Konstytucyjny Trybunał
Robert Gwiazdowski 23.10.2020

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, Donald Tusk stwierdził, że Trybunał jest nielegalny, co potwierdziły liczne autorytety prawne i medialne.

Tymczasem Naczelny Sąd Administracyjny dopuszczając do orzekania sędziego Romana Hausnera, który uchwałą Sejmu z 8 października 2015 został wybrany sędzią Trybunału Konstytucyjnego i jako sędzia TK nie mógłby orzekać w NSA, stanął na stanowisku, że „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uchwałą z 25 listopada 2015, stwierdził, że uchwała Sejmu RP z 8 października 2015 w sprawie wyboru sędziego Trybunału Konstytucyjnego jest pozbawiona mocy prawnej”, wobec czego Roman Hausner „nie pełni jednocześnie funkcji sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego i sędziego Trybunału Konstytucyjnego”. Ergo: skoro Roman Hausner pełni funkcję sędziego NSA (a pełni), to znaczy, że zdaniem NSA, nie pełni funkcji sędziego TK bo inaczej zdanie, że „nie pełni jednocześnie funkcji sędziego NSA i TK” byłoby nieprawdziwe. Ergo zdaniem NSA uchwała Sejmu z 25 listopada 2015 skutecznie pozbawiła mocy prawnej uchwałę Sejmu z 8 października 2015.

To już prawie pięć lat minęło od awantury o TK więc przypomnę, co wówczas pisałem.

Między wyborami prezydenckimi w maju 2015, które wygrał Andrzej Duda, a jesiennymi wyborami parlamentarnymi w tym samym roku, rządząca wówczas koalicja PO-PSL przyjęła, przy „doradczym” udziale sędziów Trybunału, w tym jego prezesa, nową ustawę o TK, którą zdążył jeszcze podpisać ustępujący prezydent Bronisław Komorowski. Zrobił to wbrew apelom niektórych środowisk, bynajmniej nie związanych z ówczesną opozycją – czyli PiSem. W ustawie, która była inicjatywą ustawodawczą prezydenta Komorowskiego, która dwa lata przeleżała w „szufladzie” Marszałka Sejmu, na ostatnim etapie prac legislacyjnych znalazł się zagadkowy przepis, którego sens sprowadzał się do tego, że Sejm kończącej się kadencji miał wybrać nowych sędziów Trybunału jako następców tych, których kadencje miały dopiero upłynąć po wyborach parlamentarnych. Politycznej pikanterii dodawał sprawie fakt, iż chodziło akurat o następców sędziów wybranych w 2006 roku, za pierwszego rządu PiS, mających inne poglądy polityczne od większości sędziów wówczas orzekających w TK, oraz fakt drugi, że liderzy opozycji nie ukrywali, iż mają nadzieję, że Trybunał będzie „powstrzymywał” obóz rządzący – tak jak to robił w latach 2006-2007 – przed działaniami, o których z góry mówiono, że będą niekonstytucyjne – jak na przykład 500+ na drugie dziecko.

Trudno zakładać, że chodziło o jakieś niedbalstwo legislacyjne. To była wina umyślna posłów ówczesnej koalicji rządzącej i prezydenta i to nie w zamiarze ewentualnym, ale bezpośrednim. Wytłumaczenie jest jedno: naprzeciwko obu izb parlamentu, prezydenta i rządu miał stanąć piętnastoosobowy Trybunał, w którym 14 sędziów, mających możliwość „elastycznego” traktowania konstytucji pochodziłoby z nominacji pokonanej w wyborach koalicji. Co więcej, jej przedstawiciele przez moment nawet nie ukrywali, że będą starali się to wykorzystywać. Nowy prezydent, który dość niespodziewanie wygrał wybory, był krytykowany zanim jeszcze zasłużył na krytykę, która mu się później należała, ale z pewnością nie za powstrzymanie się z przyjęciem ślubowania od tak wybranych elektów.

Sejm nowej kadencji przyjął w odpowiedzi uchwałę stwierdzającą, że  wcześniejszy wybór pięciu sędziów był nieważny, i wybrał zamiast nich pięciu innych, od których prezydent niezwłocznie przyjął sędziowskie ślubowanie. I tę właśnie uchwałę NSA uznał za obowiązującą!

