Komu się należy renta specjalna
Łukasz Warzecha 03.07.2019

Bardzo współczuję rodzinom ofiar wypadku w kopalni Murcki-Staszic. Ale ludzkie odczucia nie powinny zmieniać się w moralny szantaż. Dlatego można zadać pytanie, czemu premier przyznał renty specjalne akurat rodzinom górników.

 

Żadnego wyjaśnienia ze strony KPRM się oczywiście nie doczekamy. Premier mógł przyznać, więc przyznał, tłumaczyć się z tego nie musi. Warto jednak zastanowić się nad tym, jak jest stosowane to specyficzne narzędzie.

Najpierw wypada odrzucić wszystkie groteskowe argumenty o tym, że „górnik to specyficzny zawód”. Nie – górnik to zawód jak każdy inny. O specyfice swojego zawodu mogliby godzinami opowiadać kontrolerzy ruchu lotniczego, lekarze, ratownicy górscy, dziennikarze, maszyniści czy zawodowi kierowcy. Ja sam na poczekaniu mógłbym skonstruować zgrabny wywód, pokazujący, że górnik ma lżejszą pracę niż, dajmy na to, pilot. Każda z tych profesji ma swoje choroby zawodowe (oto dziennikarzy wykańcza stres i choroby układu krążenia) i ryzyka. Maszynista w swojej karierze jest na przykład narażony na ogromne obciążenie psychiczne, związane z przejechaniem kilku samobójców. Ilu samobójców będzie miał przed oczami górnik?

Niektórzy radzą: „Niech pan pójdzie popracować na dzień do kopalni!”. Demagogia. Ja pójdę do kopalni, a górnikowi dam komputer z zadaniem napisania tekstu do najbliższego wydania tygodnika albo posadzę przed kamerą czy mikrofonem, żeby przeprowadził rozmowę o obsadzie stanowisk w UE. Jak sobie poradzi? Pewnie tak jak ja na przodku. Czego to dowodzi? Tylko tego, że każdy ma swoje zajęcie i swoją drogę zawodową. Do której nikt go nie zmuszał.

Inni piszą: „Górnik nie wie, czy wróci wieczorem do domu”. Cóż, tak sobie wybrał. Pilot nie wie, czy jego samolot się nie rozbije, policjant – czy nie zadźga go bandyta, robotnik na budowie – czy rusztowanie się nie zawali. Niedawno na budowie Południowej Obwodnicy Warszawy zginął człowiek. Nic mi nie wiadomo o tym, żeby premier przyznał jego rodzinie rentę specjalną.

Tego typu licytacje są wyjątkowo absurdalne. Nikt nikogo do zostania górnikiem nie zmusza. Kto się za ten zawód bierze, ten robi to ze świadomością związanych z tym niebezpieczeństw. W zamian ma określone korzyści. Owszem, górnictwo to zajęcie z piękną i bogatą tradycją, ale piękne i bogate tradycje ma wiele profesji.

Czy renty specjalne są same w sobie złe? Bynajmniej. Pod warunkiem, że nie są wykorzystywane jako narzędzie rządowego piaru.

Pierwsza kategoria, w której renta specjalna jest zasadna, to rodziny ludzi, których zawody są dla państwa rudymentarne: policjantów, żołnierzy, przedstawicieli służb. To zawody, w których dba się o sprawy dla państwa podstawowe – bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne. Te zawody to służba. Górnictwo służbą nie jest.

Druga kategoria to rodziny ludzi, którzy zginęli, zawodowo zajmując się ratowaniem innych. Strażaków, ratowników górskich, lekarzy – oczywiście nie zawsze i nie w każdym przypadku. Wydaje się, że tu państwo ma obowiązek zadziałać, pokazując, że ratowanie ludzkiego życia, nawet w ramach profesji, ma wartość szczególną.

Kategoria trzecia to rodziny tych, którzy – niezależnie od zawodu – ponieśli śmierć, pomagając innym, zwłaszcza obcym. Co roku słyszymy historie o ludziach, którzy rzucili się na ratunek, słysząc wołanie o pomoc nad wodą. Niektórzy, pomagając, giną. Czy premier przyznał tu kiedykolwiek rentę specjalną rodzinie? Nie słyszałem. A to jest zachowanie, które należałoby szczególnie premiować.

Kategoria czwarta to rodziny tych, którzy nie zginęli tragicznie, ale przez lata służyli wiernie polskiemu państwu w ten czy inny sposób, a swoich bliskich pozostawili w trudnej sytuacji. Wybitnych naukowców, artystów, rzetelnych urzędników, policjantów, i tak dalej.

Czy górnicy, którzy zginęli w wypadku w pracy, należą do którejkolwiek z tych kategorii? W żadnym wypadku. Ich praca nie jest kluczowa dla funkcjonowania państwa, nie zajmują się ratowaniem innych, nikomu nie pomagali, ich zasługi nie są większe niż dobrze pracującego maszynisty, kierowcy autobusu czy lekarza. Nie ma absolutnie żadnego powodu, dla którego premier miałby obejmować szczególną opieką akurat rodziny górników.

Oczywiście dla wszystkich uważnych obserwatorów jest jasne, że nie chodzi tu o bycie fair wobec kogokolwiek, ani o ludzki żal, ani o równe traktowanie – a jedynie o piar. Górnicy są ważnymi dla PiS wyborcami i to jest jedyny powód, dla którego pan premier zatroszczył się akurat o te, a nie inne rodziny. Na pocieszenie można powiedzieć, że nie chodzi tu przecież o gigantyczne pieniądze, a pomoc trafi do tych, którzy jej faktycznie potrzebują. Wolę to niż kolejne masowe rozdawnictwo na tornistry, skarpetki czy elektryczne autka.