Kredyt tylko dla grabarza
Jerzy Wysocki 13.08.2020

Bartek Mayer, doświadczony dziennikarz ekonomiczny, obecnie publicysta Pulsu Biznesu na Twitterze: „ Właśnie się dowiedziałem, że jako dziennikarz nie mogę w (tu nazwa banku) wziąć kredytu. W tej sytuacji zlikwiduje chyba rachunek, który mam od… 25! Lat”. Dalej wyjaśnia, że odmowa wynikała zarówno z branży jaką reprezentuje, jak i z formy zatrudnienia. Pewnie umowa o dzieło lub samozatrudnienie – jak to teraz w redakcjach bywa.

 

Tak się akurat złożyło, że też jestem klientem tego banku, mam prywatny i firmowy rachunek od prawie 20 lat i poszedłem do oddziału w zupełnie innej niż kredyt sprawie. Sprawę pomyślnie załatwiłem, ale moja konsultantka, pani doświadczona i z dużą kulturą, tradycyjnie zaczęła mnie podpytywać o moje zapotrzebowania na produkty finansowe. I wygadałem się, że może kredyt hipoteczny się mi przyda. Pani się ucieszyła, poinformowała o tanim koszcie pieniądza z uwagi na niskie stopy procentowe, ale zastrzegła: w zasadzie to dajemy tylko lekarzom, prawnikom i informatykom, sam pan rozumie dlaczego. Nie znając wtedy twittu kolegi redaktora, wpadłem w osłupienie. Tak duże i paraliżujące, że nie pociągnąłem tematu dalej.

A wiec czynię to teraz. Tak, rozumiem obostrzenia i selekcję profesji, preferencje dla zawodów bezpiecznych pandemicznie. Nie chce siać defetyzmu, ale może być jeszcze gorzej. Kredyty hipoteczne brane są na 20 – 30 lat. Nie wiemy co nas czeka, jakie profesje się utrzymają, w jakich zawodach będzie się dobrze zarabiać. Gdybym był tego banku doradcą od marketingu i public relations, na wszelki wypadek poleciłbym produkcję spotu reklamowego z super ofertą dla właścicieli zakładów pogrzebowych, budowniczych nagrobków, producentów trumien i grabarzy. Przez kilkanaście lat ambasadorem marki owego banku był Marek Kondrat. Wznówcie współpracę, wybitny aktor świetnie zagra w spocie rolę grabarza z kredytem. Pierwsza scena: Marek Kondrat w przaśnym czarnym garniaku kopie dół i z ekipą na linach wsuwa profesjonalnie trumnę do grobu. Druga scena: pan Marek z butelką wina z własnej kolekcji, na hamaku przy basenie. W tle jego nowy, modny dom z przeszklonymi ścianami i przepięknym ogrodem.

Teraz na poważnie. Wiadomo, że od lat następuje zaostrzenie kryteriów przyznawania kredytów hipotecznych. Banki zapamiętały światową bańkę na rynku nieruchomości w 2007 roku i amerykańskie kredyty NINJA (z ang. No Income, No Job, No Assets – bez dochodów , bez pracy bez majątku), które jak pandemia rozlała się też po Europie, w tym po Polsce, gdzie bank wręcz namawiał do kredytów nie tylko na 100 procent inwestycji, ale 120 procent (bo mebelki trzeba kupić). Żeby nie mieszać wątków, o kredytach frankowych tym razem ani słowa. Wówczas bezmyślne rozdawnictwo, teraz nawet nie tylko ostre kryteria co do zdolności kredytowej, lecz wręcz wykluczanie całych grup zawodowych.

Wracając do mojej i redaktora Mayera wizyty w banku. Dziennikarz bez szans, lekarz, prawnik, informatyk – zapraszamy. Jaka jest podstawa prawna do takiej selekcji, do takiego stygmatyzowania. Co na to prawo bankowe, Komisja Nadzoru Finansowego, UOKiK. Czy wręcz Konstytucja, która jasno mówi o równym traktowaniu obywateli, także w życiu gospodarczym? No właśnie, Konstytucja mówi o równym traktowaniu ale… przez władze publiczne (Art. 32), a ten bank i wiele innych – to banki prywatne, i nie ważne, czy polskie czy zagraniczne. I tu moje pierwotne oburzenie słabnie i wraca mentalność liberała. Dlaczego?

Po wizycie w banku odwiedziłem wieczorem miłą panią w wynajmowanym przez nią moim mieszkaniu. Chodziło o przedłużenie umowy. Niestety, ambasada Argentyny wycofuje swojego pracownika, który płacił jej kupę kasy za jej dom w Konstancinie. A więc, czeka mnie w grudniu szukanie kolejnego najemcy. Najemcy, czyli klienta. Czy nie postąpię tak jak opisywany prywatny bank i nie poproszę potencjalnego najemcę o dokumenty potwierdzające stałe przychody związane z wykonywanym zawodem? Akurat tu będę w prawie, dysponuję własną nieruchomością, mam prawo ją wynająć komu mi się podoba i na dowolnych warunkach. Konkurs piękności mogę ogłosić, i niech wam się nie wydaje, że o coś dziwnego chodzi, to termin ekonomiczny używany przy pewnym trybie przetargów. Zrobię ostrą selekcję oferentów wzorując się opisanym banku. Banku, który najpierw mnie zirytował stygmatyzacją klientów a – po namyślę – muszą przyznać mu rację.

Jeśli macie jakieś doświadczenia i wiedzę jak to wygląda w innych bankach czy też innych krajach, prośba o posty.