Państwo i Prawo
Marchewka i kij, czyli rządzą nami obłąkańcy
Dariusz Matuszak 02.03.2021

Zgadzam się z Łukaszem Warzechą – minister Niedzielski to psychopata i wcale nie jestem pewien, że określenie używane przez mego kolegę i sąsiada blogowego jest tylko figurą publicystyczną. Być może szef resortu zdrowia jest jedynie syntezatorem mowy, tak czy owak nie powinien sprawować żadnej funkcji publicznej. Powinien zostać wyrzucony na twarz tego samego dnia, gdy ośmielił się wszystkim Polakom grozić zamknięciem kraju tylko dlatego, że ileś osób urządziło sobie na Krupówkach uliczną imprezę. Odezwała się bolszewicka, urzędnicza mentalność.  Zwrot „bolszewicka” w tym przypadku, to już zdecydowanie nie jest figura publicystyczna, tylko odniesienie do sowieckiej doktryny prawnej o odpowiedzialności zbiorowej. Bolszewicy jako pierwsi wprowadzili ją do prawodawstwa. Niedzielski popełnił jeszcze jeden niewybaczalnych grzech. On chciał nas karać jak uczniaków jak swoich urzędolników. Nie uzależniał wprowadzenia restrykcji od wzrostu zachorowań. On chciał karać za zachowanie, jak jakiś tępy belfer z czasów komuny, który mówił, że za karę cała klasa na wycieczkę nie pojedzie.

 

A teraz cytat z rzecznika Ministerstwa Zdrowia, niejakiego Wojciecha Andrusiewicza, który mówił w rozmowie z Polsat News: „Była marchewka, widzieliśmy tę marchewkę na Krupówkach i w Mielnie… Ludzie przekombinowali z tą marchewką. Teraz musimy mieć kij, nie marchewkę. Teraz musimy wskazywać, że w każdym województwie może się zdarzyć to, co zdarzyło się w Województwie warmińsko-mazurskim. To jaskrawy przypadek co będzie się działo w kraju, jeśli z tą marchewką, którą daliśmy dwa tygodnie temu, będziemy się źle obchodzić”.  

Nie potrzebowałbym kija, gdybym spotkał tego pysznego psychopatę w chwili, gdy czytałem jego wypowiedź. Strzeliłbym na odlew tak, że jego łeb wylądowałby w zajezdni tramwajowej w Radomiu. Imaginujecie sobie Państwo: oni nam dali marchewkę, ale jak będziemy niegrzeczni, to nas z powrotem kijem do klatek zapędzą. Mnie nie interesuje, czy ten rzecznik się niechcący zagalopował, czy używał przenośni. Tak jak powiedział, tak myśli. Oni, ci urzędolnicy Ministerstwa Zdrowia naprawdę uważa, że ma prawo wychowywać, tresować wolnych ludzi. Karać ich albo nagradzać w zależności od tego, jak się władzy słuchają. Oni nie traktują nas jak wolnych obywateli, którzy wynajęli ich na służbę. Oni traktują nas jak jakąś bandę gówniarzy. Kompletnie nie pojmują tego, kim sami są, jaką rolę odgrywają. Im się roi, że rządzenie polega na wydawaniu poleceń 30 milionom dorosłych ludzi. 

Problemem nie są Niedzielski i Andrusiewicz, ale tysiące takich jak oni urzędników na całym świecie. Ludzi, którzy zawsze żyją z pieniędzy podatnika i nigdy nie ponoszą konsekwencji swych własnych decyzji, czy podobnych im biurokratów. Może pojęliby, gdyby za każdym razem, gdy niszczą czyjś biznes, pozbawiają kogoś dorobku życia, przestawali w ramach owej legendarnej solidarności dostawać pensję. Nikt resortu zdrowia i tym podobnych nie zamknie i być może to jest największy problem związany z tymi wszystkimi lockdownami. Oto niedawno w CNN wypowiedział się dr Fauci, ukochany lekarz Demokratów. To on w administracji Trumpa odpowiadał za walkę z pandemią i był przeciwstawiany prezydentowi jako spokojny, racjonalny naukowiec. Tak się spodobał, że ostał się u Bidena. I teraz oznajmił, iż Amerykanie pewnie będą musieli nosić maseczki także w 2022 roku.  Cały kraj będzie już po szczepieniu, ale Fauci, główny w Ameryce spec od pandemii mówi, że i tak wszyscy będą musieli zasłaniać twarze jak bandyci. To oznacza, że tak naprawdę on nie ma bladego pojęcia, o czym mówi. Zmyśla albo straszy w ramach jakiejś koszmarnej gry, którą tacy jak on z nami prowadzą. To wygląda jak część opowieści, która ma sprawić, że pozwolimy na utrzymywanie tego reżimu, który przestaje już być sanitarny, a staje się polityczny. Trzy lata ze szmatami na twarzach. A czemu nie pięć lat? Fauci mówił też, iż to, że ktoś jest zaczepiony, nie oznacza jeszcze, że będzie mógł pójść do restauracji, czy do kina. 

