Moralność podatkowa
Robert Gwiazdowski 19.10.2016

Gniew  bojowników o sprawiedliwość społeczną,  niektórych ekonomistów i nawet doradców podatkowych wywołała zapowiedź znanej dziennikarki, że być może czas się przenieść do Czech – w związku z planami podwyższenia podatków dla ludzi prowadzących działalność gospodarczą o 100%.

Jedni straszą ją karami od polskiego fiskusa. Inni twierdzą, że się przecież nie opłaca, a Rafal Woś proponuje, by „tak więcej dostrzec niż czubek własnego nosa”.

Prowadzenie własnej firmy w Czechach od dawna się opłaca bardziej niż w Polsce z uwagi na otoczenie biznesowe, zwłaszcza, że ich Minister Finansów, który ma osobiście na pieńku z polskim rządem, bardzo się cieszy jak Polacy uciekają przed własnym rządem pod jego opiekuńcze skrzydła. I jak się polskie urzędy skarbowe dopytują o firmy Polaków zarejestrowane w Czechach, to dostają odpowiedź od braci Czechów, że nie mają jak tego sprawdzić. Oczywiście prowadzenie w Czechach czy na Słowacji działalności fikcyjnej jest ryzykowne – więc stanowczo odradzam. Ryzyko takie samo, jak nie wystawianie faktur w ogóle. Ale jak ktoś ma siedzibę w Cieszynie, to dlaczego nie miałby jej mieć w czeskim? Z Rybnika do Ostrawy jedzie się 50 minut. A z Katowic 70. Krócej niż z Piaseczna czy z Białołęki do centrum Warszawy. Praga to piękne miasto – więc się ludzie będą zastanawiać, czy nie przenieść się tam w taki sposób, by polskie urzędy skarbowe nie mogły się do niczego przyczepić. Jak to zrobić legalnie to jest kwestia czysto techniczna. Ważniejsza jest pytanie czy powinno się tego nie robić z przyczyn aksjologicznych? Zapewniam, że jak ktoś się na to zdecyduje, nie musi mieć wyrzutów sumenia – bo przecież żaden z jego krytyków nie zgodziłby się zostać jego niewolnikiem.

John Rawls przyjmuje, że „ludzie w sytuacji pierwotnej wybraliby dwie zasady: pierwsza domaga się równości w przypisywaniu podstawowych praw i obowiązków, druga zaś powiada, że nierówności społeczne i ekonomiczne są tylko wtedy sprawiedliwe, gdy dają w zamian korzyści wszystkim, a zwłaszcza najmniej uprzywilejowanym” (J. Rawls, Teoria sprawiedliwości, Warszawa, 1994). Ta druga zasada, nazwana zasadą dyferencji, jest jednak całkowicie niesymetryczna z punktu widzenia różnych grup społecznych. Proponuje ona warunki, na których gorzej uposażeni z pewnością chętni będą do współpracy. Rawls nie pyta jednak, czy są to również warunki, na których ci gorzej uposażeni mogą spodziewać się chętnej współpracy ze strony lepiej uposażonych. Polemizujący z Rawlsem, Robert Nozick, proponuje abyśmy wyobrazili sobie, jak tego chce Rawls, że gorzej uposażeni mówią coś takiego: „Spójrzcie, lepiej uposażeni, zyskujecie na współpracy z nami. Jeśli chcecie naszej współpracy, musicie przyjąć rozsądne warunki. Proponujemy następujące: będziemy z wami współpracować, jeśli otrzymamy tak dużo, jak to tylko możliwe. To znaczy warunki naszej współpracy powinny zapewniać nam udział maksymalny, tak że gdyby usiłowano dać nam więcej, to w rezultacie mielibyśmy mniej”. Jednakże lepiej uposażeni mogą złożyć symetrycznie przeciwną propozycję: „Spójrzcie, gorzej uposażeni, zyskujecie na współpracy z nami. Jeśli chcecie naszej współpracy, musicie przyjąć rozsądne warunki. Proponujemy następujące: będziemy z wami współpracować, jeśli my otrzymamy tak dużo, jak to tylko możliwe. To znaczy warunki naszej współpracy powinny zapewniać nam udział maksymalny, tak że gdyby usiłowano dać nam więcej, to w rezultacie mielibyśmy mniej”. Czy taka propozycja ze strony lepiej sytuowanych w jakichkolwiek okolicznościach mogłaby wydać się rozsądna, czy raczej należałoby uznać ją za oburzającą? „Jeśli te warunki są oburzające, bo i są oburzające, to dlaczego nie powiedzieć tego samego o warunkach zaproponowanych przez gorzej uposażonych?” – konkluduje Nozick. (R. Nozick, Anarchia, państwo, utopia, Warszawa 1999)

Gorzej uposażona osoba B może zaakceptować dalsze polepszenie sytuacji lepiej uposażonej osoby A, jeżeli korzyści A uzyskiwane są w sposób poprawiający perspektywy osoby B. Jeżeli jednak w sytuacji I jakaś grupa osób A posiada zasoby x większe od zasobów y, posiadanych przez grupę B, to nie można stwierdzić wprost, że B ma się źle, ponieważ A ma się dobrze. Zawsze bowiem może zaistnieć inna sytuacja instytucjonalna II, w której dochodzi do transferu od gorzej uposażonej grupy B do grupy C, tak że sytuacja B staje się jeszcze gorsza. Prawdziwość zdania przypuszczającego nie wystarcza do uznania prawdziwości zdania oznajmującego. Ze zdania: gdyby A wykonał D, to B nie byłby w sytuacji S, możemy wyciągnąć wniosek, że niewykonanie D przez A odpowiada za to, że B jest w sytuacji S, wtedy i tylko wtedy, gdy wierzymy, że A powinien wykonać D. „Moje życie poprawiłoby się pod wieloma względami – pisze Nozick – gdybyś zdecydował się zostać moim niewolnikiem, zakładając, że umiałbym się pozbyć początkowego zażenowania. Czy przyczyną mojego obecnego stanu jest to, że nie stałeś się moim niewolnikiem? Czy skoro, zostając niewolnikiem gorzej sytuowanej osoby, poprawiłbyś znacznie jej los, a pogorszył swój, to mamy powiedzieć, że ta gorzej sytuowana osoba ma się źle dlatego, że ty masz się tak dobrze?”

Z drugiej strony „to, że dobrobyt wszystkich zależy od współpracy społecznej, bez której nikt nie mógłby wieść satysfakcjonującego życia, może też powiedzieć gorzej uposażonym ktoś, kto proponuje dowolnie inną zasadę” – pisze Nozick.