Spór o wybór nowych sędziów między nową większością parlamentarną i głową państwa z jednej strony a nową opozycją (byłą większością parlamentarną) z drugiej strony rozstrzygnięto na drodze parlamentarnego głosowania nad ważnością wyborów dokonanych przez Sejm poprzedniej kadencji. Niestety, obowiązujące przepisy konstytucji nie określają procedury rozstrzygania takich sporów. Skoro Sejm nowej kadencji może uchylić każdą uchwałę lub ustawę Sejmu poprzedniej kadencji, to dlaczego nie może uchylić nominacji personalnych poprzedniego Sejmu, o ile nominaci nie objął jeszcze swoich urzędów, co w przypadku sędziów TK następuje po odebraniu od nich ślubowania przez prezydenta?

Badanie personalnych decyzji parlamentu i głowy państwa nie należy do konstytucyjnych kompetencji TK. Czy zatem Trybunał, w którym prawie dwie trzecie składu stanowili sędziowie wybrani przez poprzednią większość nie powinien zachować politycznej powściągliwości? Większość jego sędziów zdecydowała się jednak na wykładnię konstytucji niewątpliwie rozszerzającą ich kompetencje i zaingerowali nie w spór kompetencyjny między organami państwa, a w polityczny spór personalny między różnymi stronnictwami politycznymi, starając się zmienić układ sił na korzyść przegranej opozycji.

W wyroku z 3 grudnia 2015 (K 34/15) Trybunał, w składzie pięcioosobowym (co ważne) przy okazji kontroli konstytucyjności przepisów ustawy o TK z 25 czerwca 2015, zajął stanowisko w kwestii swojego własnego składu personalnego. W punkcie 5 sentencji wyroku TK czytamy, że art. 21 ust. 1 badanej ustawy (przyjmowanie ślubowania od sędziego elekta przez głowę państwa), „rozumiany w sposób inny niż przewidujący obowiązek Prezydenta niezwłocznego odebrania ślubowania od sędziego Trybunału wybranego przez Sejm“, jest niezgodny z art. 194 ust. 1 konstytucji. Według punktu 8 lit. b) i c) przejściowy przepis art. 137 ustawy o TK (zgłaszanie kandydatur na następców sędziów, których kadencje upływają w 2015) „w zakresie, w jakim dotyczy sędziów Trybunału, których kadencja upływa 6 listopada 2015, jest zgodny z art. 194 ust. 1 konstytucji, a „w zakresie, w jakim dotyczy sędziów Trybunału, których kadencja upływa odpowiednio 2 i 8 grudnia 2015”, jest niezgodny z wymienionym przepisem konstytucji.

Wyrok miał wyglądać na „salomonowy”, ale taki nie był. Jego celem było rozstrzygnięcie: (i) sporu politycznego o status 10 osób, z których pięć wybrano na sędziów w poprzedniej kadencji Sejmu, a pięć – w nowej kadencji; (ii) sporu o ważność uchwał Sejmu dotyczących kwestii personalnych i wreszcie (iii) o stwierdzeniu obowiązku głowy państwa przyjęcia ślubowania od konkretnych osób.

Mimo pośpiechu Trybunał nie zdążył wydać swojego wyroku przed wyborem „nowej sędziowskiej piątki“ przez Sejm i jej zaprzysiężeniem przez prezydenta – bo nowy Sejm i prezydent też się spieszyli. Trybunał próbował ich powstrzymać i zapobiec nowym nominacjom, wydając 30 listopada 2015 dość kuriozalne postanowienie, którym „zabezpiecza wniosek grupy posłów przez wezwanie Sejmu RP do powstrzymania się od dokonywania czynności zmierzających do wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego do czasu wydania przez Trybunał Konstytucyjny ostatecznego orzeczenia”! To „zarządzenie tymczasowe” było wynikiem zastosowania „odpowiednio” (to znaczy nie wprost) do postępowania przed Trybunałem kodeksu postępowania cywilnego o zabezpieczeniu roszczenia cywilnego przez sąd powszechny. Jednakże w swoim wcześniejszym orzecznictwie Trybunał konsekwentnie odmawiał stosowania tego właśnie rozwiązania w sprawach kontroli konstytucyjności norm prawnych! Za takim postępowaniem, sprzecznym z wcześniejszym stanowiskiem samego Trybunału, miała ponoć „przemawiać konieczność zapobieżenia kryzysowi konstytucyjnemu”! To dość osobliwe uzasadnienie jak na sąd o ściśle określonych w konstytucji kompetencjach.

