LGBTQ + lewicowa ekstrema = Transgenderyzm
Tomasz Wróblewski 18.03.2019

To nie związki partnerskie wywołują napięcia społeczne, ale lewicowa agresja i upolitycznienie ruchu LGBTQ+ . 

 

Odsetek osób akceptujących w Polsce związki partnerskie osób tej samej płci systematycznie rośnie. Przekroczył już 56 proc. społeczeństwa. Przeciwników związków wciąż jest więcej niż w Europie Zachodniej czy w Stanach Zjednoczonych. Ale różnica nie jest powalająca. W 20 krajach UE, gdzie małżeństwa homoseksualne wciąż nie są legalne, odsetek przeciwników oscyluje między 19 a 50 proc. W Stanach Zjednoczonych przeciwnicy stanowią 28 proc. Przy czym w USA, po raz pierwszy liczba ta wzrosła do poziomu sprzed legalizacji związków w 2015 roku. 

Obrońcy ruchu LGBTQ+ i media głównego nurtu tłumaczą to sobie narastającym nacjonalizmem, trumpizmem, faszyzmem, etc. W Polsce lewica głosi, że źródłem nietolerancji dla LGBTQ+ jest wyłącznie Jarosław Kaczyński. Gdyby nie zaczął straszyć pedofilią, to książeczka WHO i wpisy o masturbacji nikogo by nie poruszyły. 

To prawda, że Kościół i PiS obnoszą się ze swoja niechęcią do ruchu LGBTQ+, ale nigdy nie było im razem po drodze. Mimo to tolerancja dla związków gayowskich systematycznie rosła. Przez lata obserwowałem jak znajomi konserwatyści stopniowo dochodzili do przekonania, że wolnościowa idea „żyj i daj żyć innym” w równym stopniu powinna odnosić się do hetero co homoseksualistów. Mimo całej zajadłości i polaryzacji życia politycznego w Polsce, kwestia związków partnerskich nigdy nie stała się płaszczyzną walki politycznej. Robert Biedroń został prezydentem Słupska, założył nową partię. Wielu usiłuje iść w jego ślady i to też nie stało się osią żadnego poważnego sporu. Częściej zarzucano mu skrajnie lewicowy program socjalny, niż na jego osobiste relacje. Choć on sam, gdzie mógł, starał się grać tą kartą

To, czego bijący na alarm i oskarżający prawicę o szerzenie nietolerancji nie mówią dziś głośno, to, że związki partnerskie nie stanowią już żadnego problemu w Polsce. Oswoiliśmy się. Bywa, że mieszkamy obok siebie. Znamy się z pracy, chodzimy razem na wódkę. To, co budzi społeczny sprzeciw to ideologia transgenderyzmu, a nie związków partnerskich. Ideologia, która wykracza daleko poza uznanie godności, człowieczeństwa i obywatelskiej równości każdego Polaka. Wykracza poza ramy szacunku dla każdego niezależnie od płci, męskości, kobiecości i heteroseksualności. 

Transgenderyzm – nowy lewicowy ruch biorący w opiekę środowisko LGBTQ+ wytacza swoją tradycyjną artylerię nienawiści i ostracyzmu wobec wszystkich inaczej myślących. Jeżeli nie wierzysz w niebinarną płeć to jesteś bigotem. Jeśli uważasz, że dziecko najlepiej wychowuje się w pełnej rodzinie z matką i ojcem, to znaczy, że nienawidzisz alternatywnych rodzin. Jeśli uważasz, że chłopiec z dysfunkcją płci nie powinien być traktowany jako dziewczynka, to jesteś obłudny. Jeśli uważasz, że mężczyzna powinien korzystać z toalety dla mężczyzn, niezależnie od płci, jesteś bezlitosny. Jeśli uważasz, że rodzice mają prawo iść z dzieckiem do psychologa bo zobaczyli u niego pociąg do osób tej samej płci, to jesteś złym ojcem czy matką. Jeśli uważasz, że związek homoseksualny to grzech, to jesteś hipokrytą. Jeżeli nie podoba ci się nauczanie w szkole o masturbacji i alternatywnych rodzinach, to stanowisz zagrożenie dla dziecka. Jeżeli oburzasz się na prezydenta miasta, który w twoim imieniu podpisał kartę LGBTQ, to jesteś kabotynem i nienawistnikiem. Musisz zgodzić się z każdym akapitem, z każdym wymysłem ideologów LGBTQ, albo jesteś gorszym człowiekiem. 

To, co przez ostatnie 10-20 lat stopniowo zmieniało nastawienie Polaków do gejów i lesbijek, to nie krzyk, oskarżenia i polaryzacja społeczna, ale otwartość na dyskusje, wychodzenie z magicznej szafy i udowadnianie wszystkim wokoło, że niezależnie od preferencji seksualnych możemy razem tworzyć jeden naród. Każdy ze swoimi marzeniami i własnym rozumieniem szczęścia znajdzie tu dla siebie miejsce. Oczywiście pod warunkiem, że swoich wierzeń nie będzie forsował i narzucał innym.

Bezrefleksyjne podpisanie karty LBGTQ+ czy polityczne deklaracje adopcji dzieci przez gejów, po których nastąpił atak na wszystkich zaskoczonych i wątpiących, że są jedną pisowską bandą Kaczyńskiego, zmroziło miliony Polaków. W tym sporo tych, którzy stanowią dziś te 56 proc akceptujących związki jednopłciowe. 

Jeśli ruch na rzecz równości i tolerancji dalej będzie szedł drogą transgenderyzmu, lewicowej ekstremy, prowokacji, konfrontacji, pomówień i polaryzacji, to szybko przekształci się w bojownika, z góry przegranej wojny LGBTQ. I wtedy boleśnie przekona się, że ich problem jest znacznie większy niż Jarosław Kaczyński.