Mordercy z Teksasu i Ohio, Trump Marks, Adzik Hitler i Dostojewski
Dariusz Matuszak 06.08.2019

Policja jeszcze nie zdążyła zidentyfikować wszystkich ofiar masakry w teksańskim El Paso, a media już podawały, że jej sprawcą był skrajny prawicowiec, zwolennik Trumpa Patrick Crusius. Zbrodniarz, na 40 minut przed zabiciem 21 osób opublikował w sieci swój manifest, w którym wyłożył swe poglądy i motywy, które nim kierowały. Nie ma wątpliwości, że jest rasistą i nienawidzi kolorowych imigrantów. To wystarczyło by zakwalifikować go jako prawicowca. Tymczasem wszystkie wyłożone w niespójny, nieskładny sposób poglądy wskazują na to, że to lewak postulujący gwarantowany dochód dla wszystkich, darmową opiekę zdrowotną, przejęcie władzy w firmach etc. Crusius to socjalista i rasista, czyli nazista, zarejestrowany zresztą jako Demokrata. Czemu więc określa się go jako człowieka prawicy?

 

Wmówienie światu przez Sowietów, że faszyzm, czy nazizm są ideologiami prawicowymi, to jedna z najbardziej udanych, kłamliwych operacji propagandowych w dziejach. Sowietom skutecznie udało się nawet zastąpić niemiecki nazizm włoskim faszyzmem w odniesieniu do niemieckich zbrodni. Faszyzm, choć paskudny, nie był jednak ideologią rasistowską i ludobójczą, ale i tak powszechnie kojarzony jest z Niemcami ich III Rzeszą, Austriakiem Hitlerem, holocaustem etc. Chodziło o to by, by zlikwidować wszelkie asocjacje pomiędzy niemieckimi zbrodniami, socjalizmem, a więc ustrojem sowieckim. Nazizm to ideologia Narodowo Socjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej, w którym komponent socjalizmu był, jak pisał Goebbels w swych dziennikach, silniejszy niż nacjonalizmu.

Propagandowa machina działa bez zarzutu. Cały świat za amerykańskimi mediami mówi o kolejnej zbrodni dokonanej przez skrajnego prawicowca. Tabuny Demokratów galopują przez stacje telewizyjne mówiąc o prawicowej – w domyśle republikańskiej –nienawiści, rasizmie, faszyzmie i retoryce Trumpa, która miała pchnąć ich partyjnego towarzysza Crusiusa do zbrodni. Telewizyjni komentatorzy mówią, że Trump i jego zwolennicy mają krew na rękach. Beto O’Rourke ubiegający się o nominację Demokratów w wyścigu prezydenckim mówi, że Trump jest niegodny, by przyjechać do El Paso. Partia Demokratyczna jawi się jako ugrupowanie miłości, równości, postępu, a tam po prawej stronie stoją biali suprematyści i ich pomarańczowy Donald.

Na całym świecie i w samej Ameryce Demokraci kojarzeni są jako ci, którzy walczą z rasizmem. Jeśli gdzieś jakiś rasista się pojawia się to jest to z pewnością Republikanin, a już na pewno prawicowiec. Tymczasem to właśnie Partia Demokratyczna jest partią białych suprematystów i niewolnictwa. To rządzone przez Demokratów południe w Wojnie Secesyjnej walczyło z Republikanami chcącymi znieść niewolnictwo. To Demokraci założyli Ku Klux Klan i stali za jego działalnością. To ich sędzia i senator z Wirginii Charles Lynch jest symbolem samosądu. To oni co do jednego głosowali przeciwko nadaniu murzynom praw obywatelskich. To oni nie chcieli zniesienia w południowych stanach segregacji rasowej. Jak to się więc stało, że dzisiaj to oni kojarzeni są z równością, tolerancją, postępem i czym tam jeszcze?

Popatrzcie Państwo, proszę Państwa, na naszą umiłowaną ojczyznę. Zobaczcie tych wszystkich towarzyszy z PZPR i junty wojskowej Jaruzelskiego, którzy teraz są największymi obrońcami demokracji, konstytucji i takich tam różnych pojęć używanych do zdobywania i utrzymywania władzy.

Przez całe lata przestępstwa i incydenty antysemickie w Niemczech policja federalna klasyfikowała w statystykach jako dokonane przez skrajną prawicę, nawet gdy sprawcami okazywali się muzułmanie. Potem dotyczyło to tylko zdarzeń, których sprawcy nie zostali wykryci. W świat szła informacja: skrajna prawica w Niemczech dopuściła się tylu a tylu aktów antysemityzmu. Na świadomość narodu, który odpowiada za zbrodnię holocaustu działało to szczególnie mocno.

