postacią w dramacie jest Antonio Salieri przebiegły i zawistny muzyk, który zazdrości Mozartowi geniuszu i dzieł, które tworzy, więc chce go zniszczyć. Salieri urodził się w 1750 roku pod Mediolanem, a jego dziadkiem był Polak. W Wiedniu został nadwornym muzykiem Habsburgów oraz cesarza Józefa II i prowadził słynne popołudniowe koncerty Kammermuskirunde. To jednak londyńskiemu teatrowi wcale nie przeszkadza by w jego roli obsadzić czarnoskórego Luciana Msamati.

Murzynem jest też Achilles w produkcji BBC „Troja: Upadek miasta”. Ale ale, już niedługo brytyjska młodzież nie będzie się zastanawiać nad pochodzeniem Achillesa – syna argonauty i króla w Tesalii Peleusa i nimfy morskiej Tetydy. Wydział studiów klasycznych Uniwersytetu Oxford zamierza wycofać z lektur „Iliadę” Homera. Wedle studentów i wykładowców w starożytnej epopei niedostatecznie pokazana jest rola kobiet. I weź tu tłumacz debilom, że cała ta trwająca 10 lat wojna, którą Homer opisywał, to o babę – Helenę była. Na makulaturę wysłana ma być też „Eneida” Wergiliusza. Z tych samych powodów – rzymski poeta dyskryminował kobiety.

Amerykański wydawca Barnes&Noble przygotował serię dziel klasycznych – „Kolekcję Różnorodności”. Na okładkach książek są więc postaci rożnych ras i kolorów skóry. I tak Julia z dramatu Szekspira została Arabką, a polujący na wielkiego wieloryba kapitan Ahab z powieści „Moby Dick” został murzynem. Dorotka – bohaterka „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” – też jest murzynką.

Ale wróćmy do filmów. Niedawno przy okazji emisji serialu „Czarnobyl” odbyła się wielka dyskusja na temat tego, czemu w produkcji nie obsadzono żadnych kolorowych – „PoC – People of Color”. Rozpoczęła ja aktorka Karla Sweet, która dowodziła, że skoro i tak w filmie nie mówi się po rosyjsku, czy ukraińsku, to dlaczego nie mają grać murzyni, czy murzynki. Albo chociaż kreole, czy kto tam. Oczywiście. W Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej w atomowej elektrowni pracowali Papuasi, a strażakami byli Indianie i Berberowie.

O kolejnym serialu to ja nawet nie wiem jak pisać. Może na wprost. Otóż 5 Brytyjek na zlecenie stacji Channel 4 nakręciło film pornograficzny dla swych dzieci. Oczywiście w celach edukacyjnych, by np. pokazać jak zgodnie z wytycznymi WHO, czy Unii zakłada się kondoma i takie tam różne. Wiadomo. Stacja zaś zrobiła serial „Mums Make Porn” – „Mamusie kręcą Porno” – o tym jak swe dzieło kręcą.

Mamuśki – Emma, Anita, Sarah, Sarah-Louise i Jane – podzieliły się zadaniami. Jedna odpowiadała za dobór tych, którzy będą w filmie kopulować, inna za choreografię, scenografię, makijaż, zdjęcia etc. Razem napisały scenariusz.

Kobiety profesjonalnie przygotowały do przedsięwzięcia. Wielokrotnie odwiedzały plany filmowe gdzie kręcono pornografię. Przeprowadzały rozmowy z fachowcami – ludźmi, którzy publicznie kopulują za pieniądze. Hiszpańska kopulatorka Zara DuRose np. powiedziała im, że ludzie „zawsze chcą oglądać wytrysk”, więc powinny przygotować „miksturę na bazie mąki i wody”. No to natrzepały jej, namieszały, czy tam co z pół wiadra, a potem ktoś tym chlapał w lewo i w prawo.

Na początku jak mamusie oglądały jak się kręci porno to czasami robiło im się niedobrze. Jedna nawet zwymiotowała, ale czego się nie robi dla sztuki i dla własnych dzieci. Na wszelki wypadek wysłano je jednak na konsultacje do Barcelony, by tam porozmawiały z niejaką Ericą Lust (Eryka Chuć), która kręci „etyczne” pornole.

