Kupcy, producenci, restauratorzy i wy ornitolodzy, strzeżcie się. Sprawiedliwość rasowa już po was idzie
Dariusz Matuszak 28.08.2020

Zgodnie z zasadą, że nie ma takiej tandety, także intelektualnej, której byśmy z Zachodu do Polski nie importowali, także i to szaleństwo walki z wykluczeniem i rasizmem nazwami margaryny, albo lodów zostanie do nas przywleczone. I nie ma że oj tam, oj tam. Sami się Szanowni Państwo nawet na własnej skórze przekonają. Wbrew pozorom nie jest to tekst o jakichś tam mniej lub bardziej niepoprawnych mianach i nazwach. To tekst o obłędzie.

 

W postępowym świecie trwa powszechna lustracja nazw pod kątem ich rasowej poprawności. Chodzi o towary, najzwyklejsze artykuły użytku domowego i cielesnego, nawet ptactwo. Już w Biblii napisano, że na początku było słowo. I o nie teraz chodzi, bo wiadomo, że najpierw jest słowo, które rani i wyklucza, a potem jest nienawiść, faszyzm, obozy i zagłada. W niektórych przypadkach postęp dokonał już takiego postępu, że nie tylko marki/nazwy/słowa znikną i pojawią się na ich miejsce nowe miana, ale też same produkty jak choćby kremy wybielające, czy rozjaśniające skórę. Francuski gigant kosmetyczny L’Oreal zapowiedział, że przy opisywaniu swych produktów, nadawaniu im nazw etc. rezygnuje ze wszelkich odniesień do bieli, jasności, świetlistości i tym podobnych atrybutów rasistek. Kremy pozostaną, ale wedle opisów nie będą już rozjaśniać, czy wybielać tylko robić coś tam. Ale amerykańska firma Johnson&Johnson wycofuje je już całkowicie. Żadna ich maź wybielać nic już nie będzie.

Przy okazji bojów o politpoprawne upiększanie odkryto także nowy gatunek rasizmu – koloryzm. Epokowego odkrycia dokonano w Kenii, gdzie taki zwykły rasizm, dajmy na to nasz słowiański, piastowski i katolicki ze zrozumiałych względów się nie przyjął. Otóż tamtejsza konferansjerka telewizyjna, czy tam dziennikarka, niejaka Yvonne Okwara stwierdziła, że jest prześladowana za swoją nieco jaśniejszą cerę. Ta bowiem ma być oznaką większej inteligencji, więc jak powiedziała, jej szefowie wymagali, by w pracy bardziej niż jej koleżanki posługiwała się mózgiem. Ma, to niech używa, a nie tylko wdzięczy się.

Problem z miejsca stał się wszechświatowy i stąd być może ta stanowcza reakcja firm kosmetycznych, by zlikwidować kremy rozjaśniające, które są w Afryce i różnych częściach Azji bardzo popularne. Nikt tam mądrali nie będzie rżnął. Wszyscy mają być jednakowo czarni i głupi, można by wywnioskować. Tak czy owak, biel przy upiększaniu jest inkryminowana, by nie dyskryminować.

W akcje walki z rasizmem oprócz różnych bojowników włączyły się media, a zwłaszcza CNN, która zaczęła prowadzić księgę niepoprawnych powiedzeń. Chodzi o idiomy, które utrwalają „systemowy rasizm” i są wprost dziedzictwem niewolnictwa. Nie wdając się w szczegóły powiem tylko, że np. polski idiom o owijaniu w bawełnę (po angielsku to byłoby walenie dookoła krzaków) byłby uznany za rasistowski. Wiadomo: bawełna = plantacja = niewolnictwo. Powiem Państwu, że do tych debili z CNN sił już nie mam, zwłaszcza po tym jak opisali, że demolowanie miast przez Antifę i BLM ma działanie prozdrowotne. Jak bowiem bandy sobie hasają, to ludność siedzi w domu i się koronawirusem nie zarażą. Jedną historię jednak opiszę, by dać przestrogę naszym przedsiębiorcom – restauratorom, kupcom, producentom i takim innym wyzyskiwaczom.

