Lekarz i laweciarz
Jerzy Wysocki 06.01.2015

O co chodzi w sporze lekarzy z rządem? O co zabiegają strony konfliktu i kto ma rację? Chyba nie bardzo wiadomo bo za zwyczaj bardzo elokwentni publicyści i politycy tym razem wygłaszają banały o potrzebie dialogu i konsensusu przykrywając tym niemoc zgłębienia tematu. Dobro pacjenta odmieniane jest przez wszystkie przypadki a w telewizyjnym studiu pojawiają się etycy czyli filozofowie. A więc specjaliści od gmatwania spraw i poszukiwania odpowiedzi, nie zaś od ich znajdowania.

Pewnie jak zwykle chodzi o pieniądze. W imię dobra pacjenta lekarze chcą więcej zarabiać i mniej pracować. Cele rządu są odmienne: wielokrotnie deklarowane skrócenie kolejek do lekarza i usług medycznych oraz uszczelnienie systemy finansowania służby zdrowia, z czego niewiele wynika. Prawdopodobnie, w wyniku kolejnych reform, powstał system najgorszy z możliwych, bo tak skomplikowany i zbiurokratyzowany że już się w tym połapać nie można.
Państwowe działa gorzej, mniej efektywnie niż prywatne – to już banał. Jednak widać, że coś może działać gorzej niż państwowe. To stworzony przez państwo sztuczny twór, gdzie na siłę próbuje się narzucić pseudorynkowe reguły, z lekarzy robić przedsiębiorców, by na końcu odwoływać się do etycznych powinności z przysięgi Hipokratesa. Absurd więc idźmy dalej.

Czym różni się pacjent od samochodu. Wbrew pozorom to podobne urządzenia; psują się, wymagają naprawy, ulegają wypadkom, potrzebują części zamiennych by zakończyć egzystencje, gdy ich lekarze są już bezsilni. Etykom odradzam dalszą część tekstu.
Co się dziej jak samochód ulegnie groźnemu wypadkowi? Na miejscu zjawia się policja  i niemal natychmiast… laweta (bo mają cynk od drogówki lub nasłuchują radiostacji). Laweciarz wie co ma robić, zaproponuje warsztat, transport gratis. Po jakimś czasie telefon z warsztatu: auto jak nowe, naprawa bezgotówkowa, sami rozliczymy się z ubezpieczycielem. Proste? A jak ktoś nie ubezpieczy auta? No trudno. Oszczędził na składce, zaryzykował, zapłaci. A jak nie ma z czego? To są banki i kredyty.

Bezduszne i prymitywne wynurzenia ignoranta. Tak, w socjalistycznej Europie nawet nie wypada tak myśleć. To przypomnijmy jak to było za oceanem. Dopiero Obama wprowadził obowiązek wykupienia przez każdego obywatela USA ubezpieczenia medycznego. Sprawa rozbiła się o Sąd Najwyższy, gdyż pojawiły się wątpliwości czy to zgodne z Konstytucją. Republikanie argumentowali, że państwo nie może zmuszać do zakupu konkretnego produktu lub usługi. Do sądu ustawę zaskarżyło 28 stanów a rozkład głosów poparcia wśród amerykanów wynosił 39 do 54 za ubezpieczeniem dobrowolnym. Obamacare będzie jednym z głównych tematów kampanii prezydenckiej. U nas debata też trwa, tylko nie wiadomo o czym.