Miś 2017 – o wyższości własności państwowej nad prywatną
Cezary Kaźmierczak 23.02.2017

W tym tygodniu miałem 3 razy do czynienia z instytucjami, które są własnością – najlepszej ponoć, bo “naszej” – formy własności: państwowej.

Na ogół miewam do czynienia z własnością prywatna- obca i cudza – wiec nie jestem za bardzo gotowy na kontakt z “własnością społeczna” czyli z poniekąd moją. Nie, że jakaś tragedia – brak treningu po prostu.

Przypadek 1 (poniedziałek)

– Kawa czy herbata? – pyta sekretarka po czym przynosi mi nalany po podlasku (czyli z czubem) kubek herbaty i bez słowa wychodzi. Nie ma cukru, nie ma spodka, nie ma gdzie i na co odłożyć torebki, nie ma łyżeczki.

Przypadek 2 (środa)

Przychodzę do Prezesa wielkiej instytucji. Na portierni wręczają mi kartę magnetyczna i nic.
– Gdzie mam iść? – pytam.
– A to Pan nie wie? To proste – winda na 5 piętro i tam blok F, kartą otworzyć.

Wjeżdżam. Karta niestety nie działa. Proszę przechodzącą osobę, zeby mnie wpuściła do bloku Prezesa. Odmawia: – Jak karta Pana nie puszcza, to ja tez nie moge! Następna osoba też odmawia.

Zjeżdżam na dół do recepcji.
– Nie działa ta karta – informuje Panią. Bardzo rozbawiona: Ha, ha, ha.. A wiedziałem że nie zadziała! Wiedziałam! Brąnek! Popatrz trochę, zaprowadzę Pana!

Przypadek 3 (czwartek)

Czekam i piszę te słowa. A wcześniej – wywołano przez głośniki mój numerek. Podchodzę. Pani na pełny regulator rozmawia z koleżanką na temat jakiegoś Janka z pracy, który jak coś potrzebuje to natychmiast, a jak się jego poprosi – to ma to w de. Typowa dość sytuacja, zresztą. Trwa to około 90 sekund – Pani mnie do dostrzega i oschle: – Słucham?

***

W nie moich – obcych, cudzych, wrogich prywatnych placówkach takie rzeczy mnie nie spotykają. A w państwowych, społecznych, które przecież poniekąd są także moją własnością – owszem. Traktują mnie tam po prostu zupełnie jak domownika, jak w domu, swojaka, nikt się nie będzie przecież przejmował nadmiernie obecnością współwłaściela! Jestem jednym z nich!