Marsz Francjo na prawo. Wreszcie
Tomasz Wróblewski 23.04.2017

Kolejne wybory i kolejne potwierdzenie teorii, że Europa nie przeżywa żadnej rewolucji, ani tym bardziej katastrofy. Mamy do czynienia z prawicową korektą poglądów politycznych. Spóźniona, ale jest. Obserwujemy stopniowe przesuwanie się sceny politycznej z lewicowych, a w niektórych przypadkach skrajnie lewicowych, pozycji z powrotem w stronę centrum. Pierwszą rundę wyborów we Francji, wygrał kandydat umiarkowanej prawicy Emmanuel Macron. Wreszcie prawicy. Macron. 39 latek bez doświadczenia w kampaniach wyborczych pokonał skorumpowany socjalistyczny establishment i skrajną prawice kontrolowaną przez Moskwę.

Macron  obiecuje  obniżenie podatków od osób prawnych do 25 proc. z obecnego 33,3 proc. Zmniejszenia wydatków publicznych o 60 mld euro i ograniczenie zatrudnienia w sektorze publicznym o  120 000 osób. Obiecał również zaostrzenie warunków przyznawania bezrobocia, zwłaszcza osobom, które odrzuciły w przeszłości oferty urzędu pracy. Osoby, które zdecydowały się na 35 godzinny tydzień pracy i chcą przejść na emeryturę w wieku  60 lat muszą się liczyć z niższą emeryturą – mówi Macron.  Jednocześnie obiecuje Francuzom, że 80 proc. gospodarstw domowych zostanie zwolnionych z podatku od nieruchomości.  W kwestiach imigracyjnych, mówi wprost o czekającym Francję i resztę Europy zalewie ludności z Afryki i Bliskiego Wschodu, z czym Francja musi się zmierzyć, nie może patrzeć na to biernie. W jego programie znalazło się też szereg euro-sceptycznych elementów. Ostatnie dni zeszły Macronowi na budowaniu swojej pozycji na kontrze do Niemiec, zwłaszcza niemieckiej dominacji gospodarczej i nadwyżki handlowej. W programie znalazł się też zapis o obciążeniu pracowników z innych państw wysokimi kosztami opieki społecznej i składek medycznych. To z pewnością uderzyłoby w polskich pracowników podnajmowanych przez polskie firmy we Francji. Jednak sam fakt, że do drugiej tury nie przechodzą sami ulubieńcy Putina, może być dla nas  pewnym ukojeniem.

Za wcześnie, żeby cokolwiek wyrokować na temat końcowego wyniku, ale po wyborach w Holandii widzimy, że na znaczeniu, zyskują centro-prawicowi politycy obiecujący odejście od socjal-liberalnych szaleństw ostatnich dziesięciu lat. Domagają się ograniczenia wpływów Brukseli i wzmocnienia państw narodowych.  Do złudzenia przypomina to historię poprzedniej prawicowej korekty. Po zwycięstwie Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii i Reagana w USA na początku lat 80 tych, mądrzy tego świata, zapowiadali, że całą Europa wkrótce skręci radykalnie na prawo. Faktycznie skręciła, ale to była raczej korekta niż rewolucyjny zwrot. Nowe otwarcie, które zapewniło blisko 20 lat wzrostu gospodarczego i dało Europie siłę na trudne lata transformacji po upadku Muru Berlińskiego. Jeżeli historia raczy się powtórzyć, to wybory we Francji powinny napawać nas optymizmem. Rosną szanse na dogłębną reformę Unii Europejskiej, na działania zwiększające konkurencyjność, obniżające socjalne obciążenia, bez rozmontowywania tego co jest z pewnością wielkim osiągnięciem Zachodu – wspólny europejski rynek i kontynent bez granic. To również szansa , że uda się wypracować  racjonalną politykę imigracyjną a przy okazji przywrócić Europejczykom ich tradycyjne swobody obywatelskie. Tolerancję wolną od politycznie poprawnych kodów faworyzujących i antagonizujących jedną płeć przeciwko drugiej nie mówiąc o nadawaniu przywilejów w oparciu o preferencje seksualne.