Krótkie loty wielkiego regulatora
Tomasz Wróblewski 17.10.2014

Tu bezmyślność, a nie tupet zadziwia. Po kolacji u Sowy, gdzie szef Banku Centralnego przy wódeczce rozprawiał o stworzeniu z Banku Centralnego maszynki do wygrywania wyborów, wiedzieliśmy, że przyjdzie czas na inne „niezależne” instytucje. Co jak co, ale na upartyjnianie państwa, politykom nie braknie odwagi i pomysłowości. W krótkim czasie rząd wymienił szefów UOKiK-u i KNF-u na wypróbowanych urzędników partii. Tłumaczenia co do przyczyn były mgliste, ale czyny czytelne. W przypadku KNF-u prezes natychmiast przystąpi do rozmontowywania SKOK-ów.

Przez rozmontowywanie nie mam na myśli wprowadzenia jasnych reguł gry. Obowiązkowe rezerwy i gwarancje depozytów, po doświadczeniach wielkiego kryzysu, miały sens. Rzecz raczej w tworzeniu trwałych mechanizmów, które wyeliminują z rynku spółdzielcze instytucje finansowe. Ujednolicą rynek, ale też uszczuplą ofertę dla klienta.

Nie wiem, skąd byli ci eksperci i publicyści, ale wielu przepowiadało katastrofę SKOK-ów. Jasne reguły gry miały je wykończyć. W czystej wodzie, na powierzchnie miały wypływać trupy złych kredytów, nieubezpieczonych depozytów, podejrzanych transakcji, miliony oszukanych członków kas. Nic takiego się nie stało. Wyższe wymogi faktycznie pogrążyły kilka słabszych SKOK-ów. Sytuacja nie mogła być jednak aż tak tragiczna, skoro szybko znalazły się chętne banki na ich przejęcie. Zdecydowana większość SKOK-ów nie tylko przeżyła crash testy, ale okazało się nawet, że niektóre z nich mają wyższą zyskowność i rezerwy na lepszym poziomie niż kilka zagranicznych banków działających w Polsce.

Z wielkiej narracji antySKOK-owej nic nie zostało, poza może frustracją KNF-u, który zapowiadał wielkie czyszczenie, a skończyło się drobnym wietrzeniem. Kolejne interwencje nie były już tak przejrzyste. Przynajmniej z ekonomicznego punktu widzenia. Ni stąd, ni zowąd SKOK-om zakazano reklamowania swoich wysoko oprocentowanych lokat. Jak to się ma do bezpieczeństwa klientów? Trudno powiedzieć, ale na pewno może pomóc tradycyjnym bankom, których lokaty są mniej atrakcyjne, ale reklama kwitnie.

Nadzór bankowy, który przez pierwsze osiem lat swojego istnienia sporadycznie odmawiał rękojmi prezesom banków, teraz zaczął wykorzystywać swoje prerogatywy hurtowo. Raptem 12 prezesów SKOK-ów nie otrzymało rękojmi. Jeden za drugim, niezależnie od wyników finansowych. Mieliśmy kasy, które wykazywały zyski od 10 lat, spełniały wszystkie wymogi, ba nawet otrzymały skwitowanie KNF-u, ale prezesi już nie. Czy nasz system finansowy będzie dzięki temu bezpieczniejszy, czy to tylko sygnał dla SKOK-ów, że mają mianować na prezesów osoby politycznie zjadliwe dla partii rządzącej?

Nagonka trwa. KNF krok po kroku osłabia SKOK-i i przygotowuje banki do przejmowania ich klientów. Konsekwencje dla rynku trudne są dziś do przewidzenia, tak jak nikt nie przewidział kiedyś zagrożenia dla amerykańskiego rynku kapitałowego bankami tak dużymi, że rząd musiał je ratować, żeby samemu nie upaść.

Kryzysy na szczęście przychodzą i odchodzą. Gorzej z upartyjnionymi urzędami. Te na zawsze stają się łupem polityków. Po kolejnych wyborach KNF padnie łupem opozycji, tak jak po każdych wyborach padają publiczne telewizje, radia i nawet poszczególne programy publicystyczne. PiS ma dość radykalne plany, jeżeli chodzi o rozwój bankowości w Polsce. Zafascynowany Orbanem, Jarosław Kaczyński chce polonizować banki. Czytaj – nacjonalizować. Teraz będzie miał prostsze zadanie. Dostanie upartyjniony już NBP i teraz KNF. Wszystkim cieszącym się dziś z klęski SKOK-ów, radzę już pisać listy oburzenia i protesty. Za rok, za dwa, KNF już w nowych rękach, zacznie dłubać przy zyskach obcych banków i jeden po drugim odmawiać rękojmi uznanym bankierom, tak hołubionym dziś przez rządzące partie. To cena partyjniackiej krótkowzroczności.