Nadchodzi podatkowy nokaut
Damian Kossakowski 02.10.2020

Cywilizowany proces legislacyjny staje się powoli w Polsce dobrem luksusowym. Przyzwyczajeni lub zobojętnieni przyjmujemy do wiadomości kolejne przykłady łamania zasad poprawnej debaty publicznej nad projektami, które z dnia na dzień mogą wywoływać lawinę negatywnych skutków w gospodarce. Do tego opisu z pewnością można przypisać projekt tzw. piątki dla zwierząt forsowanej przez PiS przy aplauzie lewicy i co ciekawe, aplauzie wielu środowisk, które wcześniej wytykały PiS-owi błędy legislacyjne i oskarżały działania tej partii o niekonstytucyjność. Jednakże w cieniu debaty o losie zwierząt przechodzi kolejna ustawa dotycząca systemu podatkowego, która w równym stopniu zakrawa na legislacyjne barbarzyństwo.

 

Prawo i Sprawiedliwość mieni się partią niskich i prostych podatków i chwali się, że „nie podniosło żadnych podatków”. Nie wiem jak długo uda się utrzymać tę narrację, gdy posłanka Lichocka używa słowa „biznesmen” do określenia rzekomo pazernego, bezdusznego krętacza, który ośmiela się działać tylko dla zysku, a partia z Ministerstwem Finansów forsują z nadejściem roku 2021 projekt ustawy, która spowoduje podwójne opodatkowanie spółek komandytowych, zlikwiduje ulgę abolicyjną dla Polaków pracujących za granicą i doprowadzi do pełnego ozusowania wszystkich umów cywilnoprawnych.

Zacznijmy od szybkiego spojrzenia do kalendarza – mamy wrzesień. Być może na koniec listopada albo nawet na początku grudnia Prezydent niskich podatków, Andrzej Duda, podpisze ustawę, która wprowadzi drastyczne zmiany i spowoduje konieczność zmiany modeli gospodarczych w tysiącach firm już od 1 stycznia 2021. Tymczasem Ministerstwo Finansów wprowadza na agendę bardzo ciężkie działa przeciwko przedsiębiorcom i pracownikom. Trybunał Konstytucyjny określił, że dla ustaw podatkowych, szczególnie tych, które dla podatnika są niekorzystne, vacatio legis powinno wynosić miesiąc. Środowiska eksperckie, w szczególności doradcy podatkowi wskazują, że okres ten powinien wynieść nawet dłużej – tego też wymagałaby zwykła przyzwoitość wobec obywateli. Problem w tym, że Ministerstwo… nie uznaje tych zmian za niekorzystne dla podatników. W końcu stracą tylko ci, co oszukują, a uczciwy podatnik może spać spokojnie. Jakie zmiany szykuje nam rząd na czas kryzysu gospodarczego?

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na zamiar podwójnego opodatkowania spółek komandytowych poprzez nadanie im statusu podatnika CIT. Rząd zamierza tym narzędziem walczyć z „międzynarodową optymalizacją podatkową”, gdy spółki zagraniczne uczestniczą w ledwie 0,4% polskich „komandytówek” (199 spółek na 49 281).

Projekt zakłada, że spółka komandytowa najpierw zapłaci podatek od zysku, a następnie komandytariusz (wspólnik ponoszący ograniczoną odpowiedzialność, z założenia inwestor bierny, który ma dostarczyć kapitał na działalność spółki) rozliczy dodatkowo PIT. Komplementariusz, czyli wspólnik prowadzący sprawy spółki i ponoszący pełną odpowiedzialność za jej zobowiązania będzie mógł pomniejszyć kwotę PIT o CIT w wysokości przypadającej na jego udział, co w praktyce zniweluje efekt podwójnego opodatkowania, lecz znacznie skomplikuje proces rozliczania podatku. Komandytariusz będzie mógł skorzystać z iluzorycznego zwolnienia – podatku CIT nie zapłaci od 50% przychodów, ale tylko do wysokości 60 000 złotych. Ponadto zwolnienie nie będzie obejmować komandytariusza, który posiada co najmniej 5% udziałów spółki kapitałowej (sp. z o.o. lub SA) będącej komplementariuszem – w praktyce oznacza to podatkowy nokaut popularnych konstrukcji sp. z o.o. sp.k. Tego typu konstrukcje umożliwiały uniknąć podwójnego opodatkowania typowego dla spółki z o.o. i przy okazji ograniczyć nieco odpowiedzialność osobistym majątkiem osoby fizycznej.

