Matka Polka i debile
Dariusz Matuszak 30.09.2020

Zajmijmy się cytatem jaki ostatnio obiegł polskie media. Jeśli ludzie są w stanie oddać głos na kogoś takiego jak Trump, który jest ewidentnie debilem, który nic nie rozumie, mówi sloganami na zmianę z hasłami rasistowskimi, lub Duda, który bredzi o Unii Europejskiej, wtedy trzeba zapytać po pierwsze, czy demokracja jest możliwa i po drugie, czy jest potrzebna? Nie chodzi mi o politykę, chodzi mi o ich charakter i osobiste przymioty.

 

Autorką owych słów jest Anne Applebaum, amerykańska publicystka i historyk, która właśnie reklamuje swoją książkę „Matka Polka” (nawet fajny tytuł). To z tego wywiadu rzeki pochodzi ów cytat. Rozumiemy, że jej mąż Radosław Sikorski nie aspiruje w ciągu najbliższych lat do żadnego wysokiego stanowiska w Polsce, czy organizacjach międzynarodowych. Umówmy się, póki co to on szefem jakiegoś NATO nie zostanie.  No chyba że się z żonką rozwiedzie i będzie mu wybaczone, ale i to pewnie nie wystarczyłoby. Oczywiście musiałby nakłamać, że nie wiedział co tam jego lepsza połowa wygadywała na temat Trumpa. 

Zostawmy jednak w spokoju perypetie tego małżeństwa. Sprawa jest bowiem poważna, choć śmieszna. Mnie nie przeszkadza nazywanie kogoś debilem. Lubię sobie obrażać, choć pewnie, gdybym był angielskim dżentelmenem, wspominałbym o czyjejś nienormatywnej orientacji intelektualnej. Applebaum udowodniła po raz kolejny coś, o czym powszechnie wiadomo, a co jest mitem i urojeniem przekazywanym przez media i różnych kreatorów opinii. Jedną z największych, powiedzmy miejskich legend, kompletnie niczym niepopartych jest owo wszem wobec głoszone mniemanie jakoby ludzie reprezentujący liberalne poglądy, nowocześni postępowi etc. byli tolerancyjni, otwarci na argumenty, pozbawieni uprzedzeń, a ich dewizą było hasło „Umiar, wdzięk i elegancja”. 

Badania po badaniu, czy to w USA, w Wielkiej Brytanii, Polsce wykazują, że nie ma bardziej zakutych łbów, niż owe liberalne elity. Nie ma też ludzi bardziej uprzedzonych, nietolerancyjnych, agresywnych w narzucaniu swoich opinii, zamkniętych na dyskusje i argumenty niż oni. W USA wśród zabetonowanych mózgów królują przedstawiciele świata akademickiego i mediów, czyli sfer, które są naturalnym środowiskiem takich jak matka Polka Appelbaum. To oni pytani o to, czy chcieliby mieć za sąsiada Republikanina, czy zwolennika Brexitu odpowiadają: nigdy. To oni gotowi są zerwać przyjaźń, czy rozwieść się z powodów politycznych. To oni całkowicie odrzucają możliwość zawarcia znajomości z tych powodów. To oni nie tolerują żadnego odstępstwa od wiecznie zmieniającej się doktryny liberalnej. Z określeniem liberalizm, jest pewien kłopot. Straciło ono całkowicie swe znaczenie mówiące o poszanowaniu wolności i indywidualności. Tutaj używam go do opisu postępowych nowoczesnych, jasno oświetlonych etc. czy też w skrócie lewicy w zachodnim stylu). To on są czempionami w zaprowadzaniu cenzury. To oni zaatakują każdego, kto nie myśli tak jak oni. Zaatakują jego, rodzinę, dzieci, doniosą do pracodawcy, do cenzorów internetu z Google’a, czy Facebooka, urządzą piekło pod domem, wydzierając się, świecąc po oknach, odpalając syreny alarmowe, sterroryzują w knajpie na stacji benzynowej, na lotnisku, w hotelu, wszędzie gdzie cię człowieku dopadną. Dokładnie tak się dzieje w Ameryce. Jakieś rozhisteryzowane tolerancyjne babsko urządzi ci w samolocie awanturę za czapeczkę z trumpowskim hasłem MAGA, jakiś menedżer sklepu, czy restauracji w mieście akademickim każe ci wyjść z niej i powie, że nie będziesz obsłużony, a nauczycielka wyrzuci z klasy twoje dziecko. U nas to dopiero zapowiedź tego, jak wpisy owych studentek położnictwa, działaczek postępowej lewicy, które odgrażają się, że gdy jako lekarki dorwą w swe ręce „głupie baby”, które się modlą pod kliniką położniczą, to dadzą im popalić.  Nie ma takiego obrzydlistwa i plugastwa, którego jasno oświeceni i tolerancyjni nie zrobiliby. 

