Liberalizm w czasie zarazy
Robert Gwiazdowski 19.03.2020

W czasie zarazy niektórzy roznoszą wirusa. Wirusa socjalizmu. Zewsząd słychać, że pandemia pokazuje jak bardzo jest nam potrzebne państwo.

 

Zapytam więc przewrotnie: czego liberalne państwo (w klasycznym znaczeniu) nie mogłoby zrobić, co zrobiło nasze państwo „opiekuńcze” w ciągu ostatnich dni? Szkół by nie mogło zamknąć? Mogłoby! Centrów handlowych nie mogłoby zamknąć? Mogłoby! Granic nie mogłoby zamknąć? Mogłoby! A jakby Orlen był prywatny nie przestawiłby produkcji płynu do spryskiwaczy z zawartością etanolu przy spadającym popycie na płyn do spryskiwaczy w związku z ograniczeniem ruchu, na produkcję samego etanolu przy rosnącym na niego popycie i przy wyższej do osiągnięcia marży niż za płyn do spryskiwaczy? Przestawiłby! A czy Ryanair, albo Wizzair nie przeprowadziłyby operacji „lotdodomu” w tej cenie biletów, której zażądał należący do państwa LOT? No może rzeczywiście by tego nie zrobiły bo im by było głupio uprawiać takie zdzierstwo!

Pominąłem jakieś dokonanie „państwa opiekuńczego”, którego nie mogłoby wprowadzić państwo liberalne?

Więc teraz spójrzmy, co wcześniej robiło to państwo opiekuńcze i jak się przygotowało do epidemii. To państwo, które – przypomnę po raz „n-ty” statystycznemu zatrudnionemu odbiera bezpośrednio (PIT i składki) oraz pośrednio (VAT i inne podatki – jak akcyza oraz cła i opłaty, które są w cenie netto) 60% tego ile pracodawca płaci za jego pracę! (słownie: sześćdziesiąt)!

Mamy za mało lekarzy, za mało pielęgniarek, za mało sprzętu medycznego. Przecież to są skutki działania państwa. To państwo zastopowało napływ do Polski ukraińskich pielęgniarek. To państwo wyznaczyło limity przyjęć na studia medyczne. To państwo wyznaczyło limity zatrudnienia rezydentów w szpitalach. To państwo ustaliło wynagrodzenia personelu medycznego. To państwo nie pozwala na współpłacenie przez pacjentów, które poprawiłoby sytuację w służbie zdrowia. A przecież zgodnie z art. 68 ust. 2 Konstytucji władze publiczne zapewniają obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Świadczeń opieki zdrowotnej. Wyżywienie w szpitalu to nie „opieka zdrowotna”. Obywatel w domu też by musiał jeść. To państwo nie pozwala na stworzenie komplementarnych ubezpieczeń zdrowotnych.

Że składki na ubezpieczenie zdrowotne są za niskie i państwu nie starcza pieniędzy? Czy 9% wynagrodzenia pracownika to naprawdę mało? To ile miałoby być, pamiętając, że płci się jeszcze składki na ubezpieczenie emerytalne (9,72% + pracodawca 9,72%), rentowe (1,5% + pracodawca 6,5%) i chorobowe (2,45%)? Może rząd jakoś źle wydaje pieniądze, które nam zabiera? Kiedyś do prywatnej kliniki kupiliśmy taki sam sprzęt medyczny od tego samego producenta za połowę(!!!) ceny, którą zapłacił trzy miesiące wcześniej państwowy szpital. I nie sądzę, że ktoś „wziął w łapę”. Nie było ani skłonności ani umiejętności prowadzenia negocjacji. Ani żadnej zachęty do ich prowadzenia – bo przecież wydawali nie swoje.

Gdy w połowie lutego w Lombardii pojawiło się ognisko epidemii w Polsce trwały ferie. Tysiące osób było na nartach w Livigno, które leży w Lombardii. Po ich zakończeniu – w poniedziałek 24 lutego – Premier opiekuńczego państwa ogłosił, że „będą kontrole na granicach”. Ale ludzie z ferii wracali w sobotę i w niedzielę. Niektórzy, jak się dowiedzieli o wirusie, chcieli sami zrobić sobie testy. Ale Minister Zdrowia w opiekuńczym państwie oświadczył we wtorek 25 lutego, że „nie ma zgody na komercyjne badania na koronawirusa”. Ile z tych osób rozsiewało zarazę przez następne dni o tym nie wiedząc? W imię sprawiedliwości społecznej – żeby wszyscy byli „równi”?

Już po zamknięciu granic „państwo opiekuńcze” pochwaliło się w social mediach, że ta sprawna akcja była możliwa dzięki współpracy MON i MSW. Minister Obrony powołał „zespół, którego zadaniem jest koordynacja działań Wojska z innymi służbami”. Państwo liberalne nie mogłoby się w czasie kryzysu pochwalić takimi „osiągnięciami” bo współpraca ministerstw byłaby oczywistością i bez kryzysu. A jak już rząd państwa opiekuńczego wysłał państwowy LOT po obywateli chcących wrócić do domu, którzy zapłacili odpowiednio dużo za bilet, to państwo opiekuńcze na lotnisku zapakowało wszystkich do autobusów, w których się cisnęli jeden na drugim – więc jak któryś nie była zarażony to teraz pewnie już jest.

