Licytacja rozpoczęta, czyli PiS plus Grzegorza Schetyny
Jerzy Wysocki 15.07.2019

To się nazywa technologia polityczna, czyli sztuka wygrywania wyborów. Kto lepiej ją zastosuje, dotrze do większej liczby wyborców i osiągnie procentowo wyższy wynik. Kto popełni błędy przegrywa, a nawet wylatuje z politycznego boiska. Gdy w telewizyjnych studiach politycy mówią coś o aksjologii i ideach, to znaczy że mówią. Na czas wyborów wszelkie idee są zawieszane, wkracza polityczna technologia poprzedzona precyzyjnymi badaniami i opracowaniem narzędzi dotarcia do precyzyjnie opisanych grup wyborców.

 

PO czy szerzej Koalicja Obywatelska do tej pory w kwestii socjalnego rozdawnictwa strasznie kręciła. Od krytyki bezmyślnych transferów zwiększających tylko dług publiczny po hasło: „Nic co dane nie będzie odebrane”. To kluczenie okazało się ślepą uliczką, jedną z przyczyn porażki w europejskich wyborach. Gołym okiem widać, że wyborcy pokochali socjalne prezenty i tych, którzy im je wręczają. Jak małe dzieci wierzące w świętego Mikołaja. Z badań przeprowadzonych przez panel badawczy Ariadna wynika, że tylko 29 procent obywateli uważa, iż główne źródło pieniędzy na wypłaty w ramach programu 500 plus pochodzi z podatków, które sami płacą. Pozostali uważają, że to kasa z podatków innych ludzi, od firm, czy wręcz z pieniędzy rządowych.

Startując z kampanią wyborczą Schetyna musiał przemyśleć sprawę. Godna pochwały powściągliwość socjalna i troska o stan budżetu, to droga donikąd. A raczej lunatyczna wędrówka w polityczną przepaść. Nie wiem, co tam sobie myśli prywatnie były działacz Kongresu Liberalno-Demokratycznego, nie ma to żadnego znaczenia. Schetyna uznał, że musi podjąć wyborczą licytację. A więc: „Nic co dane nie będzie zabrane” i jeszcze dorzucimy swoje prezenty. A więc program wyborczy: PiS plus.

Pomysł na pierwszy prezent nasunął się sam. A raczej podsunął go PiS swoją powściągliwością w sprawie 13. emerytury. Teraz damy (w domyśle: bo to rok wyborczy), a dalej to się zobaczy jaki stan budżetu. Dzieci nie lubią, jak rodzić mówi kupię ci hulajnogę jak będę mieć pieniądze. A więc Schetyna powiedział zdecydowanie: dam wam kochani seniorzy i będę dawał co roku. Używając języka piłkarskiego to sprytne przechwycenie piłki nieudolnie wyprowadzanej przez rywala.

Oczywiście 13. emerytura to ładnie brzmiący absurd, nawiązujący semantycznie do 13, 14 czy 15. pensji dla górników. Wychodzi na to, że comiesięczne świadczenia seniorzy otrzymują bo im się należą, choćby z prostego powodu, że odprowadzali składki, zaś 13. emerytura to właśnie jakiś bonus od rządu z pieniędzy niewiadomego pochodzenia. Bonus, za który należy oczywiście okazać wdzięczność już w październiku, stawiając krzyżyk w odpowiedniej kratce.

Drugi rozdawniczy pomysł Schetyny, a zarazem odpowiedź na pisowskie 500 plus na dziecko, to dopłata średnio 500 zł do pensji najsłabiej zarabiających. Nie jest to projekt nowy, lider PO zgłaszał go już z Sejmie pod koniec minionego roku, ale wówczas jakoś to nie wybrzmiało. Ma to być system motywacyjny dla pracujących ale zarabiających słabo, czyli do 4 500 zł brutto miesięcznie. Na pociechę „dostawaliby” świadczenie pieniężne w wysokości zależnej od tego, ile im do tych 4 500 zł brakuje. Czyli podobno od kilkudziesięciu do kilkuset złotych miesięcznie. Podobno, bo szczegółów nie ma. Nie wiadomo, czy to dopłata w konkretnie wypłacanych pieniądzach, czy znaczące podniesienie kwoty wolnej od podatku, czy może wprowadzenie nowej, ulgowej stawki PIT.

No właśnie, za dużo tych niewiadomych i niejasności. Jeśli pojawi się, a powinien, precyzyjny projekt, to zapewne będzie mocno skomplikowany. A przez to mało zrozumiały. W poprzedniej kampanii wyborczej premier Ewa Kopacz też coś przedstawiła pod hasłem, że Polacy będą więcej zarabiać. Później liderzy PO próbowali to jakoś naświetlić z bardzo miernym skutkiem, gdyż sami niewiele co zrozumieli. Wyborcy tym bardziej. Efekt wiadomy.

PiS wie, że lud jest raczej ciemny w swojej zdecydowanej większości, trzeba mu obietnice wykładać jak kawę na ławę i obwieszczać dużymi literami. Co więcej, PiS daje konkretne pieniądze bezwarunkowo i każdemu. Możesz być multimilionerem z dziećmi a i tak dostaniesz kasę, możesz pracować lub pracę olewać, 500 plus na ciebie czeka. Wszystko jest tu takie proste, zrozumiałe, że matoł pojmie i idiota też. A o to właśnie chodzi.

Jeszcze w grudniu ubiegłego roku Schetyna szacował koszty programu na 30 mld zł. Skąd wziąć te pieniądze? Platforma wielokrotnie krytykowała PiS za bezmyślne rozdawanie pieniędzy bez wskazania źródeł finansowania. Teraz robi to samo. Przeciętnego wyborcę słabo lub w ogóle to nie interesują, o ile w ogóle ten termin cokolwiek mu mówi. Ale dla myślącej mniejszości ma to znaczenie. Tylko myśląca mniejszość nie ma znaczenia. Kampanie wyborcze to nie czas dla homo sapiens.

PS.

Zapomniałem napisać, że te dopłaty dla najmniej zarabiających są trochę bez sensu. Zadziałają demotywacyjnie. Po co pracownik ma lepiej pracować, podnosić swoje kwalifikacje, żeby uzyskać większe wynagrodzenie. Dostanie jakieś tam wyrównanie za to, że jest gorszy od kolegi pracującego przy biurku pod oknem. To się u socjalistów nie nazywa sprawiedliwość, tylko sprawiedliwość społeczna. Ja piszę na WEI za darmo, może wariat jestem, może głupio mi się upomnieć, a może robię to dla przyjemności, a żyć mam za co i to dostatnio. Co tam, przewodniczący Schetyna coś mi tam wyrówna. Nie potrzebuję, ale może dostanę. No tak, sprawiedliwość społeczna. Czyli karykatura sprawiedliwości.