Fauci jak Niedzielski napawa się swymi decyzjami, ważnością swą. Całę życie był jakimś urzędniczyną w jakiejś tam agencji rządowej – ani tak naprawdę lekarzem, ani politykiem, tylko czynownikiem zwykłym czwartej rangi, o którym nikt nie słyszał. A teraz od roku staje w świetle fleszy i lamp w studiach telewizyjnych i obwieszcza 300 milionom Amerykanów, a dziennikarze spijają z jego ust. Etyczna, pełna etosu administracja jest niezbędna każdemu państwu. Ktoś musi koordynować działania całej społeczności. Nie chodzi więc o to, iż kariera w urzędzie jako taka jest czymś gorszym, podejrzanym, ale o wyradzanie się, utratę poczucia misji i przekonanie, że się rządzi, a nie służy. 

To nie jest obojętne co mówi urzędnik Fauci w Ameryce, bo za nim powtarzają Niedzielscy całego świata. Różne są tylko warianty tego bełkotu. Jedni opowiadają o trzeciej fali, inni o mutacjach brazylijskiej ugandyjskiej, brytyjskiej i południowoafrykańskiej z Suwałk. Nie ma najmniejszego powodu, by traktować to wszystko poważnie, by wierzyć, że urzędnik Niedzielski, czy Fauci wiedzą, są w stanie przewidzieć, kiedy nastąpi wzrost, a kiedy spadek zachorowań. Jest trzecia fala, a może być i piąta, dziesiąta i pięćdziesiątą. Jest mutacja brytyjska, to może być i mongolska, bułgarska, i kampuczańska. A jak państw zabraknie to będziemy jechać po regionach i miastach, więc pojawi się mutacja z Zanzibaru i Radomia. Już się zresztą jakoby pojawiły – kalifornijska, a w Białymstoku wykryto wariant podlaski mutacji południowoafrykańskiej.

Oni nas okłamują. Oni nie wiedzą, czy jakiś tam wybuch epidemii był po meczu Ligi Mistrzów w Bergamo, albo po otwarciu szkół, stoków, restauracji, czy hoteli. Oni to zmyślają. Nie mają bladego pojęcia, czy gdyby jesienią w Polsce wszystko było pootwierane, to byłoby więcej zakażeń. Zresztą sam Niedzielski zmyśla na temat trzeciej fali. W Polsce mamy co najwyżej drugą. Jednak opowiada o trzeciej, bo to lepiej brzmi, i jak trzecia jest gdzieś indziej to i u nas musi być. Jak gdzieś indziej zamykają, to i u nas trzeba zamykać. Gdyby ich zapytać tak na wprost, dlaczego nie można zjeść w restauracji, a można przez 4 godziny jeść w pociągu pendolino, to oni nie potrafią na to odpowiedzieć. Podobnie jak wytłumaczyć, dlaczego to na stoku góry można się zarazić, a na ulicy już nie. Ja się znęcam nad Niedzielskim, ale nie dlatego, że on jest najgłupszy, czy największy bajarz i hipokryta. Po prostu przykłady z Polski są mi bardziej znane, ale podobnie jest niemal na całym świecie. Fauci nie potrafi powiedzieć, dlaczego w obłożonej restrykcjami Kalifornii jest gorzej niż na Florydzie, gdzie takich ograniczeń nie ma. Niedzielski w rozmowie z RMF FM przyznał, że długoterminowe zapowiedzi się nie sprawdziły.  Jesienią zapowiadał, że jeśli nastąpi wydarzenie X, to uruchomiony zostanie mechanizm Y. Nic z proroctw się nie spełniło, kryteria do wprowadzenia Y nie zostały spełnione, ale mechanizm i tak został uruchomiony. Jednak bez cienia skrępowania opowiada, że największa fala zachorowań będzie na przełomie marca i kwietnia i być może trzeba będzie wprowadzić na Święta Wielkiejnocy lockdown w całym kraju. On nie wie, co mówi, zmyśla, by nas straszyć. By podtrzymywać swe władztwo nad nami. Ja nie mam pretensji do niego o to, że jesienią się mylił. Ja mam pretensje o to, że z tępą, bezduszną pewnością siebie znów snuje jakieś proroctwa, choć gołym okiem widać, że klepie co mu tam do głowy przyjdzie i co mu pasuje.