Powiedzą niektórzy, że to ten konkretnie rząd jest zły i wystarczy odsunąć go od władzy? To co inne rządy wcześniej zrobiły dla polepszenia sytuacji? Ograniczenia dla ukraińskich pielęgniarek wprowadził rząd AWS/UW. Kasy Chorych wprowadzone przez rząd AWS/UW zlikwidował rząd SLD. Ograniczenia naboru na studia medyczne nasilał rząd PO. Nie ma niewinnych. Nowy rząd SLD razem z Razem i Wiosną coś zrobi? Co? I jak to sfinansuje? Czy może rząd PO tym razem coś zrobi? Gdy w 2009 roku rząd nie kupił istniejącej szczepionki przeciwko H1N1v bo nie miał na nią pieniędzy, szczęśliwie do wielkiej epidemii nie doszło, ale z powodu chorób układu oddechowego i krążenia, a więc typowych powikłań pogrypowych, zmarło o ponad 6 tys. osób więcej niż rok wcześniej! Na szczęście tylko 6 tys. i w dłuższym czasie – więc się krzywa „wypłaszczyła”.

To nie jest kwestia tego lub innego rządu. To jest kwestia socjalistycznego państwa, chcącego realizować zbyt dużo różnych niepotrzebnych funkcji, w konsekwencji czego nie potrafi ono dobrze realizować żadnej z nich – zwłaszcza tych, które realizować powinno!

Tylko liberalizm ma ofertę dla coraz bardziej zniewolonych mas. Tak samo jak w XVIII wieku.

Liberalne państwo ma się zajmować ochroną wspólnoty przed wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym – czyli prowadzić politykę zagraniczną i obronną oraz ścigać i karać przestępców. Ma też bronić wspólnoty przed wirusami – czyli zorganizować system opieki medycznej. Żeby on dobrze funkcjonował państwo nie musi być właścicielem szpitali, prześcieradeł na szpitalnych łóżkach, skalpeli, którymi kroi się pacjentów, ani igieł i nici, którymi ich się zszywa, ani tym bardziej pracodawcą lekarzy którzy ich diagnozują, kroją i zszywają. Państwo może być dla swoich obywateli ubezpieczycielem. Pieniądze od państwowego ubezpieczyciela wędrują za pacjentem do prywatnych świadczeniodawców. Szpitale mogą być prywatne. A udzielając zezwolenia na prowadzenie prywatnego szpitala, w którym za publiczne pieniądze będą leczeni obywatele, państwo może określić warunki na jakich jest on zobowiązany wziąć na siebie jakie obowiązki – na przykład w przypadku ogłoszenia przez państwo stanu epidemii. Mało tego – w czasie pandemii państwo może taki szpital bezceremonialnie zająć. No chyba, że akurat w opiekuńczym państwie zbliżają się wybory więc żaden stan nadzwyczajny nie może zostać ogłoszony.

To jest naprawdę dużo prostsze niż prowadzenie szpitala. Tak samo jak prostsze jest pobieranie podatków od przedsiębiorcy produkującego maseczki ochronne niż produkcja maseczek ochronnych.

Dziś to „prywaciarze” – czyli fundament państwa liberalnego – robią rzeczy, z którymi nie uporało się państwo opiekuńcze. Restauratorzy dostarczają do szpitali posiłki dla personelu. A „państwo” w osobie jednego z wicewojewodów grozi im karami za „korupcję”. Firmy kosmetyczne przekazują szpitalom swoje zapasy maseczek. Firma produkująca sprzęt sportowy – gogle na oczy.

Nie mogą niestety „prywaciarze” rzucić więcej etanolu na rynek z uwagi na restrykcyjne przepisy. Skąd się wzięły te restrykcje? Bo państwo opiekuńcze ściąga wysoką akcyzę od produkcji alkoholi więc dba o to aby nikt nie produkował go bez akcyzy. To państwowy monopolista ORLEN w jakimś nadzwyczajnym trybie otrzymał zgodę od państwa – czym się przecież oficjalnie pochwalił – na zastosowanie w produkcji preparatu odkażającego innych składników niż przewiduje norma. A cenę podyktował jak najbardziej rynkową.

W tym kontekście przezabawne są też narzekania na przedsiębiorców podnoszących ceny. Domaganie się kontroli cen w przypadku rosnącego popytu ze względu na epidemię przypomina negowanie skuteczności szczepionek. Podwyżki zniechęcają ludzi do robienia zapasów a producentów zachęcają do zwiększenia podaży. SHARP przerobił właśnie fabrykę telewizorów i produkuje w niej maseczki. Z chciwości dla dobra ludzkości. Wydanie im nakazu produkcji maseczek nie byłoby tak skuteczne. Ale warunek jest jeden: państwo nie może restrykcyjnie regulować rynku, a z restrykcji zwalniać tylko niektórych – jak w przypadku ORLEN-u (nawet jakby nie był on państwowy).

