Manifa
Robert Gwiazdowski 06.05.2014

W Warszawie Manifa. Związkowcy – jak terroryści – biorąc na zakładników Warszawiaków, postawili rządowi żądania nie możliwe do zrealizowania.

Dobrali się właściwie. Związkowcy protestują przecież przeciwko swojemu pracodawcy. To rząd jest bowiem właścicielem spółek, które zatrudniają związkowców.

Prawie 70% (dokładnie 67%) polskiego PKB powstaje w małych i średnich przedsiębiorstwach – „Misiach”. Może dlatego, że nie ma tam związków zawodowych. Jest za to elastyczny czas pracy, przeciwko któremu związkowcy protestują. I może dlatego przedsiębiorstwa te zatrudniają ponad 70% (dokładnie 75%) legalnie zatrudnionych Polaków (i oczywiście 100% zatrudnionych „nielegalnie”). W takim PKP jest za to 70 związków zawodowych i poważna strata z działalności, którą podatnicy muszą nieustannie pokrywać.

Misie jak to misie – pracują dopóki mogą się ruszać i jaki jest wiek emerytalny w ogóle ich nie interesuje. Cieszą się, że wydłuża się statystyczna długość życia – bo będą mogli dłużej pracować.

Pan Przewodniczący Duda postanowił udowodnić Panu Premierowi Tuskowi, że ma jeszcze większeego i jest w stanie zadłużyć kraj szybciej. A to nie będzie wcale takie łatwe. Z drugiej strony Pan Premier Tusk, który niedawno przyznał wreszcie w wywiadzie dla Polityki, że w skrytości ducha zawsze był socjalistą, w licytacji z Panem Dudą o to, który jest lepszym socjalistą, chyba wygrać nie da rady.

Związkowcy chcą, na przykład, żeby rząd jeszcze bardziej podniósł płacę minimalną. I mają rację. Bo skoro rząd postanowił, że musi istnieć płaca minimalna, a nawet podniósł ostatnio jej wysokość, to przecież wyższa płaca minimalna jest lepsza od niższej! Nieprawdaż? Oczywiście im wyższa płaca minimalna tym mniejsze szanse na znalezienie pracy przez osoby, które są do niej nieprzygotowane i mogą jedynie wykonywać stosunkowo proste czynności. Płaca minimalna jest bowiem z założenia wyższa niż rynkowa wartość pracy niektórych – inaczej nie byłaby potrzebna.

Najgorsze jest to, że związkowcy śpiąc w namiotach pod kancelarią Premiera, zaniedbują swoje żony – w efekcie dzietność maleje, a współczynnik obciążenia demograficznego (ludność w wieku 14 lat i mniej oraz 65 lat i więcej na 100 osób w wieku lat 15-64) niebawem przekroczy 50. Osoby, które dziś wkraczają na rynek pracy w wieku lat dwudziestu kilku prawdopodobnie będą żyły statystycznie około 90 lat. Dzieci, które się tera rodzą pewnie w większości przeżyją 100 lat. Nie mogą pracować do lat 60 czy 65.

Nie można wykluczyć, że na Marsie kiedyś życie było, ale teraz go nie ma, więc nie można liczyć na Marsjan, że sfinansują nam emerytury. Zostaje jeszcze tradycyjnie Matka Boska, ale Jej cierpliwości chyba przez wieki nadużyliśmy już za bardzo.