Moja kochana Ojczyzna, taka debilna i bezduszna
Dariusz Matuszak 27.02.2020

„Święta miłości kochanej ojczyzny” – pisał przed wiekami biskup warmiński Ignacy Krasicki. Niestety książę poetów, jak go nazywano, nie pozostawił wskazówek czy owym świętym uczuciem potomni powinni też obdarzać ZUS, albo skarbówkę będące naszej kochanej Ojczyzny najwyższą emanacją. Tak, czy owak wiele wskazuje na to, że jest to miłość nieodwzajemniona. Ba, nasza kochana Ojczyzna, taka jaką ją kształtują jej władcy, nas obywateli nie znosi i robi wszystko by się nam obrzydzić. I nie robi tego w szlachetnym celu jak Edward Przełęcki ze sztuki Żeromskiego „Uciekła mi przepióreczka”. Zacny ów dżentelmen rozkochał w sobie prowincjonalną nauczycielkę, sam w niej zadurzony będąc, ale ostatecznie zohydził sam siebie (zaproponował jej nawet w stolicy orgietki) by nie niszczyć jej szczęśliwego małżeństwa i otworzyć uniwersytet ludowy. Otóż nasza Ojczyzna nie kieruje się żadnymi wyższymi, nobliwymi intencjami. Zobrzydza nam siebie ze zwykłego debilizmu i bezduszności, którym skazili ją jej władcy. I nawet na orgietki nikt nie zaprasza.

 

Mój sąsiad blogowy Jurek Wysocki opisał niedawno jak to ZUS domaga się wykreślenia z ewidencji i pozbawienia świadczeń pewnego przedsiębiorcę z Dąbrowy Górniczej, bo uważa, iż jest zdrowym jak byk symulantem. To akurat przypomniało mi pewną historią jak to nasz ojczysty ZUS ciągle wysyłał na komisję lekarską pewnego inwalidę bez nogi. Ta w kółko miała orzekać o jego trwałym kalectwie. Aż w końcu pewnie mądry lekarz w opinii napisał (excuse moi le mot, ale cytuję): „Ujebało mu kulasa. Już mu kurwa nie odrośnie”. Te odpowiedź powinno się wyryć w marmurze i zawiesić nad wejściem do każdego zusowskiego pałacu, by stanowiła memento każdego zamieszkującego w nim urzedolnika.

Teraz zaś czytam o pewnej pani, właścicielce sklepu internetowego, której dzieci ośmieliły się zachorować. Wzięła więc chorobowe by opiekować się nimi i właśnie wtedy jakiś kontrahent zapłacił jej zaległe pieniądze. Po pięciu latach ZUS wszczął kontrole i zobaczył: aha, dzieci niby chore były, a pieniążki przychodziły i dawaj ciągać ją po sądach, by oddała zasiłek chorobowy wraz z odsetkami. Sprawa wlecze się drugi rok.

Każdy ma jakieś marzenia i tęsknoty. Ja czasami sobie wyobrażam, że jestem czynownikiem wyższej rangi odpowiadającym za sro albo owo i pewnego dnia progi mego gabinetu – wielkiego jak ten Hitlera w kancelarii III Rzeszy, przekracza młody, ambitny pełen zapału urzędniczyna. Już od drzwi woła do mnie: Szefie wymyśliłem wspaniałe rozwiązanie na recyclingowe rozterki naszych obywateli. Nie wiedzą, do którego kubła wrzucać korek plastikowy, a do którego korkowy. Co z opakowaniem od twarożku – czy aluminiowe wieczko razem, czy tez oderwać i wyrzucić do osobnego pojemnika. Za jedyne kilkaset tysięcy możemy mieć aplikację na telefon komórkowy i stronę internetową na temat tego jak wyrzucać śmieci. One odpowiedzą na wszystkie wątpliwości naszych obywateli dotyczące tego co zrobić z listkami po tabletkach, albo czy części samochodowe powinny być w tym samym kuble co zakrętki od słoików.

– Pójdź tu. Niech cię uściskam mój ty zdolny, świetnie się zapowiadający, kreatywny urzędniczku – odpowiedziałbym wzruszony. – Pójdź. Wielka przyszłość przed tobą, mój ty rzutki młodzieńcze. Pewnego dnia zostaniesz dyrektorem promocji srego i owego, albo nawet posłem, czy ministrem.

