Kontrole mniej straszne. W teorii
Artur Kiełbasiński 06.12.2016

Sejm przyjął przepisy mające poprawić sytuację polskich firm. Część z nich dotyczy nowych zasad kontroli biznesu. Niestety, mogą one pozostać martwe.

Zgodnie z nowymi przepisami warunkiem rozpoczęcia kontroli jest przeprowadzenie tzw. analizy ryzyka naruszania prawa przez firmę, czyli wykazania że takie naruszenie prawa w ogóle jest prawdopodobne. Inna, nowa, ważna regulacja to zakaz ponownej kontroli w tej samej sprawie. Jednak, aby nie było za dobrze – w ustawie przyjęto liczne wyjątki od tych zasad.

Jednak najważniejsze jest coś jeszcze poważniejszego – praktyka.

Wszystkie zasady i zapisy można obejść i to bardzo sprawnie. Najbardziej znana metoda obchodzenia ograniczeń w tym zakresie dotyczy istoty sprawy, a mianowicie tego co jest, a co nie jest kontrolą. Otóż kilka lat temu, w czasach „liberalnych rządów PO” resort finansów uznał, że działania służb skarbowych w firmie to… nie jest kontrola, ale (tu cytuję z pamięci) „działanie zmierzające do ustalenia wysokości zobowiązania podatkowego”.

Dzięki takiej intelektualnej „wizji” działania skarbówki nie podlegały żadnym ograniczeniom – ani co do liczby kontroli w firmie, ani co do czasu ich trwania. Dlatego ciesząc się z ograniczenia liczby kontroli, przestrzegam przed nadmiernym optymizmem. O wszystkim i tak, zdecyduje praktyka.