Koniec unijnej Europy
Dariusz Matuszak 25.03.2020

Unia się rozpadnie. Nie widzę inaczej. Nie widzę niczego co mogłoby powstrzymać ten proces. Trzeba zacząć szykować się na coś, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia. Będę nudny i będę powtarzał to coraz częściej, bo coraz szybciej to nadchodzi. Przeczytam sobie to wszystko niedługo i zaśpiewam piosenkę Halamy: ja wiedziałem, że tak będzie – oni nie zabrali ze sobą śpiworków.

 

W obliczu zarazy zaczynamy przewartościowywać wiele rzeczy i rozumieć, że należy przygotować się na wszystko. Nie będę dalej brnął w te banały. Dość stwierdzić, że pandemia zmienia również nasze postrzeganie świata. Zaś ono zmienia sam świat i to nie tylko zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga na poziomie kwantowym, ale także w makroskali. I Unia może sobie być mocarna, mądra i szlachetna, ale nic nie zmieni postrzegania jej jako słabej, nieudolnej, bez autorytetu, bezradnej w obliczu prawdziwych wyzwań. I choćby to doprowadzi do jej upadku.

Epidemia uruchomi za chwilę wielkie procesy polityczne, o konsekwencjach, które się jeszcze analitykom nie śniły. Dziś już można powiedzieć, że Włochy i Hiszpania – trzecie i czwarte najpotężniejsze państwa Unii zupełnie nie poradziły sobie z zarazą. Co mogłoby ten obraz zmienić? Tylko jeszcze większe nieszczęście, którego nikt normalny nie chce. Musiałby się okazać, że w innych krajach zaraziło się i zmarło jeszcze więcej osób. Dopiero na tym tragicznym tle rządy Włoch i Hiszpanii mogłyby się pokazać jako takie, które nie skompromitowały się. Na progu takiego załamania są też władze Francji, powszechnie w kraju oskarżane o katastrofalne zaniedbania i zaniechania.

Epidemia się skończy, oby jak najszybciej, ale długo będziemy leczyć po niej rany. I wtedy też przyjdzie czas rozliczeń. I Włosi i Hiszpanie, a zapewne i Francuzi zaczną zadawać pytania i żądać rozliczeń. Oczekiwanie czegoś innego byłoby nie tylko głupie, ale i podłe, bo rządy tych krajów obronić się mogą tylko wtedy, jeśli podobna tragedia dotknie inne kraje. W obydwu krajach – we Włoszech i Hiszpanii – rządy mają bardzo słabe polityczne umocowanie i praktycznie są mniejszościowe. Według mnie zostaną zmiecione i zastąpi je coś, co jest po drugiej stronie wektora politycznego. I będą to siły zdecydowani antyunijne jak Liga we Włoszech, czy być może Vox w Hiszpanii. Mniejsza o szczegóły. Na Półwyspie Iberyjskim zaś jeszcze bardziej wzrosną tendencje separatystyczne. Dla Katalończyków jasne będzie, że za tragedię odpowiedzialność ponosi Madryt. Ktoś w Hiszpanii będzie musiał odpowiedzieć za szaloną decyzję socjalistycznego rządu o zwołaniu wielkich manifestacji feministycznych. 8 marca 120-tysięczny pochód w Madrycie poprowadziły żona premiera Sancheza Begona Gomez i minister ds. równouprawnienia Irene Montero z Komunistycznego Związku Młodzieży Hiszpanii. Obydwie są chore. Hiszpanie zrealizowali też ideały platońskiego państwa. Na czele Ministerstwa Zdrowia postawili filozofa Savadora Illa. Trzeba być durniem, a nie platońskim mędrcem, by z takim wykształceniem i doświadczeniem jakie ma, przyjąć taką posadę.