Już niedługo przekona się o tym nominowana przez Trumpa do Sądu Najwyższego Amy Coney Barrett. Zaszczują ją i jej rodzinę dokładnie tak jak to zrobili z sędzią Brettem Kavanaugh’em, bo Demokraci wraz z jego wyborem tracili przewagę w Sądzie Najwyższym. Seans nienawiści jaki mu urządzili był jednym z najbardziej obrzydliwych spektakli jakie można sobie wyobrazić. Wierzący prawnik, ojciec, przykładny mąż, człowiek w typie harcerzyka, co to społecznie trenuje szkolne drużyny sportowe i kilka razy w miesiącu na parafialnej stołówce wydaje posiłki ubogim (autentyczne), był przepytywany przez Demokratów w Senacie na temat orgii, zbiorowych gwałtów jakich miał się dopuszczać 30 lat wcześniej, tłumaczyć się publicznie, kiedy stracił cnotę, ile piw wypił 7 maja 1987 roku etc. W CNN prowadzono dyskusje, czy aby był w collegu prawiczkiem, czy nie był, czy w sensie clintonowskim i skandalu ze stażystką Lewinski w gabinecie oralnym, a może to nie on, tylko jemu etc. Podłe i obrzydliwe.

Teraz zazna tego pani sędzia Amy Coney Barrett, bo jest w najbardziej znienawidzonym przez tolerancyjnych i postępujących typie. Po pierwsze jest praktykującą katoliczką, która nie uważa, że swoje „gusła” to może sobie w domu odprawiać, tylko publicznie deklaruje swą wiarę. Po drugie ma siedmioro dzieci, w tym dwoje adoptowanych z Haiti – czarnoskórego chłopca i czarnoskórą dziewczynkę. Po trzecie, mimo iż ma właśnie siedmioro dzieci, zrobiła fantastyczną karierę prawniczą. A najgorsze jest to, że nie wspiera aborcji. Przedsmak tego, co ją czeka, pokazał już showman, postępowy i liberalny komentator i autor Bill Maher. W swym programie w HBO nazwał ją „fuc..ng nut”, czyli coś w rodzaju „pierd…ęta wariatka”, która na dodatek jest katoliczką. Więc pewnie jako katoliczka nie używa kondomów, ha ha ha i to ją łączy z Trumpem, bo ten też ich nie używa, bo ich nie potrzebuje hahaha, ale jaja, ale jaja. Już niedługo jak tylko dogonimy postępowy i tolerancyjny Zachód to i w polskiej telewizji będziemy słyszeli takie żarciki.  Oczywiście nie z profesor Płatek, tylko z profesor Pawłowicz.