Mechanizm zakłamania świetnie funkcjonuje w całej postępująco postępowej Europie. Nikt nie wspomina o tym jak bardzo Hitler był zafascynowany Marksem i jego rasistowskimi i ludobójczymi teoriami, jego przepisami na zbudowanie nowego świata i sprawowania kontroli nad społeczeństwem. W ubiegłym roku z wielką pompą unijny urzędnicy, z pijaczyną Junckerem na czele, obchodzili 200-lecie urodzin brodatego podleca, którego idee miały wyzwolić ludzkość. Najpierw tylko trzeba pozbyć się „odpadów rasowych” o czym można poczytać sobie w jego „Gazecie Reńskiej”, czy innych pismach i publikacjach choćby Engelsa. Niektóre narody jak Słowianie, Żydzi, Albańczycy nie nadawały się do zbudowania nowego lepszego świata i należałoby je zwyczajnie wyrżnąć. Marks chciał oszczędzić Polaków, bo ze względu na dzielność i bitność znakomicie nadawaliśmy się na mięso armatnie dla światowej rewolucji. Martin Heidegger, być może najwybitniejszy filozof XX wieku, jest dziś za swe związki z NSDAP wyklęty. Marksa czci się na uniwersyteckich katedrach.

By przekaz był prawidłowy trzeba też czasami milczeć. Nie tylko w sprawie proponowanych przez Marksa obozów pracy, czy zniszczenia rodziny jako siedliska patriarchalnych stosunków, ale też np. w sprawie drugiej strzelaniny, a przynajmniej jej sprawcy. Tego samego dnia, gdy w El Paso Crusius zabił 22 osoby i oddał się w ręce policji, na drugim końcu Ameryki – w Ohio doszło do kolejnej masakry. Connor Bets dosłownie rozstrzelał 9 osób. „Tylko” tyle, bo po 30 sekundach został zabity przez policję. Kim był? Kto zwyrodnialca pchnął do zbrodni? Cisza. Bo trzeba byłoby powiedzieć, że to akurat szczery, zwykły socjalista. Działacz antify, wielbiciel socjalistki senator Warren, której też marzy się prezydentura.

Nie ma wątpliwości, że zbrodnia w El Paso była motywowana politycznie. Nie sugeruję, że w Ohio było podobnie, bo nie ma na to żadnych dowodów. Chodzi o pokazanie pewnego mechanizmu zakłamywania. Media grzebią w przeszłości każdego z takich zbrodniarzy. Amerykanie dowiadują się do jakich szkół chodzili, jakiej muzyki słuchali, co czytali, co pisali, w jakich kręgach się obracali etc. Jeśli jest coś – cokolwiek, co pozwoliłoby skojarzyć z Trumpem, prawicą, Republikanami etc. dowiemy się o tym natychmiast. Jeśli z Demokratami, socjalistami, lewicą, ruchami ekologicznymi, feministycznymi etc., to informacje o tym krążyć będą gdzieś w internecie i pomniejszych mediach.

Sowietom znakomicie udał się jeszcze jeden zabieg propagandowy. Nie tylko przecięli wszelkie asocjacje nazizmu i jego zbrodni z lewicą i socjalizmem, ale nauczyli też lewicę na świecie jak używać pojęcia faszysta. Zasada jest prosta: trzeba tak nazywać każdego, kto ma inne poglądy polityczne. Zobaczmy jak bardzo, w niemal sto lat po założeniu przez redaktora naczelnego największej socjalistycznej gazety we Włoszech – „Avanti” – Benito Mussoliniego ruchu faszystowskiego namnożyło się nam faszystów. Jak donoszą światowe media, albo opowiada europoseł Verhovstadt, ich dziesiątki tysięcy maszerują co roku 11 listopada ulicami Warszawy. Faszyści, czy jak kto woli skrajna prawica, wygrali we Francji wybory do Parlamentu Europejskiego. Jeśli posłuchać Macrona, choć ostatnio nieco się uspokoił, to można się dowiedzieć, że faszyści, czy nacjonaliści do spółki z Putinem doprowadzili do Brexitu. W USA ponad 60 milionów osób zagłosowało na faszystę i rasistę Trumpa.