Włochy to trzecia, a Hiszpania to czwarta gospodarka Unii. Obydwa kraje są zaś jednocześnie jej najsłabszymi ogniwami. Po epidemii przyjdzie czas na katastrofę gospodarczą. Rzucane jak z helikoptera miliardy euro nic nie pomogą. Zadłużenie Hiszpanii sięga 100% PKB, a Włoch ponad 130. Kto i jak wykupi te kraje? Operacja taka jak w Grecji w 2011 roku jest nie do powtórzenia, zwłaszcza, że niczego nie poprawiła. Nawet nie chce mi się myśleć jak wyglądać będzie euro i cała strefa, jak te drukarki pieniędzy na ratunek ruszą. Unia Europejska oznajmiła, iż poluzowuje przepisy dotyczące zadłużenia i deficytu. Zadłużenie, jak dotychczas, nie powinno przekraczać 60% PKB. I co z tego, skoro nie było to przestrzegane. Zawieszono przepis, który i tak był martwy. To przypomina zamknięcie przez Unię granic zewnętrznych, po tym jak większość krajów samodzielnie już to zrobiła.

I Hiszpania i Włochy ogromne dochody czerpią z turystyki. I to właśnie ta branża i pokrewne uderzone są najbardziej. Produkcję da się uruchomić na drugi dzień po „odwołaniu” epidemii. Jak ktoś się uprze to może nadrabiać stracony czas i przynajmniej teoretycznie wytwarzać 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Nikt się jednak nie rzuci następnego dnia na wycieczki. Kto miałby zresztą to zrobić, skoro ekonomicznie ucierpi cały świat? Kto miałby wsiadać w te wszystkie samoloty – wielki dystrybutory zarazków i lecieć na oba półwyspy? Nie wsadzi się też dwóch rodzin do tego samego pokoju hotelowego i nikt nie otworzy muzeów w nocy w nadziei, że jakieś spragnione sztuki tłumy rzuca się i jakoś je trzeba pomieścić. Mam też przekonanie graniczące z pewnością, że Europejczycy pozostaną w swoich krajach. Nie tylko z powodu utrzymującej się po epidemii traumy, ale tez ze zwykłego patriotyzmu gospodarczego. Będą chcieli dać zarobić swoim hotelarzom, restauratorom etc. Nie będzie żadnego cudu i lato 2020, ani 2021 nie okażą się najlepszymi sezonami turystycznymi w historii.

Dla tych krajów, gdy skończy się tragedia, zaczną się prawdziwe kłopoty. Obydwa będą rozrywać Unię, a ich obywatele patrzeć też na nią i żadna propaganda płynąca z Brukseli nie zmieni poczucia, że w chwili próby zostały przez nią porzucone. Nie będzie miało znaczenia, czy eurokraci mogli coś zrobić, czy też nie. Bezradność, bezczynność, nieudolność zostaną zestawione z opowieściami o potędze, solidarności i wspólnocie. Ale nie tylko Włosi, czy Hiszpanie będą rozmawiać o postawie unijnych przywódców. Ursula von der Leyen po nastu dniach rozwijającej się epidemii i gdy na całym kontynencie były już tysiące zarażonych wystąpiła z apelem, by nie zamykać wewnętrznych granic Europy. Jakże było to żałosne. W dniu w którym to robiła w większość krajów, w tym w Polsce, już zamknięte były. I oczywiście nikt jej nie posłuchał. Jakiż autorytet na kontynencie ma taki przywódca? Kilka dni później Bruksela ogłosiła zamknięcie swych granic zewnętrznych. Po tym kiedy państwa członkowskie już dawno to zrobiły.

Całkowicie odrzucam opinie, iż taka epidemia pokazuje, że potrzebna jest większa integracja. Uważam je wręcz za niedorzeczne i nie na miejscu. Nie ma znaczenia, czy idea jakichś wielkich skoordynowanych w skali całego kontynentu akcji jest słuszna, czy nie. Istotne jest postrzeganie. A to jest jednoznaczne. Unia nie potrafi wykorzystać nawet narzędzi takich jak ma – jak choćby Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC). Jego zadanie określone jest wprost: ochrona przed chorobami zakaźnymi w Europie. I nic tu nie ma do rzeczy bałamutne gadanie, że sprawa systemów opieki medycznej poszczególnych państw nie należy do unijnych kompetencji. Jak ktoś pilny, to może poczytać o systemach tej instytucji: EWRS – „powiadamianie o wykryciu zagrożeń”, EPIS – „zwiad epidemiologiczny”, TESSy – „nadzór nad chorobami”. Po referendum w sprawie Brexitu przez 3 lata straszono Brytyjczyków opowieściami, iż wymrą przy najbliższej zarazie, bo nie będą korzystać z tak wspaniałej instytucji jak owo centrum ds. epidemii. Jeśli w Wielkiej Brytanii dojdzie do tragedii na skalę hiszpańską, to nie dlatego, że jest poza Unią i nie ma owego unijnego zwiadu epidemiologicznego, ale dlatego, że ich rząd być może spóźnił się z pewnymi decyzjami.