Do opowieści o falach pandemii, mutacjach, teraz dochodzi dyskusja o maseczkach. Po roku odkryli, że przyłbice nic nie dają, zwykłe bandany, czy szaliki, także.  Andrusiewicz mówi o „profesjonalizowaniu osłon twarzy”. To nie jest niezgrabny zwrot z nowomowy, to jest bełkot człowieka od zaprowadzania reżimu. Przez rok nie zmieniła się fizyka cieczy i gazów. Powietrze wdychamy i wydychamy dokładnie tak samo. Krąży ono tak samo. Kichając, kaszląc, uruchamiamy dokładnie taki sam aerozol jak rok temu, czy tysiąc lat temu. Zmienną jest tylko to, czy w powietrzu jest wirus taki, czy owaki. Rozumiem, że teraz jednak ten wirus jest bardziej niebezpieczny, bo południowoafrykański, czy podlaski mutant nam się przyplątał. Czyli rok temu jak wirus był mniej zjadliwy, to można było nosić przyłbice, ale zasadniczo nie wolno było wychodzić z domu. Teraz jest odwrotnie.

Absurdy można opisywać w nieskończoność. Wszystko wskazuje na to, że to miotanie się od ściany do ściany jest jakimś aktem zupełnej bezradności, albo też zorganizowanym na globalną skalę ćwiczeniem z brania ludzkości za mordę. Ja nie podejrzewam, by Niedzielski, czy Andrusiewicz uczestniczyli w jakimś ogólnoświatowym spisku. |Ich nikt by do niczego nie zaprosił. Oni zwyczajnie patrzą na innych i małpują i napawają się swą władzą. Ja nie znajdują żadnego racjonalnego wytłumaczenia dla tego, co się teraz na świecie dzieje. Angela Merkel na odbywającym się online szczycie najbogatszych państw G7 oznajmiła, że pandemia się nie skończy, póki nie zostaną zaszczepieni wszyscy ludzie na całym globie. Wariatka, jak Boga kocham wariatka. Zasadniczo trudno odnieść się do takich stwierdzeń. Brakuje słów, określeń i kwalifikatorów. To nie była opinia jakiegoś lekarza, publicysty, szalonego naukowca obsesjonata z rozwianym włosem z pracowni chemicznej. To na spotkaniu najpotężniejszych państw mówiła przywódca czwartej co do wielkości gospodarki świata. Ja się nie chcę zastanawiać czy chodzi o to, że jak jakaś wyprawa strażników szczepionki dotrze w górach pod Kinabali na Borneo do zaginionych szczepów plemienia Dajaków i zrobi tam zastrzyk ostatniemu starcowi szamanowi, to wtedy zostanie ogłoszone ostateczne zakończenie pandemii. Będzie coś jak ceremonia zamknięcia Igrzysk Olimpijskich. Wiadomo, że nie to miała Merkel na myśli. Tak naprawdę chodzi o nieustanne utrzymywanie nas w stanie napięcia, niepewności, zastraszenia. Byśmy podzielali obsesje tych wszystkich nadopiekuńczych polityków, którzy bez przerwy chcą nas kontrolować, bo sami jesteśmy zbyt głupi i puszczeni samopas zrobimy sobie krzywdę. Przy koronawirusie mamy do czynienia z tym samym mechanizmem, co w przypadku innych opiekuńczych działań. Politycy mówią nam, co jest bezpieczne, a co nie, określają poziom dopuszczalnego ryzyka i rozpoczynają tresurę – dyktują co wolno, a co nie.  Palenie i picie szkodzi, więc masz gnojku nie palić i nie pić i my ci urządzimy świat tak, żebyś tego nie robił. Umyślimy sobie, że jesz zbyt słodko, to powiemy co w szkolnym sklepiku wolno sprzedać i podniesiemy ceny na napoje, byś pił to, co my uważamy, że powinieneś pic. I bezwstydnie jeszcze to powiemy: tak uważamy, że zamiast tego i owego – np. napojów gazowanych, powinieneś pic soki, bo my jesteśmy jak ta pi…na dietetyczka na koloniach dla dzieci, albo wychowawczyni, która sprawdza, czy umyłeś nogi i uszy.  