Kolejna rzeczą charakterystyczną dla owych postępująco postępowych, jak Applebaum, jest rozjazd z rzeczywistością, a konkretnie całkowita niemożność racjonalnego odczytania jej. To wynika z pychy i bezbrzeżnej arogancji. Ja rozumiem, że Trumpa można nazwać chamem, co matka Polka nawet czyni, ale debilem? Jaką miarę ona przykłada do oceny możliwości intelektualnych kogoś, kto zarobił miliardy, pozyskał 60 milionów głosów, a na koniec został najpotężniejszym człowiekiem na świecie. Można sobie bredzić różne rzeczy na jego temat, ale twierdzenie, że ktoś taki jest debilem, uwłacza zdrowemu rozsądkowi. Kim zatem są ci pretendenci Republikanów, czy Clinton, którzy z niczego nierozumiejącym debilem przegrali. Ja pojmuję, że może się trafić jakiś fuks, jakaś Spurek o nienormatywnej orientacji intelektualnej, jakieś przypadkowe wywyższenie w wyniku podlizywania się komuś i partyjnym gierkom, czy dzięki przysłowiowemu dawaniu d… komu trzeba. Tu jednak mieliśmy do czynienia z procesem, który trwał półtora roku i objął całe najpotężniejsze państwo świata. Kim są ci którzy debila wybrali? Skoro debila w nim nie rozpoznali, to znaczy, że sami debilami są. Jakaś połowa populacji Ameryki tkwi w tym stanie mózgowego otępienia. Takie muszą być konkluzje z tego upławu myślowego, który się pani Applebaum ulewa.

Czy w takim razie sama matka Polka jest debilką? Tego nie twierdzę. To pycha i arogancja powodują utratę zdolności do oceny rzeczywistości. Napędzona uprzedzeniami histeria. Pani Applebaum (niech nam tu służy tylko jako platoński wzorzec liberalnego tłuka) nie wyobraża sobie, że można mieć inne poglądy niż ona. Że można nie zachwycać się czymś, co ona nazywa demokracją liberalną, nie kochać Unii Europejskiej, ONZ, nie wierzyć w zbawczą rolę państwa i wysokich podatków, mieć w pogardzie media i elity jakoby intelektualne. Jej się to we łbie nie mieści, że można nie dąć w trąbę postępu i nie chcieć jakiegoś globalnego porządku, który ona i jej towarzystwo nam wymyślą. Gniew na granicy histerii sprawia, że trzeba znaleźć jakieś wytłumaczenie na tę niezgodę, bo przecież każdy normalny człowiek głosowałby na jej wybrańców.

Ten aspekt wiąże się z tak typowym u jasno oświetlonych elit brakiem tolerancji. Skoro ktoś się z nami postępująco postępowymi nie zgadza, to znaczy, że jest albo zły, albo debil, albo jedno i drugie. Wobec takich zaś osobników dopuszczalne są radykalne środki, bo przecież z takimi się nie negocjuje. Ich się niszczy. I dla wyższego dobra, które my oświeceni reprezentujemy, można poświęcić dobro niższe – np. zwykłą przyzwoitość, czy zdrowy rozsądek.  To takie prymitywne próbowanie znalezienia odpowiedzi na pytanie: co człowiek powinien zrobić, gdyby się cofnął w czasie i mógł w kołysce udusić Hitlera.  Wiadomo, ukatrupić gnoja. I by sparafrazować zasadę towarzysza Stalina: Im więcej czasu upływa od II Wojny Światowej, tym walka z faszyzmem musi być ostrzejsza.

Kolejna sprawa to sposób rozumienia demokracji, czyli władzy wywodzącej się z woli ludu.  Dla przypomnienia cytacik z upławów myślowych matki Polki: Jeśli ludzie są w stanie oddać głos na kogoś takiego jak Trump, który jest ewidentnie debilem, który nic nie rozumie… wtedy trzeba zapytać po pierwsze, czy demokracja jest możliwa i po drugie, czy jest potrzebna? 