Unia ma też władztwo nad zewnętrznymi granicami. Stany Zjednoczone już pod koniec stycznia podjęły decyzje o zablokowaniu podróży z Chin. Tymczasem chińskie samoloty jeszcze w połowie marca swobodnie lądowały na europejskich lotniskach.

A teraz porozmawiajmy o wielkich, a nawet mocarstwowych planach Unii. Jeszcze na początku marca w Brukseli trwała kłótnia o zwiększenie składki członkowskiej, by pokryć dziurę w budżecie jaka powstaje po wyjściu Wielkiej Brytanii. Z nieznanych nawet Kosmosowi powodów zwolennikiem większej daniny jest m.in. rząd PiS. Oczywiście większy budżet, to większe projekty i więcej kochanych pieniążków – takie sobie snują mrzonki nasi ministrowie. Teraz mogą owe rojenia porzucić. Kto w obliczu załamania się gospodarek miałby się zgodzić na większe składki?

A sny o europejskiej armii? Za co i po co? Już wcześniej większość europejskich państw nie wypełniała swych zobowiązań wobec NATO, a teraz miałyby dawać pieniądze na unijne siły zbrojne. Może ich zwierzchnikiem, tak jak w państwach są prezydenci, miałaby być przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która jako minister w rządzie niemieckim doprowadziła do ruiny Bundeswehrę?

Unia stworzyła samą siebie na kształt tych organizmów, które bezustannie muszą przeć do przodu bo inaczej zginą. Jak wirusy, które muszą wciąż mieć nowego nosiciela. Jak pijany, który może iść, ale gdy tylko stanie, to się przewraca. Dlatego wciąż kolejne projekty, dyrektywy, albo pomysły jak ten z armią, to nieustające poszerzanie obszarów swego władztwa, albo wchłanianie następnych państw jak teraz Albanii i Północnej Macedonii. Wszystkie te nowe wizje przyjdzie teraz porzucić i zająć się lizaniem ran. Unia zastygnie w bezruchu i zawali się pod własnym ciężarem.

Symbolem całkowitej indolencji Unii są dla mnie apele i owe akty solidarności jej przywódców. O tak, w tym są niezrównani. Pójść w marszu przeciwko terroryzmowi, zapalić światełka w oknach, rozdać kredki do rysowania na chodnikach w ceremonii ku czci ofiar zamachów. A teraz nawoływanie, by stawać w oknach, wychodzić na tarasy i klaskać w podzięce ludziom służby zdrowia. No i jeszcze obrona demokracji i praworządności. W dniu w którym w jego kraju umiera 680 osób Hiszpan Juan Fernando Lopez Aguilar, europoseł od socjalistów i szef komisji wolności obywatelskich w europarlamencie, wydaje komunikat o zamachu na swobody obywatelskie na Węgrzech. Ci ludzie są chorzy i nie ozdrowieją. Nie ma żadnych pozytywnych rokowań.

I dlatego trzeba szykować się na nieprzewidywalne sprawy, które są nie do pomyślenia. Po epidemii Agencja Rezerw Materiałowych będzie uzupełniać zapasy i robić zakupy jakich nigdy wcześniej nie dokonywała. Służby zdrowia i sanitarne będą robić przegląd procedur i pisać nowe. Podobnie służby specjalne. Sejm będzie uchwalał, miejmy nadzieję, nowe racjonalne prawo na czas katastrof. I tak samo do pracy powinny wziąć się ośrodki analityczne, think tanki, zespoły ekspertów i czego tam jeszcze. Rozpisywać scenariusze zdarzeń, które miały nie wystąpić. Jak np. całkowita zapaść gospodarek kilku krajów Europy, wielkie protesty społeczne i w konsekwencji upadek zmurszałej i przegniłej instytucji jaką jest Unia. Szalupy ratunkowe muszą być gotowe, drogi ewakuacyjne drożne, a kosztowności bezpiecznie pochowane. Polska musi być gotowa na niemożliwe. Do roboty.