Niestety PiS, wbrew rozsądkowi i wbrew koncepcji praw obywatelskich nie chce przyjąć do wiadomości, że korzystanie z szans i z optymalnych rozwiązań umożliwionych przez prawo nie jest niczym złym lub nieetycznym. Nikt nie powinien specjalnie ponosić jak największych ciężarów publicznych ani być do tego zmuszanym przez państwo. Tymczasem gdy tylko powstanie i rozwinie się jakaś nieskrępowana, nieprzepodatkowana forma działalności, od razu wpada na celownik PiS i znów dzieje się to przy aplauzie lewicy.

Z kolei likwidacja ulgi abolicyjnej to szczyt bezczelności ze strony Ministerstwa Finansów, a jeszcze gorsza jest próba uzasadnienia tego ruchu. Ulga abolicyjna pozwalała Polakom zarabiającym za granicą, ale mającym ośrodek interesów życiowych w Polsce, nie dopłacać polskiemu fiskusowi podatku od dochodów, gdy opodatkowanie tych dochodów za granicą jest niższe. Cywilizowany kraj charakteryzuje się wysoką kwotą wolną od podatku, co w praktyce zwalniało dochody uzyskane za granicą z podatku. Rząd zamierza więc opodatkować w Polsce dochód wypracowany za granicą, który w tym kraju jest zwolniony z podatku lub niżej opodatkowany. Nie dość, że kwota wolna od podatku w Polsce jest dramatycznie niska i jest przykładem barbarzyńskiej legislacji (to nieprzypadkowe określenie, już cesarz Tyberiusz 15 lat po urodzeniu Chrystusa mówił, że owce [podatników] się strzyże, a nie zarzyna), to jeszcze fiskus nie pozwoli korzystać z normalnej, cywilizowanej kwoty wolnej wobec dochodów osiągniętych za granicą! Tego typu rozwiązanie, antyobywatelskie i haniebne. Według wyliczeń pozwoli rządowi zarobić ledwie 4 sasiny (4 × 70 mln złotych). Czy to gra warta świeczki? MF dodatkowo twierdzi, że ulga abolicyjna prowadziła do optymalizacji podatkowej polegającej na… wybieraniu państwa z niższymi podatkami jako celu emigracji. Ręce opadają.

Niestety pod rządami kreatywnych księgowych czy tuz wiedzy podatkowej jak Marek Suski (państwo dopłaca do niektórych działalności, bo zwroty VAT przewyższają płacony przez firmy PIT) czy Marcina Horały (dopłaty do górnictwa są opłacalne, bo państwo pobiera PIT od wynagrodzeń górników) nie ma co liczyć na uregulowanie polskiego systemu podatkowego w sposób konkurencyjny i zapewniający Polakom podstawową godność w relacji z państwem. Kiedy PiS powołuje się chętnie na to, że podatki na zachodzie są wyższe, mógłby też wziąć pod uwagę, że nawet w krajach słynących z socjaldemokracji i rozbudowanej opieki społecznej, przedsiębiorca nie jest traktowany jak wróg i złodziej, lecz jako pracujący na dobrobyt obywatel i celem państwa nie jest jego znokautowanie, lecz zachęcenie do działalności stabilnym i przyjaznym otoczeniem prawnym.