Na miejscu zobaczyły jak się kręci scenę orgii w której udział wzięło 6 kobiet z wibratorami, czy czym tam. Chuć im wytłumaczyła, że jej filmy są „etyczne”, bo zawsze pokazują kobiety „od dobrej strony” i uwzględniają to, że w czasie kopulacji kobietom też ma być przyjemnie. Mamusie doszły do wniosku, że też chcą nakręcić taką orgię, i że to znacznie lepsze niż ostatni trend w pornosach, a mianowicie sceny gwałtów. Po emisji serialu „Mamusie kręcą poro” mamusie teraz chodzą po mediach i opowiadają o tym jak wspaniałej rzeczy dokonały. Tłumaczą, że chodziło o zrobienie takiego filmu, który mogłyby pokazać swym dzieciom. No i pokazanie tego, że trzeba kopulować z „zabezpieczeniem”.

Pomysł spodobał się także w Polsce. Np. z zachwytem opisał go „Newsweek”. Chodzi o to, że Polska to zacofany kraj, a w takiej Wielkiej Brytanii to mamy kręcą pornole dla swych pociech.

Co ma ten serial o mamuśkach dewiantkach wspólnego z filmem „Pasożyt? Otóż ma. To różne symptomy tej samej zarazy, czy choroby – jak ból głowy i rozwolnienie. Marksizm i cały ten prymitywny, anachroniczny postęp, pchają się poprzez kulturę drzwiami i oknami. Całe to kopulowanie na widoku to jest powrót do atawizmów. Jakieś trzydzieści tysięcy lat temu nasi przodkowie też tak robili. Gzili się na widoku jak psy pod śmietnikiem. A potem nauczyli się co to higiena, dyskrecja, intymność, lojalność, więzy między ludźmi, etc., czyli wszystko to co galopujący po nas marksizm kulturowy odrzuca. Tu nie ma żadnej tajemnicy. To wszystko zostało opisane. Marksiści dawno zrozumieli, że nic nie zdziałają grabiąc tylko tzw. środki produkcji, bo żeby nie wiadomo czym dysponowali, to i tak niczego wytworzyć nie potrafią. Wybrali więc tak zwany „marsz przez instytucje”, który zaproponowali niemieccy filozofowie ze szkoły frankfurckiej. Zamiast rozwalać instytucje dawnego porządku, trzeba je opanować od środka. Najlepiej zacząć od szkół, mediów i kultury. Tak zdobędzie się serca i rozumy. I z pomocą nieskończonych niegdyś zasobów Związku Radzieckiego, wsparciu wszystkich pożytecznych idiotów, sprzedajnych intelektualistów da się to zrobić. Opowiadał już o tym na swych wykładach na początku lat 80. Jurij Bezmienow, radziecki agent, który zbiegł na Zachód. Już 40 lat temu mówił, że wszystkie instytucje odpowiadające za społeczne i kulturowe kształtowanie człowieka są tak opanowane, że właściwe proces jest już nieodwracalny i potoczy się sam, bo są już zainfekowane pokolenia, które będą zarażać kolejne. Ten proces odbywa się na naszych oczach.

Konserwatyści siedzą sobie zaś w dziełach dawnych filozofów i będą to robić, póki postęp nie nakaże im wyrzucić ich na makulaturę jak Oxford Homera i Wergiliusza. Taaa – będą mieli swoje „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” Smitha. W tym czasie postępowi krytycy będą wychwalać kolejne filmy o walce klasowej i dawać im nagrody, więc filmowcy takie będą kręcić. A mamuśki pornole dla pociech. I to jest sprytne. Co we łbie będzie miał dzieciak, któremu mama puści film „Doustne szaleństwo”, albo „Duńskie dziewice bez majtek” i razem będzie z nim go oglądać? Wiadomo, że po latach nie będzie nawet potrafił nawet kartonów do pizzy złożyć, więc będzie żył jak pasożyt zdany na łaskę światłych i postępowych władców-karmicieli.