List otwarty do graczy giełdowych anno dominni 2020
Robert Gwiazdowski 13.03.2020

W 2008 roku napisałem „List otwarty do graczy giełdowych”. Dziś jak znalazł – więc przypomnę.

Napisałem go po tym, jak przeczytałem wypowiedź jednego z analityków, że „prognozowanie nie ma sensu”.

To ciekawe dlaczego prognozowanie miało sens wówczas gdy „rynki finansowe” zachowywały się równie irracjonalnie jak dziś, z tym tylko, że a rebours i ludzie kupowali wszystko na pniu.

Giełdą żądzą sentymenty. Raz panuje panika a raz euforia. Obie złe. Ale drobni ciułacze ulegają, niestety, obu – zazwyczaj kupują w euforii „na górce” i sprzedają w panice w największym „dołku”.

Jako że „w górce” przez kilkanaście miesięcy mówiłem, że jak rośnie, to będzie spadało, to teraz mam prawo mówić, że skoro spada, to będzie rosło. A jako że nie gram na giełdzie, nie mam żadnego interesu, żeby się martwić o to, co się w tym kasynie dzieje. Mam 15 akcji – po jednej co ważniejszych spółek, jako tak zwane „wejściówki” na walne zgromadzenia. Uspakajam więc spanikowanych ciułaczy dla ich własnego dobra. Nie dlatego ojciec syna bił, że grał w kasynie i przegrał, tylko dlatego, że się chciał odegrać. Jak więc ktoś był na tyle nieroztropny (trudno, zdarza się) że kupił akcje na szczycie „górki” (o czym nie wiedział gdy kupował mając nadzieję, że hossa obiecywana przez tych samych analityków co dzisiaj „nie chcą prognozować” będzie trwała jeśli nie wiecznie to przynajmniej przez jakiś czas), to niech przynajmniej nie próbuje się teraz „odgrywać” i niech nie sprzedaje w dołku. Nawet jak jeszcze spadnie, to kiedyś znowu ruszy do góry! Jak komuś nie brakuje na chleb do pierwszego to niech zapomni na jakiś czas, że zagrał na giełdzie. Co prawda analitycy giełdowi uparcie nazywali to inwestowaniem, ale tylko wówczas jak trwały wzrosty. Dziś mówią o „panice” – a przecież „inwestowanie” powinno być racjonalne. Nieprawdaż? Więc drodzy ciułacze postąpcie tym razem racjonalnie i skoro kupiliście „na górce”, to przynajmniej nie sprzedawajcie „w dołku”.

A jak nie przekonuje was argument racjonalny, to może przekona was irracjonalny: w ten sposób zrobicie na złość tym „rekinom giełdowym”, którzy próbują was jeszcze troszkę „przetrzymać” i sprawić, żebyście się jednak wyprzedawali. Bo oni wtedy zaczną kupować. Powoli, ale zaczną. Przecież nie mogą ze swoimi pieniędzmi zrobić tego samego co wy ze swoimi i schować je w skarpetkę.

A tu fragment drugi – też z 2008 roku:

Jak indeksy rosły, to było wiadomo, że kiedyś zaczną spadać. Jak teraz spadają, to wiadomo, że kiedyś zaczną rosnąć. Tylko nikt nie wie kiedy i jak bardzo. Jak jakiś inwestor miał na rachunku w komputerze X akcji spółek z WIG 20 i je sprzedał, to dziś ma w tym samym komputerze Y PLN, za które może kupić euro, dolary, funty, franki, jeny czy co tam jeszcze. I będzie musiał je gdzieś znowu „zainwestować”. Jak w 2000 roku pękła „bańka internetowa” to się gracze przerzucili z dotcom-ów na nieruchomości. Jak zaczęło się robić na tym rynku niebezpiecznie, to niektórzy się „hedżowali” na ropie, której ceny doszły w 2008 roku do rekordowych poziomów 147(!!!) dolarów za baryłkę – nawet uwzględniając inflację od roku 1981. Niektórzy analitycy z wielkich banków, które na spekulacjach na rynku kredytów hipotecznych odnotowały straty idące łącznie w setki miliardów dolarów, zapowiadali, że ropa zdrożeje jeszcze bardziej – nawet do 200 dolarów za baryłkę – żeby zrobić miejsce do kolejnych spekulacji. Ciekawe, co wymyślą teraz? Bo że coś wymyślą to pewne.

A czy od tych wszystkich operacji finansowych ktokolwiek zbiedniał, albo się wzbogacił w tradycyjnym znaczeniu tych pojęć? Nie! To wszystko odbywa się w wirtualnym świecie już nawet nie papierowego pieniądza, tylko zapisów elektronicznych.