Sam rok temu byłem zwolennikiem wprowadzania radykalnych restrykcji i pilnowania ich. Mierzyliśmy się wtedy z nieznanym. Mimo całej dolegliwości ograniczeń wszystko wydawało się spójne i uzasadnione. Nawet ów zakaz wchodzenia do lasu miał swój sens, bo oczywiście nie chodziło o samo miejsce ile o przemieszczanie się. Potem wszystko stało się jakąś propagandową zabawą, tresura i nieustannym seansem strachu obsesji. Po roku każdy ma prawo powiedzieć: dosyć tego cyrku, a już zwłaszcza treserów. Nie macie bladego pojęcia, co robicie. Wy nie uprawiacie stylu pijanego mistrza kung-fu. Wy zwyczajnie jesteście nawaleni po kokardę. 

Pandemia to oczywiście sytuacja wyjątkowa, ekstremalna. Pozwala na eksperyment na wyjątkową, niespotykaną wcześniej skalę. Gdyby ktoś światowym elitom miał rozpisać scenariusz tego, jak bez wielkiej przemocy podporządkować sobie ludzi świata, to taka zaraza pasuje do niego idealnie. Wiem, że to wszystko brzmi jak teoria spiskowa, ale ja nie znajduje racjonalnego wytłumaczenia tego szaleństwa i chaosu, które fundują władcy świata. Ok, odrzućmy wizje planu i spisku. Być może żaden projekt, żadna zmowa i konspiracja nie są potrzebne, a Niedzielski z Andrusiewiczem i tysiące takich jak oni i tak wypełnią swe role. Może wszystko jest jak w słynnym eksperymencie ze Stanford psychologa Philipa Zimbardo. Udział w nim wzięło 18 osób podzielonych na dwie grupy – więźniów i strażników. Już pierwszego dnia wszyscy przyjęli swe role. Strażnicy, którym nie narzucono zachowania, po dwóch dniach stali się oprawcami. Więźniowie zaś pogodzili się z losem i bez sprzeciwu znosili najgorsze upokorzenia. Eksperyment po sześciu dniach musiano przerwać, bo poziom patologii był taki, że wszystko zakończyłoby się tragedią. Młodzi, zdrowi fizycznie i psychicznie ludzie pod wpływem otoczenia, okoliczności, zachowania innych, przemienili się – jedni w sadystów, drudzy w bezwolne i bezbronne ofiary. My jak ci więźniowie zaczynamy bez sprzeciwu przyjmować wszystko. Pomysł segregacji sanitarnej, rodem jak z koszmarnej dystopii przyjmujemy już jako oczywistość.  Gdyby ktoś dwa lata temu powiedział, że będziemy dzielić ludzi na dwie „rasy” – zdrowych i tych, którzy mogą zarażać i tych drugich pozbawilibyśmy praw, zabraniając im pojawiania się w miejscach publicznych, przemieszczania się etc., to zawylibyśmy z oburzenia. Może więc jesteśmy już więźniami, a Niedzielskiemu i Andrusiewiczowi przypadła w wyniku losowania rola oprawców. Oni tylko patrzą, co robią ich koledzy pilnujący sąsiednich cel w Niemczech, USA, Francji i naśladują ich zachowania.