Na straganie w dzień targowy
Cezary Kaźmierczak 05.03.2016

Jak się chce coś ugotować w domu, trzeba na bazar pójść i w kolejkach postać. Te wszystkie suflowane przez koncerny regulacje i “najwyższe standardy” spowodowały, że to jedno z ostatnich miejsc, gdzie można coś dobrego i zdrowego kupić.

Dzisiaj zostałem rozpoznany. Około 50-letnia właścicielka straganu “szwarc i mydło”, takiego bazarowego convinient store ze sznurowadłami i bateriami, wystąpiła do mnie z apelem, żebym coś zrobił, bo “już żyć się nie da i chyba to zamknie”. Zna mnie z telewizji.

– W ubiegłym roku, proszę Pana, 7 (siedem) kontroli! 19 dni miałam sklep przez to zamknięty, bo ja tu sama jestem! Raz mi mandat dali 200 złotych za jakąś głupotę, sześć razy nic. Żyć się nie da. Pan coś z tym zrobi!

Zastanawiam się co Rzeczpospolita szukała u tej Pani Marii?? Na ile ona mogła Rzeczpospolitą okraść?? Jej obrót to około 10 tysięcy na miesiąc? Na ile ona mogła “uszczuplić”, gdyby nawet na to “uszczuplanie” się zawzięła?? Na 500 zł?? 7 kontroli, 19 dni, żeby mandat na 200 złotych wlepić!!!

Powiem szczerze, że jak spotykam się z takimi sytuacjami, to zaczynam się wstydzić swojej działalności w podziemiu. To o taką Polskę walczyliśmy? O Polskę bezlitośnie prześladującą swoich najbiedniejszych i najsłabszych Obywateli, i całkowicie bierną wobec wielkich i bogatych?

Chciałbym zapytać Ministra Finansów: ile kontroli w ubiegłym roku miały zarabiające setki milionów w Polsce i nie płacące żadnych podatków różne Google, YouTuby czy Ubery??? Bo Pani Maria z bazarowego jednoosobowego sklepiku “szwarc i mydło”, która zarabia około 2 500 zł na miesiąc miała ich 7 (siedem).

Fot. Krystal Bell/ na lic. Creative Commons/ flickr.com