No raczej bym tak nie odpowiedział. Za to dałbym mu recyclingowy kartonik żeby się spakował a potem: wy… ty j… w d.. debilu… k… matka cię …, ojciec….a jak cię …. zobaczę to…. ci z… to … wyjdzie za… pi…cara… ludzie trzymajcie mnie bo nie wytrzymam.

Tak, mamy takie strony internetowe – zafundowane przez Ministerstwo Klimatu, czy tam klimakterium. Mają i miasta takie portale i aplikacje, całkiem oddzielne. Każda szanująca się metropolia zaserwowała sobie takie nowoczesne na miarę XXI wieku rozwiązania i człowiek się dowie co zrobić z butami, z drewnianą deską do krojenia, lampkami choinkowymi, opakowaniem po czipsach i dlaczego papier przebitkowy nie tam gdzie listowy etc. Wszystkie przykłady, które powyżej i poniżej przytaczam są autentyczne. Imaginujecie sobie państwo – aplikacja na telefon do wyrzucania śmieci. Siedzi sobie pani Genowefa w bloku na 4 piętrze w swojej kuchni o powierzchni 7 m. kwadratowych. Rozstawiła 6 kubłów, trzyma w ręku dajmy na to dętkę i kopertę z okienkiem foliowym i zastanawia się. A co, pani Genowefa jest emerytką, więc ma dużo czasu to niech siedzi i kombinuje. A jak już nie daje rady i rozmyśla, czy aby 7 kubła do kuchni nie wstawić to mamy właśnie specjalnie dla niej aplikacje i strony internetowe. Tam w piątej zakładce jest wyrażenie napisane co zrobić z opakowaniem po maślance, a w szóstej co z koperta bąbelkową i muszlami małż. Ja nie żartuje. To jest prawdziwe. Ja chciałbym mieć taką wyobraźnię jak ci rzutcy, kreatywni w d… j…. k….w p…. d… c… i sam na to wpaść.

Więc ci ambitni, dynamiczni wykształceni tak siedzieli w tych wszystkich miastach, resorcie klimakterium, biurach i salach konferencyjnych i w trakcie burzy półmózgów wymyślali, a jakiś wielce zdolny dyrektor kreatywny projektował stworka „Zmieszko”, Wyszkłolonego” i rożnych tam takich. Potem informatycy zamieniali to wszystko w jakieś kody, algorytmy i oto mamy ekocudeńka. Do tego nadrukowali pierdylion plakatów, porozlepiali je na ulicach i teraz wreszcie pani Genowefa, o której rychły zgon ojczysty ZUS się modli, już wie, że zjełczały smalec ma lądować tam gdzie gumka do włosów i wystudzony popiół. Bo normalnie to żadnego popiołu by nie studziła tylko wpierdoliła żar do torebki foliowej i poszła spać, głupia stara baba. Więc światli ją uświadomili. I tak to siedzi w tej swojej kuchni na Bródnie, pośród kubłów, patrzy w ajfona i ma poczucie, że Ziemię przed zagładą ratuje.

W pewnym mieście, nazwy nie pomne, śmieci można wyrzucać w określonych godzinach. Wtedy bowiem przychodzi urzędnicza komisja i sprawdza czy aby żeśmy swoich własnych włosów ze szczotki z wiórkami z temperówki z ołówków i kredek drewnianych razem nie zmieszali.

Skądś te kochane pieniążki na ten cały recycling trzeba wziąć. Nie wystarczy podnieść ceny wywózki śmieci o 100, czy 300% . Trzeba je zebrać np. na ulicy. Dlatego naśle się strażników miejskich na babinę Ewelinę, która w Tłusty Czwartek nielegalnie gdzieś w podziemnym przejściu pączkami handlowała. ZUS tez musi ścigać panią Anię co to się chorymi dziećmi opiekowała, bo inaczej to kochane pieniążki trzeba z budżetu dołożyć, a wtedy na ministerstwo klimakterium i filmiki i artystę plastyka, który nam Papę Piera zaprojektował nie wystarczy. Lato się zbliża więc będzie można wysłać lotne brygady skarbówki i tajnych agentów, by po ludowych festynach biegali, wąchali flaszki i sprawdzali czy aby kto nalewki nie sprzedaje, albo daj Boże częstuje nią, bo wtedy będzie można dwa mandaty wlepić. Częstującemu i łykającemu za przyjęcie korzyści majątkowej.

