Kurczą się wpływy wolnego świata
Marek Budzisz 22.11.2018

Wczoraj (21.11) podczas walnego zgromadzenia delegatów Interpolu w Dubaju odbyło się głosowanie nad kandydaturą nowego przewodniczącego tej policyjnej międzynarodówki. Został nim reprezentant Korei Południowej Kim Jong Yang pełniący obowiązki po aresztowanym w Chinach pod zarzutem korupcji poprzednim przewodniczącym Meng Hongwei. Wolny świat świętuje, bo jeszcze do wczoraj za murowanego faworyta wyborów uchodził reprezentant Rosji, z pochodzenia Ukrainiec, Aleksander Prokopczuk. W poniedziałek w oficjalnym wystąpieniu poparcia udzielił mu rzecznik Kremla Pieskow, mówiąc, że władze Rosji „trzymają kciuki” za swego kandydata. Oczywiście była to przenośnia, bo w praktyce rosyjscy dyplomaci już jakiś czas temu rozpoczęli skoordynowaną akcję pozyskiwania głosów policyjnych reprezentantów. Po co to robili, skoro Prokopczuk jest wiceprezydentem Interpolu, i zostanie na swym stanowisku jeszcze przez najbliższe 2 lata?

 

Chodzi, jak się wydaje, o blokowanie reformy tej instytucji, a precyzyjnie rzecz ujmując przeciwdziałanie polityce, uprawianej zresztą przez wiele krajów, nie tylko Rosję, ścigania przeciwników rządu przy użyciu międzynarodowych nakazów aresztowania. Prokopczuk zanim objął funkcję w centrali Interpolu w Lyonie, przez wiele lat kierował, i kierują nadal, moskiewskim biurem tej organizacji i dobrze przysłużył się obecnym władcom Rosji wydając wiele listów gończych za przeciwnikami reżimu. Tylko, że system jest tak skonstruowany, iż po zatrzymaniu ściganego na podstawie tzw. listu czerwonego lub dyfuzji (różnica między nimi polega na tym, że pierwszy jest zatwierdzony przez Interpol, a drugi wydaje kraj ścigający daną osobę i rozsyła go po świecie) ma on możliwość odwołania się do niezależnego komitetu afiliowanego przy Interpolu, który taką skargę rozpatruje i może list gończy unieważnić. Tak zrobił m.in. Bill Browder, znienawidzony na Kremlu, bo przyczynił się do wydania tzw. ustawy Magnickiego i objęcia sankcjami wielu kremlowskich oficjeli. Na początku roku został on na podstawie międzynarodowego listu gończego wydanego w Moskwie zatrzymany w Hiszpanii, ale po rozpatrzenia zażalenia jego prawników nakaz ścigania został unieważniony. Tym nie mniej problem jest od wielu lat aktualny. Przede wszystkim dlatego, że lawinowo rośnie liczba międzynarodowych nakazów ścigania – tzw. red alert wydano w 2000 roku 1077, u ubiegłym ponad 13 tysięcy, liczba dyfuzji wzrosła z 5 333 na początku wieku do ponad 50 tys. obecnie. Nagminnym stało się wykorzystywanie tego narzędzia do ścigania przeciwników politycznych. To skłoniło poprzednie władze Interpolu do rozpoczęcia prac przygotowujących reformę. Przygotowania do niej szły dość żwawo, kiedy funkcje przewodniczącego sprawowała reprezentantka francuskiej policji, ale znacznie zwolniły, kiedy jej miejsce zajął Chińczyk. Wydaje się, że kandydatura Prokopczuka wysunięta i forsowana była przez Moskwę właśnie z tego powodu – aby zablokować, niepożądane z perspektywy Kremla zmiany.

Na szczęście odpowiednio wcześnie całą sprawę dostrzeżono na Litwie i na Ukrainie. Parlament Litwy podjął nawet stosowną uchwałę, zaś ukraiński minister spraw wewnętrznych Awakow powiedział, że wybór Rosjanina na tę funkcję może spowodować wyjście Kijowa z organizacji. Z podobnymi ostrzeżeniami wystąpili też Litwini. Kijów był w dość niezręcznej sytuacji, bo młodszy brat Prokopczuka Igor jest ukraińskim dyplomatą, reprezentującym swój kraj w OBWE. Nie ma zresztą żadnych wątpliwości co do jego lojalności. Zaraz po tym krytyczne wobec kandydatury Rosjanina stanowisko zajęli minister spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii, mówiąc, że wybór rosyjskiego delegata można byłoby porównać do postawienia lisa na czele kurnika, oraz amerykańscy kongresmani. Z protestami występowali też przedstawiciele rosyjskiej emigracji politycznej. Nie znalazłem wypowiedzi z polskiego MSW, ani tym bardziej nie odnotowałem aby nasi parlamentarzyści zainteresowali się tą sprawą. A szkoda. Jednak zaalarmowani przedstawiciele Zachodu doprowadzili ostatecznie do zablokowania kandydatury Rosjanina. W trzecim głosowaniu Koreańczyk uzyskał 101 głosów, a Rosjanin 61. I ta ostatnia liczba wzbudza moje gorzkie refleksje. To co nam Polakom wydaje się oczywiste, a w obliczu postępowania władz Rosji niezbędne, dla reprezentantów 61 krajów na świecie już tak oczywiste nie jest. Jednym słowem choć nadal przeważają, to kurczą się wpływy wolnego świata.