Otóż w USA jest sieć sklepów Trader Joe’s. Przetłumaczmy to sobie na Kupca Joe, czy Kupca Józka. Nieważne. I tak internetowi bojownicy politpoprawności uznali, że jest to nazwa wielce rasistowska, a całą sprawę nagłośniła właśnie stacja i wezwała sieć do zmiany swej nazwy, bowiem petycje w tej sprawie podpisało już 5 tysięcy tropicieli rasizmu. Sieć prowadzi sklepy detaliczne i ma towary opatrzone tzw. submarkami np. Trader Jose, Trader Ming’s albo Trader Giotto’s. I o co się tutaj rozchodzi? A mianowicie o to, że Trader Joe’s jako nazwa całej sieci dominuje nad nazwami towarów, które są w niej sprzedawane np. pod nazwą Trader Ming’s, czyli np. chińskimi, lub takimi udające. A więc w oczywisty sposób mamy do czynienia z supremacją białych nad jakimiś Chińczykami, czy Latynosami.

Pod wpływem krytyki odezwała się rzecznik sieci i gorliwie zapewniła, że wszystkie towary o tych nieprawidłowych nazwach znikną z półek, a firma już pracuje nad nowymi markami. Ale, ale nie tak szybko – stój Halina. Szefostwo wydało własne oświadczenie, że żadnych zmian nazw nie będzie i tyle, bo wcale rasistowskie nie są. No to CNN dawaj swoje i opisuje, że nawet placki Ciocia Jemine z wizerunkiem murzynki na opakowaniu są wycofywane u jakiegoś tam producenta, nie mówiąc już o ryżu, czy sosach Wujka Benka – Uncle Ben’s, więc proszę mi tu natychmiast zmieniać Kupca Minga, bo taka nazwa rani, a wiadomo, że zaczyna się od słowa a potem jest wykluczenie, nienawiść rasizm, niewolnictwo.

Sprawę skomentowała pewna pani, która kiedyś należała do Partii Demokratycznej, ale zmądrzała i porzuciła ją. Napisała, że skoro CNN pod wpływem petycji 5 tysięcy osób domaga się by Trader Joe’s zmienił swą nazwę, to ona zaczyna zbierać podpisy pod własną inicjatywą. Domaga się zmiany nazwy CNN na Tona Gówna. W ciągu kilku godzin zebrała ponad tysiąc podpisów. Dalej nie śledzę, bo mi się nie chce, choć to zacna inicjatywa.

Takich przykładów są setki, jeśli nie tysiące. Właściwie mógłbym codziennie je opisywać, aż zamknęli by mnie w szpitalu dla bardzo psychicznie chorych. Sprawy dotyczą lodów, proszków do prania, sosów, pasztetów, kremów, menu w restauracjach – wszystkiego co się sprzedaje, produkuje, etc. Pewna kawiarnia we Francji musiała zrezygnować ze sprzedawania swego specjału – deseru Chińczyk. Amerykańskie Towarzystwo Scrabble wycofuje słowa z listy dozwolonych. W Hiszpanii rządowy Instytut ds. Kobiet i Równości Szans zakazuje sklepom sprzedawać tabliczki do pokojów dziecięcych. Dla chłopców były np. „Tutaj śpi pirat” a dla dziewczynek: „Komnata księżniczki”, etc. Urzędnicy wyśledzili i zabronili, bo to utrwala stereotypy płciowe i tradycyjny podział ról męskich i damskich w społeczeństwie.

Jak się to ma do naszych Kochanych Przedsiębiorców? Otóż prędzej, czy później i ich dopadnie postęp, zgodnie z zasadą, że każdą tandetę sobie z Zachodu zaimportujemy. Jeśli przedsiębiorcy zamierzają się poddać, to już dziś niech zaczynają przegląd nazw wszystkich rzeczy, które produkują, sprzedają, czy usług, które świadczą.

Wiadomo jak to będzie wyglądać. Uwagę na nieprawidłowe nazwy zwrócą internetowi bojownicy politpoprawności, jakaś chyląca się już ku upadkowi gazeta i agencje marketingowe, czy reklamowe, które zatrudniają. W nich pracują specjalni ludzie produkowani na specjalnych taśmach. Z jednej strony wchodzi surowiec, wtryskarka wstrzykuje go do matrycy i z drugiej wychodzi marketingowiec, który mówi i myśli dokładnie tak samo jak ten z numerem seryjnym o 3246 większym, albo mniejszym, w zależności od daty produkcji. Głupi są niemożebnie i niewykształceni, ale znają angielski i takie imponujące zwroty jak „credential” „mile stone”, „layout”, czy „testimonial”. Otóż pokażą oni badania, z których będzie wynikać, że Polacy są przeciwni rożnego rodzaju dyskryminacji, wykluczeniu, czy rasizmowi. Potem powiedzą powiedzmy, że taki Olej Kujawski to nie wiadomo czy kogoś nie obraża – np. Kujawian i oczywiście Kujawianek – mieszkańców i mieszkanek pięknych Kujaw. Bo olej to wiadomo: diesel – Niemcy – faszyzm – obozy – zagłada. Albo takie lody Eskimos, czy jakiekolwiek inne. Amerykańska firma Dreyer’s Grand Ice Cream to się na własnej, rozjaśnianej rasistowskimi kremami skórze przekonała, że nie ma to tamto i swoje lody Eskimo wycofała. Trzeba więc uprzedzić cios, nie czekać na gniew postępowego konsumenta i rozpocząć przygotowania do tzw. rebrandingu wszystkiego co się da.

