Kto kogo zdradzał
Robert Gwiazdowski 06.05.2014

Czasami nie można nie skomentować wypowiedzi dotyczących wydarzeń, w których się uczestniczyło i uczuć, które im towarzyszyły – choć są oderwane od tego, czym się człowiek zajmuje zawodowo.

Jak się dowiedzieliśmy w stanie wojennym z fal radia „Wolna Europa” o polskim szpiegu, który przekazywał Amerykanom dane Układu Warszawskiego, czy komuś z ówczesnej opozycji przeszła przez głowę myśl „zdrajca”? Może przeszła Lechowi Wałęsie – skoro ją po latach, już jako Prezydent – wyraził. A może wtedy jeszcze nie przeszła, a dopiero później przekonali go do niej generałowie ze służb specjalnych PRL, którymi się otoczył, a którzy dziś mówią o „zdradzie” Kuklińskiego? Mnie informacja, że Polak współpracował z Amerykanami przeciwko Sowietom bardzo się spodobała.

Z zażenowaniem więc obserwuję od kilku dni festiwal ludzi, którzy trwali na posterunku komunistycznej władzy, a Kuklińskiego nazywają go „zdrajcą”. Najpierw w Radio Zet u Moniki Olejnik zrobił to generał Czempiński, potem Dukaczewski. A wczoraj u Konrada Piaseckiego w TVN niejaki Jerzy Urban. Więc przelała się we mnie czara goryczy.

Jeśli już koniecznie ktoś wprowadza do dyskusji pojęcie „zdrady” (ja bym tego nie robił i gdyby oni tego nie zrobili, to bym o tym nie pisał) zapytajmy kto kogo zdradził? Czy Kukliński „zdradził” tych, którzy trwali na posterunku w PRL-owskiej służbie? Jak uważają się za „zdradzonych” – ich prawo. A kto zdradzał Polskę? On, czy raczej oni? Nie będę próbował tego rozstrzygać bo nie czuje się uprawniony do wypowiadania w imieniu „Polski”. Ale mnie (jedną czterdziestomilionową wówczas tej Polski) to na pewno zdradzali oni.

Podobno świadomość ludzka jest plastyczna i można ją dowolnie kształtować przy pomocy propagandy. Może dlatego generał Dukaczewski twierdzi, że Kuklińskiego zwerbowali Amerykanie bo miał słabość do kobiet. Ja też mam i nie uważam, że to kompromitujące. Jakby miał słabość do młodych chłopców, to w tamtych czasach mogło być kompromitujące. Dziś oceny się zmieniają – podobnie jak w przypadku tego, kto był „zdrajcą”.

A już szczególnie rozbawił mnie były szef WSI stwierdzeniem, że „kontrwywiad PRL miał informacje o działalności Kuklińskiego, ale działania wobec niego były blokowane”! W podtekście: żaden tam as wywiadu – myśmy byli lepsi, bo wiedzieliśmy o nim doskonale. Ciekawe kto blokował generała Dukaczewskiego w zatrzymaniu pułkownika Kuklińskiego i przesłuchania go, na przykład w bazie w Kiejkutach, przy pomocy metod tam stosowanych w czasie gdy generał Dukaczewski pełnił już funkcję szefa WSI? Przecież ten, kto „blokował”, to jeszcze większy „zdrajca” od Kuklińskiego – na logikę biorąc.

W odróżnieniu od różnych „niezłomnych” nie mam pretensji, że niektórzy „ludzie służb” się po 1989 roku uwłaszczyli. Rozumiem, że była to cena za to, żebym mógł dziś pisać to, co właśnie piszę. Niektórzy twierdzą, że w 1988 roku „władza leżała na ulicy”. Ale jakoś się po nią wówczas nie schylili. Może więc warto do naszej współczesnej historii zastosować teorię Pascala. Koszt „uwłaszczenia się nomenklatury” za to, że mogę pisać, co piszę, był niczym w porównaniu do kosztu, jaki byśmy wszyscy ponieśli sięgając po władzę „leżącą na ulicy”, gdyby ona tam jednak nie leżała. Ale od tego daleka droga to przyznania „ludziom służb” prawa do wydawania ocen moralnych o postępowaniu innych.