Kiedyś w jednej ze swych blogowych wypowiedzi pisemnych wspomniałem o skarbówce z Kielc, której naczelnik wydał podwładnym rozkaz, by szczególnie gorliwie kontrolowali tych, którzy skwapliwie płaca podatki, bo to barany są, oszukiwać nie potrafią, więc na pewno coś się u nich znajdzie i skórę zedrzeć będzie można. Szkoda czasu na prawdziwych oszustów i złodziei. Są za sprytni.  Kolejni baronowie po skarbówkach zasiadający wymyślili, by pary młode ścigać i sprawdzać, czy aby na weselu to orkiestra grała i za ile i czy fotograf zdjęcia cyknął, czy aby faktur nie zaniżono, albo jakie prezenty para młoda otrzymała. Bo przecież można je opodatkować.

W Ostrowcu Świętokrzyskim skarbówka wzięła nawet z Urzędu Stanu Cywilnego wykaz wszystkich ślubów i zaczęła pary młode na przesłuchania wzywać. Szpieguje ich nawet w sieci i sprawdza jakie zdjęcia i nagrania z wesel zamieścili. Pamiętacie Państwo te hieny, które podjechały pod warsztat samochodowy i ubłagały mechanika by im żarówkę wymienił. Ten odpowiedział, że kasa zamknięta, ale w końcu zgodził się i dychę za fatygę wziął. I tylko czekały na to hieny.

Tysiące takich debili, czy to bezdusznych jak ci ze skarbówki i ZUS, czy to kreatywnych wymyślających aplikacje do wyrzucania śmieci tworzy naszą Ojczyznę. Nadają jej to tępe odpychające oblicze i nic na to człowieku nie poradzisz. Możesz się tylko zastanawiać jak to się dziej, że jacyś w miarę normalni ludzie, w miarę wykształceni, mający dzieci, a nawet psy, po tych samych ulicach co ty chodzący nagle zanurzają się w taką mentalną lichotę i stają się twoimi wrogami. I ja znam odpowiedź. To ten smród biurowych pokoi, widok tych pieczątek, lektura tych wszystkich okólników i przepisów, te narady i premie okresowe zmieniają ich tak, że od 9.00 do 17.00 człowieczeństwa są pozbawieni.

A teraz całkowicie poważnie. Co jakiś czas dyplomatów usuwa się z jednej placówki i przenosi do innej. Wszystko po to, by nawet nieświadomie nie wiązali się zbytnio z krajem, w którym służą, by nie stracili orientacji i świeżości spojrzenia i nawet nie pielęgnowali jakichś znajomości i zależności.

To samo trzeba robić w urzędach, których głównym zadaniem jest prześladowanie i kontrolowanie obywateli. Każdy nawet najzdrowszy i najczystszy po latach siedzenia w tym samym miejscu uwala się i zarazi. Powinno wprowadzać się przymusową przerwę w karierze urzędniczej, albo określać jej kadencyjność. Taki urzędnik ZUS powiedzmy po 10 latach pracy musiałby na rok odchodzić z tego zakładu, znaleźć sobie jakąś inną uczciwą robotę i dopiero ewentualnie po 12 miesiącach znów do swojego pałacu wracać. Albo po tych 10 latach należy przenosić z ZUS-u do UOKiK, ze skarbówki do NFZ, z PIP-y do Agencji Materiałowej Skarbu Państwa. Urzędów ci u nas dostatek i dla każdego starczy. I niech serca zmdlałe ocucą, pleśń z oczu zgarną – jak nasz nacjonalistyczny wieszcz Norwid pisał.

Niech mózgi i dusze przewietrzą. A wtedy – jak wołał inny nacjonalista Mickiewicz: Pryskają nieczułe lody i przesądy światło ćmiące, witaj jutrzenko swobody, zbawienia za tobą słońce.