No i państwo liberalne nie miałoby problemu z uruchomieniem w czasie pandemii ekstra środków finansowych z obawy o nadmierny deficyt – bo by nie miało deficytu! Niemcy co prawda zbyt liberalne nie są, ale ich ostrożność w wydawaniu pieniędzy przez minione 10 lat – tak krytykowana przez niektórych ekonomistów i analityków – pozwoliła im ogłosić teraz program wsparcia gospodarki kwotą 550 mld euro.

Co by liberalne państwo jeszcze zrobiło:

  • Przede wszystkim ogłosiłoby stan wyjątkowy – bez względu na to, jak by to się przekładało na szanse kandydatów w wyborach prezydenckich.
  • Nie wydałoby rozporządzenia o możliwości wyprowadzenia wojska na ulicę bez ogłoszenia stanu wyjątkowego – jak to zrobiło „państwo opiekuńcze”.
  • W okresie trwania stanu wyjątkowego:
    • odroczyłoby obowiązek składnia deklaracji podatkowych,
    • zaniechałoby poboru podatków i składek ubezpieczeniowych od mikrofirm i pracowników najemnych,
    • zawiesiłoby bieg terminów we wszystkich postępowaniach sądowych i administracyjnych,
    • zwolniłoby obywateli z opłat za usługi komunalne oraz za dostawy commodities (z przedsiębiorstwami je dostarczającymi rozliczyłoby się państwo),
    • zawiesiłoby płatności rat kredytowych mikrofirm i osób fizycznych (nie tylko rat kapitałowych ale także odsetkowych bo inaczej to banki jeszcze więcej per saldo na koniec zarobią) – bankom płynności dostarczyłby NBP,
    • wypłacałoby zasiłki wszystkim pracownikom, których pracodawcy zostali przez państwo zmuszeni do zaprzestania prowadzenia działalności gospodarczej i trochę niższe (75%) tym, których firmy musiały de facto zaniechać działalności gospodarczej – w państwie liberalnym nie byłoby różnic między umowami zawartymi na podstawie przepisów kodeksu pracy i kodeksu cywilnego, bo by nie było kodeksu pracy.

Reasumując: To „wolność jest najlepszą, najtańszą i najskuteczniejszą sztuką rządzenia i gospodarowania” – jak pisał Ferdynand Zweig.

No i jeszcze na koniec:

Tak się składa, że w tym samym czasie gdy wszyscy socjaliści wspólnie grzmią na liberalizm, narodowi socjaliści grzmią dodatkowo na Unię Europejską (że nic nie robi z wirusem, a w sądownictwo to się wtrąca) ateistyczni socjaliści grzmią na Kościół (że msze chce odprawiać i ludzi zarażać), a panowie podpierający w szkołach na WF ściany grzmią na piłkarzy (że niesprawiedliwie dużo zarabiali w porównaniu z lekarzami). I tak się składa, że te msze (których odprawiania państwo liberalne mogłoby zakazać równie łatwo jak państwo socjalistyczno-ateistyczne) najbardziej przeszkadzają – sądząc po profilach w mediach społecznościowych – przeciwnikom samochodów i zwolennikom komunikacji miejskiej. Bo pewnie w socjalistycznym tramwaju to się wirus nie rozprzestrzenia – w odróżnieniu od katolickiej mszy.

Więc muszę po raz kolejny przypomnieć co pisał Ludwig von Mises o tym, dlaczego niektórym nie podoba się życie takie, jakim ono jest. Uważają oni, że zasługują na więcej niż otrzymują. Społeczeństwo nie spełnia ich oczekiwań. Każdy dzień przynosi takiemu „zarozumialcowi” kolejne rozczarowania. W ich efekcie ucieka on w marzenia o świecie, w którym liczy się tylko jego własna wola. W tym sekretnym świecie neurotyk staje się dyktatorem. W swoim umyśle uzurpuje sobie prawo bycia władcą absolutnym i decydowania o wyborach innych ludzi. Psychiatrzy określiliby jego stan jako megalomanię. Oczywiście w państwie liberalnym wola takiego neurotyka nie ma szans na realizację. Stąd jego poparcie dla państwa – dyktatora, które zrealizować ma jego neurotyczne marzenia o świecie ułożonym według jego własnego planu. Opozycja wobec wolnego rynku nie jest więc rezultatem rozumowania, ale patologicznego nastawienia umysłowego – urazy i neurotycznego zaburzenia, które można nazwać kompleksem Fouriera. Zwolennicy interwencjonizmu to ludzie, którym się nie powiodło w świecie konkurencji wolnorynkowej, tak, jakby sobie tego życzyli. Uciekają więc do zbawczego kłamstwa interwencjonizmu, które pociesza ich za przeszłe niepowodzenia i tworzy iluzje przyszłych sukcesów. Dzięki niemu znajdują uzasadnienie swoich niepowodzeń, za które mogą obwinić niedoskonałe społeczeństwo. „Neurotyk nie odstępuje więc od swojego zbawczego kłamstwa i kiedy musi wybierać między nim i logiką, woli poświęcić logikę.”