Agencja marketingowa urządzi bulgot półmózgów zwany burzą mózgów. Najlepiej w jakimś hotelu np. w okolicach Zegrza, albo na Mazurach, czy gdzie tam. Zjadą się i wymyślą, że wymyślą prawidłową nazwę np. dla soli. Bo np. taka sól Kinga, to wiadomo święta Kinga, więc może obrażać i wykluczać ateistów, a ponadto: katolicyzm – inkwizycja – stosy. Potem przyjdzie czas na badania na tzw. grupach fokusowych. Ściągną kuzynów, szwagrów, stryjenki i kogo tam i będą się wsłuchiwać w głos ludu, czyli konsumenta. Takich sesji będzie z 5 do 8 po 2 stówki od każdego z obecnych siostrzeńców, wujków, czy szwagierek, którzy dadzą opinie. Że np. margaryna o nazwie Palmowa, to im się źle kojarzy, bo jak im się na patelni taki tłuszcz przypali, to on się robi ciemny i jest do niczego. No i wiadomo – palma – dżungla – murzyni – niewolnictwo. Więc margaryna powinna być jakaś Słoneczna, albo Wakacyjna – wróć, nie może być, bo to sugeruje, że nadaje się tylko latem, więc niech będzie Kremowa, albo Aksamitna.

Operacja rebrandingu i nadawania poprawnych nazw to bardzo kosztowna zabawa. Niemal tak jak wymyślenie i wprowadzenie na rynek nowego produktu, a czasami nawet droższa. Agencja reklamowa, która opracuje antykoncepcję, grafikę, zdjęcia, filmy, materiały promocyjne, ulotki, plakaty, kasetony, instalacje, etc. etc. Byle spot reklamowy kosztuje kilkaset tysięcy złotych. Wszystko, co odwołuje się do starej rasistowskiej marki, powędruje do kosza. Po fizycznej części roboty, którą można jakoś skalkulować przyjdą koszta niewymierne związane z promocją nowej marki. Trzeba będzie jakoś ludzi przekonywać że jakieś poprawne lody np. Gej Równiacha to dawne Eskimo. Ciocia Jemine – ta od amerykańskich placków i ciastek – liczy sobie 130 lat, więc byle jak konsumenta nie zwiedziesz. Albo taki Black Johnny Walker, czy rum Blackheart. Wszystkie muszą wylądować na śmietniku historii jako symbole kolonializmu i imperialnej polityki.

O tym jaka skala jest histerii, która ogarnęła Zachód ostatecznie przekonało mnie Amerykańskie Towarzystwo Ornitologiczne, które właśnie przeprowadza lustrację ptaków. 150 ich nazw ma być zmienionych. Są bowiem eponimami, czyli pochodzą od nazwisk ich odkrywców i przyrodników, którzy je opisali, a to byli głównie biali mężczyźni. I taka Townsend’s warbler, czyli jakaś tam lasówka, czy gajówka pochodzi od nazwiska Johna Kirka Townsenda, który jak się okazało kradł szczątki z indiańskich grobów. Był bowiem archeologiem, więc robił mniej więcej to co wszyscy ludzie jego profesji robią. Albo taka wilga, która odkrył niejaki John Audubon. Zlustrowano go i okazało się, że miał w Teksasie zbierać czaszki Meksykanów z pola bitewnego. Tak więc ta wilga, która ma nazwę od niego zostanie na coś tam przemianowana. W Towarzystwie Ornitologicznym działa teraz specjalna grupa, która robi przegląd nazw i kopie w życiorysach. W 150 wykryła różne plamy, więc najbliższy kongres ptasiego towarzystwa zajmie się zmianami.