Jeszcze bardziej osobliwe było zmniejszenie składu orzekającego Trybunału wydającego postanowienie z 30 listopada 2015 i wyrok z 3 grudnia 2015, z pełnego do pięcioosobowego. Nastąpiło to  już w trakcie postępowania, choć ustawa o TK nie zna przejścia od rozpoznania danej sprawy w już zarządzonym pełnym składzie do jej rozpoznania w składzie pięcioosobowym, zwłaszcza, że w tej sprawie skład pełny był ex lege obligatoryjny, gdyż obowiązująca wówczas ustawa o TK wymagała pełnego składu w każdej sprawie „o szczególnej zawiłości lub doniosłości”. Nie można w żaden sposób uznać, że ta, przed którą Trybunał wówczas stanął, nie była „zawiła” lub „doniosła”. Tymczasem najbardziej kontrowersyjny i brzemienny w skutki polityczne wyrok w swojej historii Trybunał wydał w składzie pięcioosobowym! Dlaczego, skoro początkowo prezes TK zarządził jej rozpoznanie w pełnym składzie? Podawane uzasadnienia były dość pokrętne. Można się domyślać, że chodziło o to, by w orzekaniu nie musieli brać udziału sędziowie wybrani przez nowy Sejm.

Wyrok, który miał podobno „zapobiec kryzysowi konstytucyjnemu”, wywołał skutki całkowicie niekonstytucyjne. Na stronach internetowych TK umieszczono nazwiska osiemnastu sędziów, mimo że według konstytucji jest on organem piętnastoosobowym! Swoimi działaniami i interpretacją tych działań TK stworzył nieznane konstytucji ani ustawie o TK dwie kategorie sędziów konstytucyjnych. Pierwszą mieli stanowić „sędziowie orzekający“ – 9 sędziów wybranych przez dawną koalicję, w tym prezes i wiceprezes TK oraz 3 sędziów wybranych już przez nowy Sejm. Drugą kategorię mieli stanowić – według osobliwego nazewnictwa użytego na stronie internetowej TK – „sędziowie, których status wynika z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia 2015”. A przecież wyrok nie dotyczył statusu konkretnych osób lecz zgodności ustawy z konstytucją. Kategoria sędziów „nieorzekających” dzielić się miała na dwie grupy, które tworzyli: (i) „oczekujący na złożenie ślubowania”, co odnosiło się do trzech osób z piątki wybranej przez poprzedni Sejm i (ii) „oczekujący na podjęcie obowiązków sędziowskich”, co odnosiło się do trzech osób wybranych prze nowy Sejm, których prezes TK nie chciał dopuścić do orzekania, ponieważ zostały wybrane na miejsca „zajęte” przez swoich odpowiedników z pierwszej piątki. W mediach prezes TK tłumaczył, że prezydent RP jak najszybciej powinien przyjąć ślubowanie od trzech osób ze „starej piątki“, a trzy należące do „nowej piątki“ osoby „oczekujące na podjęcie obowiązków sędziowskich“ mogę je obejmować w przyszłości, wraz z upływem kadencji najstarszych stażem sędziów. Nie wyjaśnił jednak, w jakim trybie konstytucyjnym i ustawowym. A przecież, nie można było wykluczyć wcześniejszego rozwiązania Sejmu i przeprowadzenia nowych wyborów. Wówczas kolejny Sejm, po upływie kadencji sędziego TK w czasie kadencji tego nowego Sejmu, nie mógłby dokonać wyboru sędziego bo przecież miejsce byłoby „zajęte” przez sędziego „oczekującego”!

Pikanterii sprawie dodaje fakt, ze Sąd Najwyższy od roku 1995 konsekwentnie negował moc obowiązującą wyroków interpretacyjnych i zakresowych Trybunału Konstytucyjnego uznając je, nomen omen, za „niewiążące opinie” – czyli tak, jak zrobił to obóz polityczny, który przejął władzę w 2015 roku z wyrokiem TK z 3 grudnia 2015, za pomocą którego „starzy“ sędziowie TK – tym razem przy aprobacie niektórych kolegów z SN – chcieli określić skład personalny Trybunału. Oczywiście znaleźli się konstytucjonaliści, którzy uznali, że tych spraw (czyli wyroków zakresowych TK we wcześniejszych sprawach i w tej dotyczącej składu TK) „nie można porównywać”. Bez dalszych uzasadnień!

Państwo prawa trzeba dopiero zbudować bo nigdy go nie mieliśmy w takim znaczeniu, jakie ma idea Rule of Law – o czym pisałem setki razy od czasu wejścia w życie konstytucji. I nie da się go zbudować na ułudzie, że TK mógł orzec tak, jak orzekł, i że w ogóle powinien był orzekać zamiast zachować powściągliwość w sporze, który miał charakter czysto polityczny.