Liberalizm w czasach pandemii
Jerzy Wysocki 30.03.2020

To chyba jakiś rządowy „przekaz dnia”, bo dopada mnie w social media, gdzie tylko kliknę. Występuje jak wirus w zmutowanych wersjach, przytoczę ostatnio przeczytanego, a którego autorem jest właśnie facet sympatyzujący z rządzącą formacją, kiedyś bliski współpracownik prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a obecnie wybitny spec w dziedzinie public relations. Marcin Rosołowski się nazywa, wielu z was go zna lub kojarzy. My, znamy się jak łyse konie, przy czym to ja jestem łysy, a on masywnej, koniowatej postury.

 

Otóż Marcin pisze: Paradoksem jest, że ci z antypis, którzy do niedawna pomstowali na rozdawnictwo, teraz domagają się mega rozdawnictwa. Lewica jest przynajmniej konsekwentna.

Otóż antypis krytykujący rozdawnictwo, to zjawisko marginalne i politycznie wręcz nieistniejące. Przypominam, że to Platforma Obywatelska wnosiła o 500 plus, także na pierwsze dziecko, lecz w swej nieudolności zapomniała owego postulatu nagłośnić. Nieznane mi są żadne wypowiedzi przedstawicieli poważnej opozycji podważające ten projekt socjalny. Znane jest mi kilkanaście tekstów krytycznych, które sam napisałem. A że wiosłuję pod prąd, to już od dawna dobrze wiecie. Gdybym miał aspiracje polityczne, to pisałbym w drugą stronę, gdyż z liberalnymi poglądami gospodarczymi, to już od dawna w politykę nie ma po co wchodzić. Prawie całą scenę zajęli socjaliści, których dzielą zupełnie inne kwestie, niż te socjalne.

PiS rozdawał więc pieniądze, gdyż jest po prostu formacją socjalistyczną w sprawach społeczno-gospodarczych. Dzięki temu rozdawnictwu zyskiwał przychylność wyborców i odnosił sukcesy w kolejnych wyborach. Rząd miał co rozdawać, bo – trzeba przyznać – uszczelnił VAT, ale głównie gospodarkę pchała do przodu konsumpcja wewnętrzna i światowa koniunktura. Ten szczęśliwy zbieg okoliczności pozwolił nawet na skonstruowanie zrównoważonego budżetu, co prawda tylko na papierze, ale innym nawet to się nie udawało.

Oczywiście pojawiały się głosy ze strony wolnorynkowych think tanków i liberalnych publicystów, że to rozdawnictwo jest na krótką metę. Uprzedzano, że okres koniunktury niedługo się skończy i nie będzie czego rozdawać. Wielokrotnie pisałem, że jak już rozdawać, to potrzebującym, a nie każdemu, na masową skalę, bezmyślnie. Rozdawać ubogim nie z własnej winy, a nie wpychać zamożnym kasę na kolejne krawaty i butelki szampana.

Jak postępują rozsądni ludzie, myślący o przyszłości własnej i swojej rodziny? Robią oszczędności, odkładają na „czarną godzinę”. W rządzie zabrakło rozsądnych ludzi, a ta „czarna godzina” właśnie nadeszła i to w pandemicznym wymiarze. Co więcej przysłowiowa „czarna godzina” trwać może latami, i nikt dziś nie wie jaki świat zastaniemy.

Czy liberał, krytykujący rząd za rozdawnictwo ma teraz moralne prawo domagać się mega rozdawnictwa? Marcin Rosołowski jakby to kwestionuje, czy wręcz chce ośmieszyć. Nie masz racji Marcinie. Powiem przewrotnie i złośliwie: to wyborcy PiS nie mają moralnego prawa dopominać się o socjalne świadczenia zawarte w tekturowej tarczy antykryzysowej. Przecież wybrali 500 plus, 13, 14 emeryturę, czekają na płacę minimalną wyższą w wielu województwach od średniej krajowej. Inna sprawa, że nie mieli zbyt szerokiego wyboru. Partia, której program zakładałby znaczące ograniczenie transferów socjalnych, zaliczyłaby w wyborach wynik liczony w promilach.

Liberał ma prawo dopominać się od państwa rekompensaty za utracone korzyści. Utracone w wyniku tegoż państwa decyzji. Nie krytykuję tych decyzji, wiadomo co nas spotkało, i nie wiadomo co jeszcze nadejdzie. Ale to nie restaurator zamknął knajpę, tylko państwo nakazało zamknięcie. To nie biura podróży odwołały wycieczki, ale państwo uziemiło samoloty, mój trener od tenisa chce trenować i zarabiać, ale korty zamknięte.

Oczywiście wirus dopadł nas w dobrej kondycji, można spokojnie zwiększać deficyt. Nie mam żadnych skrupułów, aby o to apelować. Tak, to dodatkowe zadłużanie państwa, ale państwo to przecież my. To my nie oszczędzaliśmy na „czarną godzinę”, więc co nam pozostaje?