Polsce być może to nie grozi. Nie mamy jakichś ptaków żeby był Hitler w nazwie, albo chociaż Bruner Ty Świnio. Ale i tu może się jakoś okazać, że i tak niektóre ptaszyska są podejrzane. Dajmy na to taki dudek. Bramkarz Dudek to może i jest niewinny, ale taki profesor Sławomir Dudek, to już kto wie. Albo taka Kruk co to po pijanemu po Sejmie chodziła i coś tam coś tam mamrotała. Zostawić teraz takiego kruka czy nie? Nie mówiąc już o kaczorze, czyli Jego Ekscelencji Białej Eminencji. Raczej nie podejrzewam, że kruk wziął swą nazwę od pijanej Kruk, sadzę, że akurat było odwrotnie, ale na wszelki wypadek profesor Bralczyk niech się wypowie. Niech on rozstrzyga czy zmieniamy nazwę koguta, czy nazwisko senatora Koguta. Tak czy owak, kacyk czarnogłowy nie ma prawa się ostać.

Ja sobie szydzę, ale w gruncie rzeczy wcale mi się na śmiech nie zbiera. Raczej na płacz, kiedy widzę w jakim kierunku zmierza cywilizacja. Nie mam siły pisać kolejnych akapitów o tym, jak NASA będzie zmieniać nieprawidłowe nazwy obiektów kosmicznych – takie, które mogą kogoś niby to urazić. Znika Mgławica Eskimosa i Braci Syjamskich. Nie będzie czarnych dziur, ani czarnej materii, czy galaktyk karłowatych, itd. To szaleństwo dotyka każdej dziedziny życia, każdego aspektu ludzkiej działalności, wszystkiego o czym jesteśmy w stanie pomyśleć. Lustracja nazw to tylko jeden z drobnych objawów obłędu jaki ogarnia postępowy Zachód. I to wcale nie najgorszy. Ta lustracja pokazuje tylko poziom zaawansowania szaleństwa. Oczywiście można z tym żyć podobnie jak żyć z tym, że ktoś kto zamyka wszystkie drzwi na szesnaście zamków, a wieczorami przywiązuje do kaloryfera sznurek i szarpie za niego rozpraszając promieniowanie emitowane z tajnej bazy w Radomiu. Nie chodzi o ów sznurek, ani o nazwę placków Ciotka Jemine, tylko o stan pacjenta.

Niektórzy dostrzegają w tym wszystko pojedyncze, nic nie znaczące incydenty. Ot, takie zabawy i kaprysy bogatych i znudzonych, którym z braku poważnych problemów we łbach się coś tam chwilowo pomieszało. Ja twierdzę, ze mamy do czynienia z lasem, a oni widzą tylko pojedyncze drzewa. Zmiany w sferze symbolicznej, językowej, kulturowej będą miały praktyczne skutki i przełożą się nawet na produkcję ogórków konserwowych, majonezu, pranie, szycie, sprzedaż mieszkań, jeżdżenie na wakacje – słowem wszystko, bo też wszystkiego dotyczy ten obłęd zaprowadzania politpoprawności. Tu nie chodzi o jakąś korektę w dziele ludzkim, poprawę, wyrównanie krzywd, jakąś sprawiedliwość, ale o obalenie całego porządku, czy jak kto chce ustroju.

Przedsiębiorcy od blisko 200 lat stoją z boku przyglądając się wielkim ruchom społecznym, lekceważąc niszczycielską moc ideologii tak, jakby żywioł miał ich ominąć. Nie ominie. Zawsze ich biznesy płoną. Najpierw będą gorliwie zmieniać nazwy swych sklepów i produktów, potem zatrudniać oficerów politycznych od przestrzegania w firmie wszelkich równości tak, jak to dzieje się na Zachodzie, urządzać wiece polityczne i reedukować pracowników tak jak IKEA od paździerza, sprawozdawać jakiemuś urzędowi wdrażanie postępu, tak jak we Francji, czy Hiszpanii, a na koniec patrzyć jak ich biznes pali się, albo zwyczajnie zdycha, bo nie jest w stanie nadążyć za awangardą płciowej, rasowej, społecznej, takiej, czy srakiej sprawiedliwości. Rewolucęe zrobią im nie robotnicy, chłopi – ludzie pracy, ale absolwenci politologii, socjologii, kulturoznawstwa, medioznawstwa, teatrologii, studiów genderowych, czy czego tam jeszcze. Stanie się tak, bo tak się dzieje na Zachodzie, a nie ma takiej durnoty której byśmy sobie stamtąd nie przywlekli.