Oto jak ową demokrację pojmują elity od matki Polski. Demokracja jest tylko wtedy, gdy oni rządzą. Gdy władzę tracą, to nastaje faszyzm, zabobon, ciemnota, rządy motłochu i religijnych guślarzy. Kiedy my liberalni z nadania ludu rządzimy, to można jeszcze ową demokrację znieść, zwłaszcza że mamy ten głupi plebs pod kontrolą. Kiedy zaczyna się jej wymykać, to być może należy pomyśleć o zmianie reguł gry. Nie może być tak, żeby jakieś tam przypadkowe społeczeństwo kogoś tam sobie przypadkowo spoza elit wybierało.  Skoro lud debili debila wybiera, to być może trzeba go pozbawić prawa głosu. To się oczywiście już dzieje, choćby poprzez powszechne zaprowadzanie cenzury, ograniczanie wolności osobistych (dobrze się ma tylko ta od pasa w dół), grabienie podatkami, bo przecież debile debilnie pieniądze wydają, narzucanie tego, co jeść, czego się uczyć etc, czyli pętanie tysiącami małych więzów.

W tym wszystkim nie chodzi konkretnie o Trumpa, czy o Dudę, tylko o fundamentalną zasadę: są jasno oświeceni władcy świata i jest motłoch, który należy mieć pod kontrolą, czy to w Polsce, czy to w USA, Brazylii, na Węgrzech, gdziekolwiek. Od tej zasady nie może być wyjątków, bo inaczej cały system się zawali. To dlatego Hiszpania, która zmienia się w Wenezuelę, ale mieści się w postępowym schemacie, może robić u siebie dowolne rzeczy, a taka ciemna Polska już nie. 

I na koniec jeszcze jeden cytat: Tych ludzi (Trumpa, Dudy) nigdy nie zaprosiłabym do domu. Zaprosiłabym Obamę, Clintona, Bushów, Komorowskiego. A tych nie. Pewien nowojorski przyjaciel powiedział o Trumpie, że jest dokładnie taki, jak od dzieciństwa uczono go, żeby nigdy nie był. Chamski dla kobiet, wulgarny, oszust, kłamca. Nawet jak się nienawidzi Hillary, czy Komorowskiego, nie wiem, jak można zagłosować na Dudę, czy Trumpa, bo to wbrew pojęciu szacunku. 

Pomińmy już rozważania dotyczące kłamstw matki Polki na temat Trumpa, jak choćby twierdzenie o rasizmie człowieka, który zanim startował na prezydenta, otrzymywał od czarnoskórej społeczności Ameryki najwyższe wyróżnienia. W jednym Applebaum ma rację: Trump rzeczywiście jest chamem. I tego też nienawidzą postępowe elity. On nie jest grzecznym konserwatystą wiecznie przepraszającym za swe poglądy, nieśmiało próbującym przekonywać do swych racji, cichutko wycofującym się, gdy rozlega się postępowy wrzask. W swojej książce z lat 80. „Art of the deal” pisał o swych reakcjach na krytykę, kłamstwa i obelgi. Jego przyjaciele, partnerzy biznesowi pytali go, dlaczego nie odpuści choćby jakiemuś trzeciorzędnemu dziennikarzowi z 11 strony jakiegoś brukowca. Trump odpowiadał, że nie daruje i odda dwa razy. Takie ma zasady i już. Pod tym względem nic się nie zmieniło i tego elity też nie mogą mu darować. Chamstwo, upokarzanie ludzi, obrzucanie ich odchodami, to przecież ich domena. Tak fajnie i bezboleśnie szczuje się na konserwatystów i niszczy ich – grzecznych chłopczyków nadstawiających drugi policzek jak sędzia Kavanaugh, czy pensjonarki jak sędzia Amy Coney Barrett. Oni nie oddadzą. Będą bezradni i pozostaną w bezbrzeżnym zdumieniu, że mogła ich spotkać taka podłość. Ale nie Trump, który walnie na odlew, odda podwójnie i zastosuje taką samą broń jaką posługują się eleganccy, wykształceni i tolerancyjni. Jak spotka kiedyś Applebaum, to puści pod jej adresem wiąchę, godną samego Radka Sikorskiego.