Oczywiście nowoczesna lewica wynalazła kilka nowych mian na opisywanie przeciwników politycznych. Poza tradycyjnymi jak faszysta, czy rasista mamy teraz też islamofobów, nacjonalistów (chodzi oczywiście o nawiązanie do hitlerowskich Niemiec), homofobów, bigotów, szowinistów i co tam jeszcze. W polskich warunkach stosuje się też kołtuna, zaścianek, ciemnotę etc. Liczba pojęć będzie rosła tak jak liczba płci (jeden z najnowszych wynalazków to transfob), co nastraja dość optymistycznie. Im więcej, tym większa inflacja, czyli utrata wartości na pojedynczej obeldze.

To nie zmienia jednak tego, że prawica na świecie wydaje się dość bezradna wobec tych obelg. Kuli się, przeprasza, próbuje dostosować zamiast walić na odlew odpłacając tym samym. Taki kurs oczywiście grozi zaostrzeniem konfliktu, który zaczyna polaryzować świat. To widać w Polsce, gdzie między opozycją a PiS panuje nienawiść, zwolennikami pozostania w Unii, a brexitowcami, popierającymi Trumpa, a Demokratami i ich socjalistami. Trudno, nie ma wyjścia – bierność prowadzi do samozagłady. Przywracanie pojęciom ich właściwych znaczeń to forma samoobrony.

Kiedy ostatnio jakiś tam publicysta „Gazety Wyborczej” pisał, iż w Polsce potrzebne jest „powstanie Stonewall”, bo trzeba bronić lgbt, to otwarcie wzywał do zamieszek i rozlewu krwi. Owo powstanie Stonewall z 1969 roku stanowi mit założycielski ruchu lgbt, który jakoby przeciwstawił się wówczas dyskryminowaniu i brutalności policji.

Prawda zaś jest dużo bardziej kolorowa. Stonewall to była należąca do mafijnej rodziny Genovese nielegalna speluna w Nowym Jorku, do której ściągały okoliczne prostytutki, narkomani i ci, których dziś określamy mianem lgbt. Policja po raz kolejny przyszła zamknąć nielegalna budę i zarekwirować sprzedawany na lewo alkohol. Wtedy doszło do wielkich zamieszek – policjantów, którzy skryli się w oblężonej przez tłum mordowni próbowano spalić żywcem. Potem przez kilka dni demolowano całą okolicę. Oczywiście kolektyw lgbt pewnie nie mógł korzystać z normalnych lokali, więc schodził się do podejrzanych nor, to jednak nie zmienia faktu, że Stonewall nie było żadnym powstaniem, tylko bandycką rozróbą. Dziś mówienie o tym jest klasyfikowane jako homofobia i mowa nienawiści. Przywołuję ten przykład jako ilustrację tego jak działa lewicowa propaganda. Rzeczywistość jest kształtowana przez przekaz. On jej nie opisuje, on ją kreuje. Dokładnie tak jak zbrodnię lewackiego szaleńca w El Paso wykreowano na akt prawicowego terroru.

Poddanie się insynuacjom, przyjęcie łaty faszysty, nazisty, rasisty etc. czyni bezradnym i całkowicie uniemożliwia bronienia swych racji. Nazista, faszysta, to ktoś kto jest ucieleśnieniem absolutnego zła. Z moralnego punktu widzenia wszystko usprawiedliwia walkę ze złem absolutnym. Nawet stosowanie jakiegoś tam zwykłego zła. W amerykańskich mediach oficjalnie usprawiedliwia się napady tamtejszej antify na ludzi, demolowanie miast, rozbijanie wieców, podpalanie, plądrowanie i takie tam zabawy lewicowych band. Antifa stosuje brutalne metody w celu wyższym – walczy ze złem ostatecznym, czyli faszyzmem. Każdy atak na kogoś kto jest uznany za faszystę jest uzasadniony. To nieustanne zadawanie klasycznego pytania: czy gdybyś cofnął się w czasie i miał możliwość zabicia małego chłopczyka nazywającego się Adzik Hitler, to czy zrobiłbyś to?

Odpowiedzi wielokrotnie udzielał Dostojewski, który w swym geniuszu kilkadziesiąt lat przed rozkwitem socjalizmu pokazywał, iż jego immanentną cechą jest zło w postaci odhumanizowania człowieka. Wielki pisarz, po latach zmagań z samym sobą, mówił: nie, nie zabiłbym Adzika. Dziś cała lewica, ale nie tylko ona odpowiada: tak, zróbmy to.