Klasa rozżalonych
Tomasz Wróblewski 29.03.2016

Świat nie jest wam nic winny, przestańcie łazić i w kółko powtarzać te same brednie – Mark Twain lubił szokować swoich rozmówców, ale co bardziej zastanawiające, że dziś, sto lat później, bogatsi o marksistowskie iluzje, rozczarowani państwem socjalnym i etatystyczną sprawiedliwością, wciąż wierzymy, że coś nam się od życia należy z racji tego, że żyjemy.

Otóż nic nikomu się nie należy. Świat nie jest idealny i wcale nikt nie musi nam przyjść na ratunek, tylko dlatego że nam się to należy. Dedykuję to nie tylko wszystkim zwolnionym z państwowych mediów, spółek pod nadzorem rządzącej partii, wszystkim odciętym od funduszy Skarbu Państwa.

Dedykuję to Grekom, Hiszpanom, Francuzom przekonanym, że cały świat winny jest im „życie w dobrobycie”. Uchodźcom roszczącym sobie specjalne prawa tylko dlatego, że wdarli się do Europy. Dedykuję to nauczycielom, górnikom, mundurowym, roszczącym sobie specjalne przywileje – bo świat ma się składać na komfort, do którego przywykli. Wielkim sieciom handlowym, dla których płacenie podatków jest uwłaczające. Ale też właścicielom małych rodzinnych sklepików przekonanych, że rząd ma obowiązek pogrążyć podatkami ich konkurencję. Albo wielkim bankom, które nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności za nadużycia w naliczaniu spreadów czy wciskanie polisolokat. Na tej liście na pewno znajdzie się też miejsce dla działaczy partyjnych i wszystkich przyjaciół królika uważających, że należą się im stanowiska i wielkie bonusy spółek Skarbu Państwa, bo byli wierni swoim poglądom i kierownictwu partii. Moglibyśmy ciągnąć tę listę przez dobrych kilka stron. Choć honorowym członkiem klasy rozżalonych niewątpliwie jest Grzegorz Schetyna zabiegający w Brukseli o skarcenie polskiego rządu za to, że przejął pełnie rządów i obsadził wszystko swoimi ludźmi.

Towarzystwo Dziennikarskie tak głęboko przekonane o nadrzędności krzywd, jakie spotkały ich kolegów zwalnianych z rządowych mediów, że w dniu tragedii w Brukseli piszą list do Rady Europy, żeby rzuciła wszystko, przyszła z pomocą i przywróciła ich do pracy. Z drugiej strony mamy partię rządzącą, pełną pretensji do zachodnich mediów o tendencyjne opisywanie PiS, ale jak przychodzi co do czego, to ta sama partia odcina dziennikarzom w Sejmie dostęp do posłów.

Nic nikomu w życiu nie jest pisane, nikt nikomu nic nie jest winien, chyba że rzecz obwarowana została umowami i prawnymi zobowiązaniami – a i to nie zawsze. Matematyka odporna jest na zaklęcia i wysoką samoocenę i pretensje do życia w dobrobycie. Przez lata trwonione fortuny Francuzów, Greków, Hiszpanów nie przełożą się na wzrost gospodarczy. Tak jak nie da się, i to już dedykuję naszym ustawodawcom, rozruszać handlu, ograniczając go do sześciu dni w tygodniu. Ofiary upartyjnienia i etatyzmu mogą dziś co najwyżej winić same siebie za to, że kiedy one miały władzę i wpływy, nie zrobiły nic, żeby naprawić chory system. Tak jak wszyscy dziś piastujący dumnie urzędy, muszą liczyć się, że to samo prawo dżungli kiedyś i ich dosięgnie. A wtedy nikt łzy za nimi nie uroni.

***
Tekst ukazał się we WPROST

Fot. Gideon Benari/ na lic. Creative Commons/ flickr.com