Lasy płacą na kampanię premiera
Mariusz Staniszewski 05.05.2014

Zawsze okazuje się, że jak polityk sięga po nowe źródło pieniędzy i obiecuje przeznaczyć je na inwestycje, to prędzej czy później i tak sfinansuje nimi kampanię wyborczą. Pamiętacie państwo, co mówił Donald Tusk, gdy sięgał po kasę zgromadzoną na koncie Lasów Państwowych? Zapewniał, że środki te są potrzebne na rozwój. W tym przypadku na budowę – skądinąd bardzo potrzebnych – dróg lokalnych. I co się z tymi pieniędzmi dzieje? Premier próbuje kupić nimi spokój, czyli przeznacza je na dodatki dla rodziców opiekujących się niepełnosprawnymi dziećmi.
To, że roszczenia protestujących w Sejmie, zdesperowanych rodziców są słuszne, to oczywiste. Można dyskutować co do wysokości świadczenia, ale to inna sprawa. Zajmijmy się jednak czymś innym – odpowiedzialnością najważniejszego polityka w kraju.
Obiecuje rodzicom podniesienie świadczenia. Słowa nie dotrzymuje. Sfrustrowani i ignorowani ludzie przyjeżdżają do Sejmu i rozkładają swoje małe miasteczko w holu. Nie ma bardziej wzruszającego obrazka w telewizji niż zapłakana matka trzymająca na rękach niepełnosprawne dziecko. Słupki poparcia premiera lecą więc w dół. Tusk na gwałt szuka więc pieniędzy. Zabiera je z kupki przeznaczonej na drogi. Ta kupka powstała, bo dobrał się wcześnie do kont dobrze zarządzanej firmy, jaką są Lasy Państwowe. W ten sposób popsuł już tę firmę, bo dał jej sygnał, że nie opłaca się oszczędzać pieniędzy. Lepiej wydać je na nagrody, limuzyny i imprezy integracyjne. Bo przecież oszczędzanie i tak skończy się skokiem na kasę.
Ale idźmy dalej. Nie powstaną drogi, więc małe ośrodki nie mają szansy na rozwój, a firmy budowalne nie zatrudnią pracowników. Ale za to kolejne grupy zobaczyły, że przed wyborami premiera można urabiać jak plastelinę, więc też przymierzają się do protestów. Aby kupić spokój szef rządu pewnie zrezygnuje z kolejnych inwestycji. Spirala bezsensu się nakręca.
Winne temu nie są matki niepełnosprawnych dzieci, ale premier, który robi wszystko, by unikać niepopularnych decyzji. Brak cięć w administracji, reform systemu pomocy socjalnej czy emerytur rolniczych powoduje, że dla kogoś pieniędzy musiało zabraknąć. Padło na opiekunów niepełnosprawnych. Nikt nie spodziewał się jednak, że będą protestować tak gwałtownie i do tego w czasie kampanii wyborczej. Teraz na reformy jest za późno, więc spokój w kampanii trzeba kupować. Na przykład pieniędzmi z Lasów Państwowych.